

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Krapkowice
Szanse "Nowego Otmętu"Wracamy na rynekO planach związanych z przyszłością spółki "Nowy Otmęt" rozmawiamy z jej właścicielem JANUSZEM MOLENDĄ Przybył Pan do Krapkowic z Chełmka, gdzie również prowadzi pan firmę obuwniczą, czy jest pan zadowolny z przyjęcia tutaj?Tak, uważam, że miejscowe władze są bardzo przychylne temu żeby zachować miejsca pracy i firmę, której tradycji jesteśmy kontynuatorem. Nie wiem jak to wyglądało wcześniej. My staramy się prowadzić produkcję i sprzedaż obuwia dla klientów, bądź dla rynku i cała organizacja ma być podporządkowana temu, żeby ten but robić jak najlepiej. Kupiłem od syndyka tzw. zorganizowaną część przedsiębiorstwa czyli: działkę, na której znajduje się hala produkcyjna i budynek ślusarni oraz gotowe linie technologiczne i oprzyrządowanie. W ramach umowy zatrudniłem 140 osób, które pracowały tu wcześniej. Przejście nastąpiło w taki sposób, że wszystkie warunki, łącznie z układem zbiorowym, zostały zachowane na okres conajmniej 1 roku. Wobec czego ani finansowo, ani organizacyjnie, ci ludzie nie zmienili warunków pracy.Czy już nastąpiły jakieś innowacje?Przejęliśmy zakład 1 marca br. - to dopiero 3 miesiące pracy. W chwili obecnej opracowujemy nową kolekcję na jesień, pracujemy nad kolekcją wiosenną. Chcemy też zastosować nowe rozwiązania produkcyjne i, zachowując dotychczasową linię produkcyjną, robić typy butów, których tutaj się nie robiło - buty damskie, buty w tzw. techonolgii pasowej, czyli buty w systemie goodyear. To są te innowacje, które zamierzamy wprowadzić. Żeby jednak nauczyć ludzi tego sposobu produkcji trzeba trochę czasu. Nasi pracownicy są fachowcami. Chodzi o to, żeby jeszcze bardziej im pomóc. Nie narzucać rzeczy, które miałyby im przeszkadzać w pracy. Chcemy też powoli przeprowadzać zmiany organizacyjne. Pierwszą z nich jest to, że dyrekcja jest na dole, a nie na górze. Ktoś przychodząc do firmy w pierwszym rzędzie trafia do osoby, która reprezentuje spółkę. Chcemy też dobrze współpracować ze wszystkimi firmami, które na tym terenie dobrze funkcjonują, jednocześnie rozwijając własne kierunki zbytu i rozwoju. Nie chcemy działać tylko na zasadach produkcji nam zlecanej.Jedną z firm, które są tu obecne, jest firma "Otmęt Zbyt", która w przeszłości sprzedawała produkty "Otmętu Krapkowice", czy z nią zamierzacie podjąć współpracę?Tak, uważam, że jesteśmy w stanie dogadać się w taki sposób, że my dla tej firmy możemy robić buty, a ona może je sprzedawać w swojej sieci sprzedaży. Oczywiście my również chcemy budować sieć własnej sprzedaży i docierać w te miejsca, gdzie oni nie docierają. Myślę, że po rozmowach uzgodniliśmy taki system współpracy, który powinien zadawalać obie strony. Odczuliście, że stanowicie dla tutejszych producentów zagrożenie? Nie nazwałbym tego w ten sposób. Były osoby, które teoretycznie powinny być naszymi konkurentami, a które nam bardzo dużo pomogły i z którymi bardzo dobrze się rozmawiało. Powiem tak - każda z firm miała tutaj kiedyś swoje interesy zabezpieczone. I wszyscy funkcjonowali. Oczywiście, trudno mieć zarzuty do tych osób, że prowadziły firmy w takich uwarunkowaniach, jakie były. Że ktoś miał np. bardzo duże upusty albo długie terminy płatności. Nam zależy na tym, żebyśmy wszyscy nie postrzegali się wzajemnie jako konkurentów. Jest szansa, żeby tak, jak w normalnym cywilizowanym świecie, podzielić się możliwościami. Jeden jest przykładowo bardzo dobry w sprzedaży butów, drugi