Film
MatrixThis is the END!'Matrix - Rewolucje' to trzecia i zarazem ostatnia odsłona historii Neo - Zbawiciela. Dzięki Bogu, bo czwartej części już bym nie strawił. Bracia Wachowscy zjadają powoli własny ogon. Odcinają kupony od pierwszej części, serwując smętne kawałki w stylu '...ja cię kocham, a ty śpisz...' (przez większą część filmu NIC się nie dzieje). Nie wiem, czy mieli taki plan od początku, ale skrupulatnie go realizują.To co w pierwszym Matrixie powalało na kolana, w 'Reaktywacji' i 'Rewolucjach' przyprawia o mdłości. Schematyczne sceny, nowi bohaterowie nawijają makaron na uszy (vide scena, w której młody chłopak zostaje bohaterem otwierając wrota Zionu, ach ten amerykański heroizm), a całość tak przejrzysta, jakbyśmy oglądali 'Przeminęło z wiatrem'.Wszystko co ma początek, musi mieć też swój koniec. W przypadku 'Rewolucji' słowo koniec należy zastąpić słowem UPADEK. Na uwagę w 'Rewolucjach' zasługuje tylko kilka scen. Przeważnie są to sceny walki np.: Morfeusz, Trinity, Serafin wdzierają się do 'Piekła', bohaterska obrona Zionu przed maszynami i Neo walczący w strugach deszczu z agentem Smithem. Wydaje mi się, że pozostała część filmu została wymyślona na siłę. Może producent Joe Silver zastraszył braci Wachowskich, że pokaże ich zdjęcia w negliżu (jak wiadomo Wachowscy nie pozwalają się fotografować). Bracia się wystraszyli i szybko 'sklecili' dalsze przygody Neo i spółki, a teraz siedzą na Karaibach i liczą zarobioną mamonę.Jest jednak w tej trylogii postać, która w żadnej części nie zawodzi (czyt. staje na wysokości zadania). Nie chodzi mi o Neo, zbawiciele byli, są i będą, ICH akurat jest pod dostatkiem. Mam na myśli agenta Smitha, który jest dla mnie najlepiej dopracowaną postacią stworzona przez braci W. Może spotkali kiedyś podobnego agenta, w końcu Ameryka to kraj wrednymi agentami płynący (FBI, CIA, DEA itd.). Takiego agenta chciałby mieć zapewne Zakład Ubezpieczeń Społecznych, nikt by ich wtedy nie oszukiwał. Australijski aktor Hugo Weaving ('Władca Pierścieni', 'Priscilla, królowa pustyni'), który wcielił się w agenta S., jako jedyny nie wygłasza smętnych kwestii. Postać agenta S. ewoluowała przez wszystkie trzy części (np.: Neo rozwijał się tylko w pierwszej, później wmówił sobie, że wszystko potrafi). Doszło nawet do tego, że Smith tak się zduplikował, że został jedynym mieszkańcem Matrixa, wyciągał tylko pomocną dłoń, a ten kto ją chwycił, już był kolejnym klonem. Agent S. przedostał się również do realnego świata, ja po wyjściu z kina rozglądałem się na wszystkie strony, czy przypadkiem zza rogu nie wyskoczy typ w garniturze i ciemnych okularach. Wielka szkoda, że agent S. został na końcu unicestwiony, długo przyjdzie nam czekać na podoby zły charakter, lecz pamięć agenta Smitha będzie na zawsze w naszych sercach (he,he).Reasumując: 'Matrix' stał się filmem kultowym i kolejne części tego na pewno nie zmienią. Fani serii będą się doszukiwać kolejnych ukrytych symboli, a zwykły widz szybko o 'Matrixie' zapomni (to tylko żart). Chodzą słuchy, że trafiła do naszych kin wersja filmu z wirusem i dlatego jest taki słaby (hakerzy już stworzyli upgrady). Wirus, czy nie wirus 'Rewolucje' to koniec historii o Matrixie i niech tak zostanie. Będziemy zapewne od tej chwili szczęśliwsi, ja na wszelki wypadek wyciągam wtyczkę z gniazdka i udaję, że nic się nie stało. Roman Godlewski |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|