

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
HistoriaDawnej kroniki czarOd najdawniejszych czasów człowiek starał się utrwalić wydarzenia, które uznawał za ważne, śmieszne lub pouczające dla siebie i innych. Różne były formy przekazu „dla potomności' tego czego w danym momencie doświadczała jedna osoba, grupa, czy też całe narody. Jednym z najciekawszych źródeł wiedzy była zawsze kronika. Spisywana najczęściej na bieżąco lub krótko po zaistnieniu ważnego zdarzenia oddaje subiektywny jego opis. Jest jednak bez wątpienia cennym materiałem dla badacza dziejów i ważnym dowodem życia ludzi jej współczesnych.Takim dokumentem będącym opisem początków tworzenia szkolnictwa po zakończeniu II wojny światowej jest Kronika Publicznej Szkoły Powszechnej w Gogolinie (dziś Publiczne Gimnazjum w Gogolinie) rozpoczęta 10 kwietnia 1945 r. przez Romana Jaszczaka - pierwszego jej kierownika. Prowadził ją osobiście do 4 października 1947 r., kiedy to przeszedł do pracy w szkole w Górażdżach. Czytelnikom przedstawiamy część opracowywanej przez Gabrielę Kuchnę kroniki nieistniejącej już Szkoły Podstawowej Nr 1 w Gogolinie. Wszystkie fragmenty pisane kursywą są z niej przepisane, z zachowaniem języka, stylu i interpunkcji. Wprowadzone zmiany to pozostawienie jedynie inicjałów osób, które nie najlepiej zostały opisane. Ze względu na to, że żyją i mieszkają w Gogolinie potomkowie niektórych z nich Gabriela Kuchna postanowiła na razie nie ujawniać ich pełnego brzmienia. Przy okazji należy się wyjaśnienie, że w 1945 r. ktoś wyraźnie myślał, że Gogolin ma prawa miejskie. Stąd wziął się jego podział na Gogolin I - miasto i Gogolin II - obszar wiejski (dzisiaj dzielnice Gogolina).Kronika zawiera nie tylko opis najważniejszych wydarzeń szkolnych. Znajdujemy w niej także informacje o życiu mieszkańców, sytuacji nauczycieli, postawie ówczesnych władz i najważniejszych, zdaniem jej twórcy, wydarzeniach dotyczących całej społeczności. Z niepamięci wydobywa odległe fakty i ludzi, o których zapomnielibyśmy, gdyby nie tacy ludzie, jak Roman Jaszczak, który na początku informuje czytającego: „Do Gogolina przybyłem dnia 10 kwietnia 1945 r., jako pełniący obowiązki kierownika szkoły. Miałem za zadanie uporządkować szkołę, przedszkola, zabezpieczyć majątek i rozpocząć naukę szkolną.'Gogolin w oczach przybyszaTak opisuje Roman Jaszczak swoje pierwsze wrażenia po przybyciu do Gogolina.„Gogolin, wieś dużą lub miasteczko małe o charakterze wsi przemysłowej, jest bardzo opuszczone. Ludności dużo nieobecnej; ewakuowała się za Odrę. Mężczyźni od 16 - 50 lat prawie wszyscy ci, co zostali się, zabrani do obozów przez Rosjan. Ludność wystraszona steroryzowana. Po polsku można się prawie z każdym „dogadać'; choć jedni mówią gorzej inni lepiej.(...) Ludność w kościele śpiewa polskie pieśni. Dużo z nich, zwłaszcza starsi, mają do nabożeństwa książki polskie p.t. „Droga do nieba', a w nich masę pieśni, które śpiewają.'W zachowanym w Kronice artykule „W nas Polska się odrodzi... Piękna uroczystość w szkole powszechnej w Gogolinie' zamieszczonym w Dzienniku Zachodnim z dnia 12 marca 1946 r. autorstywa H. Markiewiczowej możemy przeczytać „Osada Gogolin leży 20 km za Strzelcami, a 6 przed pasem Odry. W porównaniu ze swym powiatowym miastem, ze wszystkich stron uderzającym w oczy jamami wypalonych ulic, Gogolin jest prawie niezniszczony. Jest tylko biedny, podobnie jak cała jego okolica. Mówiąc modnym językiem - wyszabrowany. Wojna w ostatniej swej fazie, lawiną przetaczająca się przez te tereny, nie pozwoliła rozmyślać nad paradoksem, że tam gdzie Germania, tam nie koniecznie germańcy, i ten bezsens myślowy pozostawił tu ślady, które nieprędko zetrzemy'. Jakież prorocze były to słowa wie ten, który tą ziemię zna i ją ukochał.O mieszkańcachChociaż, o czym dalej, przed kierownikiem szkoły stanęły trudne zadania