Kino
RecenzjaArmia ćpunówFilm 'Buffalo Soldiers' Gregora Jordana burzy stareotyp armii amerykańskiej. Nakręcony na podstawie książki Roberta O `Connora, w formie póltoragodzinnego teledysku pokazuje, że żołnierze to też ludzie, którzy mają swoje słabości i uzależnienia. Ten film zamyka epokę bohaterstwa i poświęcenia w amerykańskiej armii, ukazując wojaków w negatywnym (czyt. prawdziwym) świetle, bez zbędnego słodzenia i wazeliniarstwa.Już pierwsza scena w filmie pokazuje, że mamy do czynienia z filmem, który na długo zapadnie nam w pamięci. Główny bohater Ray Elwood (Joaquin Phoenix), któremu ciągle śni się, że spada (za każdym razem kończy sen upadkiem) wybrał 3 letnią służbę wojskową zamiast 6 - miesięcznego wyroku. Myślał, że w woju będzie mu łatwiej, niestety mylił się i to bardzo. Wlądował w zachodnich Niemczech w bazie koło Stuttgartu, w batalionie zaopatrzenia. Wykorzystuje swój spryt i robi w balona dowódcę (vide scena jak prosi szefa, aby podpisał zapotrzebowanie na 300 litrów środków czystości, na pytanie dlaczego, aż tyle, odpowiedział: 'Czystość zaraz po pobożności', a dowódca niczego nie świadomy, kupił takie wytłumaczenie). Zdobytą nadwyżkę sprzedaje Turkowi w zamian otrzymując heroinę. A, że amerykańscy chłopcy nudzą się podczas pokoju, to dzięki heroinie mogą się trochę odprężyć. Niby nic w tym dziwnego, ale znaleźli się i tacy wojacy, którzy lubili być na haju także podczas ćwiczeń. Jest w filmie scena, w której cała załoga czołgu przyćpała podczas manewrów, zamiast rozwijać bojowe umiejętności, przejechała czołgiem przez małe miasteczko, niszcząc na końcu stację benzynową i zabijając dwóch swoich żołnierzy (ta scena wywołuje śmiech, choć nie powinna). Aby było jeszcze weselej, heroinę w jednostce rozprowadza szef żandarmerii wojskowej (MP), który jak na żandarma przystało jest z niego kawał skurczybyka i trzyma wszystkich w garści. Idylla kończy się, kiedy giną dwie ciężarówki z bronią i amunicją, a do jednostki zostaje skierowany nowy sierżant Robert K. Lee (Scoot Glenn), który jest weteranem wojny w Wietnamie (ten jest dopiero wredny). Dobiera się do skóry Elwoodowi, który aby go jeszcze bardziej wkurzyć, umawia się z jego córką Robyn. Dochodzi nawet do tego, że sierż. Lee zabiera na ćwiczenia Elwooda i jego samochód, mówiąc wojakom, że jest to najnowszy prototyp ruskiego czołgu i każe sprawdzić jego wytrzymałość na ciągły ogień (tym samochodem był mercedes, dla automaniaków to tragedia). Do końca filmu nie wiadomo, kto kogo przechytrzy i postawi na swoim (tam gdzie zaczyna się wojsko, kończy się przecież logika). Już dawno nie widziałem tak dobrze zrealizowanego kina, w którym wszystko jest dopracowane i podane w nowoczesny sposób (podczas seansu nie będziesz miał czasu, by się nudzić).W filmie przewija się plejada amerykańskich aktorów z najwyższej półki. Oprócz Joaquina Phoenixa, który wzniósł się na szczyt swoich możliwości rolą Elwooda, możemy podziwiać także Eda Harrisa. W większości ról grał postacie o silnych charakterach, tutaj gra dowódcę, który jest wielką fajtłapą (ciekawe ile mu zapłacili?). Kolejnym aktorem wartym uwagi jest Scoot Glenn, znany z 'Milczenia owiec', czy 'Czasu apokalipsy'. Zagrał wyśmienicie rolę wojskowego wyjadacza, który niczego się nie boi, a na koniec potrafi być prawdziwym śmierdzielem. Polecam ten film szczególnie pacyfistom, będą mieli nowe argumenty przeciwko armii. Czekam też z niecierpliwością na film o Rosjanach, którzy stacjonowali w naszym kraju (ci to musieli robić dopiero przekręty), ale czy ktoś się odważy go nakręcić, zobaczymy. Roman Godlewski |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|