Felieton
SzumielskiGenealogiaLudzie, nie tylko ci dobrze urodzeni, ale także ci urodzeni byle jak, zaczynają wreszcie szukać swoich korzeni. Właściwie nie wiadomo po co. Szczególnie, jeśli szukają ci, którzy wierzą w słowa zapisane w Biblii, bo przecież wiadomo, że wszyscy pochodzimy od Noego. Resztę Pan Bóg potopił.Teraz genealogom powinno być łatwiej. Niestety, nie wszyscy o tym wiedzą. Na przykład Palestyńczycy myślą, że nie są Żydami, a i Żydzi myślą tak samo. Stąd te ciągłe wojny. A skąd się niby jedni i drudzy wzięli? Od Noego. A Noe? Od Adama i od Ewy, z Raju.Pierwsi ludzie żyli bardzo długo, kilkaset lat. Wiadomo. Prototyp wykonał sam Bóg, na obraz i podobieństwo swoje. Potem ludzie wpadli na pomysł, że będą produkowali samych siebie. Bez dostępu do oryginalnych części, bez niezbędnej wiedzy i boskich umiejętności, a zaczęli. Produkcja trwa, nieprzerwanie, do dzisiaj. Dlatego każdy następny model jest gorszy od poprzedniego. Wizualnie nawet lepiej wygląda, ale żyje krótko, o moralności nawet nie wspominając. To tak samo jak, kiedy Polacy zabrali się za produkcję Fiata. Starsi pamiętają. Pierwsze modele - jeszcze na częściach włoskich - były znacznie lepsze od następnych, zmajstrowanych w kraju, z podrobionych elementów. Teraz ruszy klonowanie, więc proces degradacji ulegnie zahamowaniu. Ale to nie znaczy, że powstanie coś na miarę pierwszych ludzi, wykonanych boską ręką. To genealogom znacznie utrudni życie, bo jeśli ojciec się sklonował trzykrotnie, a potem jeszcze - tradycyjną metodą - począł syna, to są oni rodzeństwem, czy nie? A jeśli są, to kto z kim? Ojciec z klonami, czy klony z synem? Genetyka mocno genealogom miesza. Okazać się bowiem może, że szczycący się swoim szlacheckim pochodzeniem Kowalski jest synem stangreta. I co? Przyzna się, i umieści w drzewie prawdziwego ojca, czy też dumnie wpisze pana hrabiego?Sam szukam korzeni. Już trochę znalazłem. Pochodzę ze szlachetnej linii rymarzy i siodlarzy. Zaczynam być z tego dumny. Od czasu do czasu budzi się jednak we mnie lęk - a co jeśli w genach mieszał jakiś arystokrata i zepsuł czystość rodu? Na szczęście, tego nie uda mi się chyba nigdy ustalić.Zbliżają się Święta. Siądziemy przy wigilijnym stole, być może razem z dawno nie widzianymi krewnymi. Warto wykorzystać tę okazję i zapytać o te osoby, spośród wspólnych przodków, o których wiemy najmniej. Pytajmy, póki jeszcze mamy kogo. Henryk Szumielski |
| |
|