był on żywo zainteresowany ludźmi, wśród których rozpoczął nowe, powojenne życie. Już w początkach maja 1945 r. zdołał dotrzeć i zyskać zaufanie niektórych stałych mieszkańców:„Byłem u Jendruscha Franciszka stałego mieszkańca Gogolina, dawnego członka koła Związku Polaków za granicą i ostatniego prezesa „Polskiego koła śpiewaczego' w Gogolinie. Leży sparaliżowany. Mieszka na ulicy Strzeleckiej 70. Ma u siebie biblioteczkę polską kilkanaście książek. Omawialiśmy z nim losy Polaków w Gogolinie. Do czasów Hitlera było sporo ludności mówiącej po polsku. Mieli swój chór. Najwięcej tej ludności mieszka w Wygodzie. Po dojściu do władzy Hitlera koło śpiewacze zostało zamknięte. Podawał przykłady kar za mówienie po polsku. Były to przeważnie donosy. Bywały takie wypadki, że sąsiedzi słysząc przez ścianę mowę polską, dawali znać władzom. Bardzo sympatyczny ten Jendrusch - widać, że co mówi, to i czuje. Obiecuje więcej powiedzieć o działalności niektórych z miejscowych ludzi, ale dopiero gdy wyjdzie Armia Czerwona.'Dobrze układały się też kontakty z tutejszą parafią. O braku księdza proboszcza Roman Jaszczak pisze oględnie „ Od dnia 1 lipca 1945 r. nauki religii starszym dzieciom udziela ks. Schulz Stanisław, który przybył na miejsce nieobecnego proboszcza.', chociaż bez wątpienia musiał znać tragiczny los poprzedniego proboszcza i wikarego, zamordowanych przez Rosjan.Jeszcze przed przybyciem ks. St. Schulza pod datą 1 maja 1945 r., w związku z przygotowaniami do obchodów Święta Pracy, pisze: 'Przygotowaniem pieśni zajął się miejscowy organista Karol Borzucki, bo ja nie śpiewam.'Musiało się obu panom dobrze ze sobą współpracować, bo „Od dnia 21 maja b.r. uczy w szkole nauki śpiewu w klasach: VI, VII i VIII oraz prowadzi chór szkolny ob. Borzucki Karol, miejscowy organista.'Pomagał także pierwszy kierownik szkoły porządkować książki znajdujące się w tutejszej plebanii: 'Dnia 23 maja spisałem książki w języku polskim znajdujące się w budynku gospodarczym przy plebanii. Są to resztki dawnej biblioteki parafialnej - przeważnie kazania i inne o treści religijnej. Co stało się z beletrystyką i książkami popularno - naukowymi nie wiem. Przypuszczam, że zostały rozgrabione przez ludność miejscową, bo zniszczenie przez byłego proboszcza jest mało prawdopodobne. Księdza brak, książki oddałem pod opiekę gospodyni.'O władzach i ważnych dla miasta wydarzeniachGogolin był podzielony administracyjnie na dwie części. Pierwsza, zwana Gogolin I obejmowała miasto, i z jej władzami najczęściej miał do czynienia kierownik szkoły. Drugiej, zwanej Gogolin II, podlegały wioski położone wokół miasteczka (część z nich w dniu dzisiejszym są dzielnicami miasta).Na czele Zarządu Gogolina I stał burmistrz Wacław M., który nie tylko nie rozumiał początkowo potrzeb oświaty, ale wyraźnie niechętnie odnosił się do szkoły i nauczycieli. Nieco lepiej układała się współpraca ze starostwem (znajdowało się ono wówczas w Strzelcach Opolskich) i z władzami oświatowymi. Oto co na ten temat możemy przeczytać w Kronice: „Do 1 lipca (1945 r.) zostały wreszcie przez Zarząd Gminy przywiezione meble szkolne, które były porozwłóczone po różnych budynkach i wywiezione śmieci ze śmietników. Długo trzeba było czekać, nim ob. M.W., burmistrz, zdecydował się dać konie i ludzi.'„W czasie żniw była propaganda, by wszyscy szli pracować w pole. Na terenie Gogolina akcja ta nie była zorganizowana. Burmistrz dużo krzyczał, ale pracą nie kierował'.