potrafi je produkować. Nie ma powodu, żeby tam, gdzie możemy się uzupełniać, na siłę konkurować. Ja uważam "Otmęt Zbyt" za firmę, która dobrze umie sprzedawać buty, niekoniecznie dobrze produkować. Może będę trochę niesprawiedliwy, ale produkcja 50-100 par butów dziennie, przy ogromnym wysiłku organizacyjnym, nie ma sensu. Tym bardziej jeżeli jest tu wyspecjalizowany producent, który potrafi konstrukcyjnie rozpracować buta i wyprodukować w ilości 700-1000 par dziennie. Jeżeli mamy wspólne interesy i to uzgodnimy, to wspólnie zarobimy pieniądze i damy ludziom pracę. Natomiast jeżeli interesy są przeciwstawne, to szkoda żebyśmy się próbowali. Z mojej obserwacji rynku wynika jednak, że te interesy się uzupełniają. Dlatego uważam, że powinniśmy się dogadać i każdy powinien robić to, co umie najlepiej. Powoli dochodzimy do tego modelu współpracy, aczkolwiek istnieje pewna nieufność. Ale to jest normalne, bo jeżeli do jakiegoś środowiska przychodzą obce osoby, to nie wiadomo, czego należy się spodziewać. Firma jest rozwojowa? Czy jest szansa na zatrudnienie większej liczby osób?Oczywiście. Nie chciałbym jednak podawać terminów. Uważam, że dużą szansą dla nas może być przyszły rok, czyli wejście do Unii Europejskiej i zmiana przepisów celno-podatkowych. Przy naszym dużym zaangażowaniu tej pracy może być więcej. Chciałem zwrócić też uwagę na otwarcie polskiego rynku na daleki wschód, skąd przybywają do nas ogromne ilości tandetnego buta po dumpingowej cenie. Te buty są za 10-15 z. i trzeba sobie powiedzieć wyraźnie, że takiego buta nie można tutaj wyprodukować. Przepisy unijne mogą tą praktykę zatrzymać. Czy w przyszłości przewiduje pan współpracę "Otmętu" z "Chełmkiem"?Oczywiście. Mamy nieco inną specjalizację. "Chełmek" specjalizuje się w butach roboczych, damskich oraz butach typu militarnego. Chcielibyśmy jednak, żeby po pierwsze buty z Otmętu były sprzedawane poprzez sieć sprzedaży z Chełmka i odwrotnie. Po drugie chcemy przenieść pewne sprawdzone wzorce z jednego zakładu do drugiego. Dotyczy to np. systemu pracy z "Otmętu", który jest bardzo dobry (akord grupowy) i powodowuje, że zachowana jest zarówno wydajność, jak i jakość wyrobów. Czy wrócili kontrahenci? Wcześniej klienci zastanawiali się czy wiązać się z tą firmą czy nie. Dobrze się stało, że ten okres niepewności został przerwany i wystartował nowy podmiot, który mówi - jest szansa produkować. Dzisiaj jesteśmy wiarygodniejsi. Wracają też dawni kontrahenci. Codziennie mamy co produkować. Trochę boimy się lipca, bo to martwy sezon dla obuwnictwa, ale w sierpniu na pewno będziemy mieli co robić. Najpilniejsze zadania?Szukanie nowych kontrahentów i zapewnienie ciągłości produkcji oraz odnowienie sieci dystrybucji. Pracujemy nad powrotem na rynek i wdrożeniem nowej kolekcji. Pomysły są. Chcemy zobaczyć czy idziemy w dobrym kierunku.Czy jesteście dochodowi? Nie przynosimy strat. Byłbym jednak daleki od optymizmu - takiego "na hurra" - bo w naszym kraju nic nie wiadomo do końca. Nie dostrzegam tego wzrostu gospodarczego, o którym się mówi. Dostrzegam natomiast to, że na rynku jest brak pieniądza, a co za tym idzie niebezpieczeństwo dla firm, do których pieniądz albo nie wraca w porę, albo nie wraca w ogóle. Bo nie sztuką jest wyprodukować dziennie 700-800 par butów - trzeba jeszcze je sprzedać, przez co rozumiem powrót pieniądza do kasy. A każda firma w tym kraju ma z tym problemy. Dziękuję za rozmowę Lidia Kulik |
| |
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 4 |  |
|
|
|
|