„Władze szkolne, mimo najszczerszych chęci nic pomóc nie mogły tak szkole, jak i nauczycielstwu. Władze administracji ogólnej do szkoły odniosły się biernie. Ob. Starosta powiedział dużo pięknych słów, dużo obiecał, nic nie dał. Zarząd Gminy Gogolin I w osobie ob. M. W., burmistrza, do szkoły i nauczycielstwa odniósł się niechętnie, a nawet wrogo. Na żądanie p.o. kier. szk., by przydzielił woźnego do szkoły odpowiedział:'Kierownik sam może sprzątać, bo teraz jest Polska demokratyczna i wszyscy muszą pracować', jakby praca nauczyciela nie była pracą. Woźną do szkoły przydzielił dopiero 15 maja 1945 r. Orła niemieckiego na suficie nad schodami do końca roku szkolnego nie zamalowano, bo ob. Burmistrz nie chciał przydzielić robotników do zbudowania rusztowania i malarza do zamalowania'.„Dnia 27 listopada 1945 r. między ob. M. W., burmistrzem gm. Gogolin I, a nauczycielstwem zaszedł przykry dla nauczycielstwa i obrażający go wypadek - incydent. Zarząd gminy w osobie burmistrza przydzielił podwody dla nauczycielstwa do Strzelec na szczepienia przeciwtyfusowe. Przed samym wyjazdem nauczycielstwa burmistrz, bez żadnych podstaw, podenerwowany, kazał nauczycielstwu zejść z bryczek, a furmanom jechać do domu'.W Kronice odnotowano także przypadki konfliktów między przedstawicielami władz. Pod datą 10 stycznia 1946 r. czytamy o jasełkach, w czasie których doszło do niemiłych incydentów: „(...) a w dniu 10. I. dla dorosłych, w ramach gwiazdki, organizowanej przez miejscowe Koło Weteranów Powstań Śląskich. W czasie jasełek, a zwłaszcza w czasie zabawy był rozgardiasz i bójki. W czasie jasełek i przed jasełkami, ob. J, wójt gminy Gogolin II, prezes Koła Powstańców, upity („ożarty') począł wypraszać gości z sali, dowodząc, że uroczystość jest przeznaczona tylko dla powstańców, ich rodzin i gości zaproszonych. Długo trzeba było mu tłumaczyć, że na jasełkach mogą być i inni goście, a proszeni tylko na przyjęciu. Zarządził też, że dobrowolne składki, które miała dawać przy wejściu ludność, nie pójdą na pomoce naukowe szkoły, jak było przedtym umówione, a na koło powstańców. Z pijanym trudno było dojść do ładu. Nie chcąc wywoływać awantur z pijakami, w ostatniej chwili wychodzić z dziećmi z „Domu Kultury', jasełka odegraliśmy, które „Ja sobie obśtalował' twierdził ob. J. W czasie zabawy nastąpiła bójka między ob. M., burmistrzem Gogolina, a ob. K., monterem elektrycznym i ob. K., zastępcą komendanta posterunku Milicji Obywatelskiej. Epilog bójki zakończył się w sądzie'.Odważnym człowiekiem musiał być pierwszy kierownik szkoły, skoro dalej możemu się dowiedzieć: 'Nie ma w Gogolinie zabawy, żeby na niej nie było bójki. Bójki prowadzą przeważnie Polacy, przybyli z innych części Polski, a większość z nich rozpoczyna ob. G., funkcjonariusz urzędu bezpieczeństwa w Gogolinie'.Także ślubowanie pierwszej Gminnej Rady Narodowej zakończyło się bójką. „Po ślubowaniu odbyło się przyjęcie dla członków Rady i zaproszonych gości. Przyjęcie urządzono za pieniądze otrzymane za sprzedaną przez Zarząd Gminy drogą licytacji maszynę sklepową do liczenia (3500 zł). Przy końcu przyjęcia podpity ob. J., zastępca przewodniczącego Rady i sekretarz koła P.P.R. zaczął się awanturować - musiała interweniować milicja'.Ciężka zima 1946/1947 r. spowodowała, że znajdujemy pierwszy zwiastun zmiany postawy władz wobec szkoły i nauczycieli. Czytamy więc, że „Zarząd gm. Gogolin I, a zwłaszcza ob. burmistrz M. W. do szkoły i jej potrzeb odnosił się bardzo przychylnie. Robił co tylko mógł, by zapewnić jej normalne funkcjonowanie. Mimo bardzo ciężkiej zimy nauka w szkole z powodu braku opału nie była przerwana'. Dalsze działania władz lokalnych dla dobra szkoły zostały tak opisane pod datą 11 sierpnia 1947 r.: „Remont szkoły został wykonany dzięki wysiłkom i pracy ob. M. W. W czasie remontu był wszędzie, starał się o materiał, ludzi do pracy. Na remont nie było pieniędzy, ob. M. zwrócił się z apelem do miejscowego społeczeństwa o bezpłatną pracę i pomoc finansową. Zaapelował do byłych członków N.S.D.A.P., by dali bezpłatną pracę przy remoncie szkoły'. Opr. Gabriela Kuchna |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
gogolin
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 30 |  |
|
|
|
|