Służba zdrowia
Lekarze wrócili do pracyNiepewność się skończyłaWe wtorek większość pacjentów naszego powiatu mogła już korzystać z usług 'swoich' lekarzy rodzinnych. Po wielu miesiącach niepewności i kilku ostatnich dniach spędzonych w oczekiwaniu na efekty trwających kilkadziesiąt godzin negocjacji lekarze praktyk podstawowej opieki zdrowotnej podjęli normalną pracę.
Pierwsze sygnały przyszły jeszcze drogą nieoficjalną, chociaż w pierwszych godzinach lekarze nie do końca jeszcze wiedzieli, co tak naprawdę udało się uzyskać negocjatorom z tzw. porozumienia zielonogórskiego występującym w ich imieniu. Jednym z tych lekarzy był Adam Wywioł z krapkowickiej Omegi. – Nie chodzi o to, że nie chcieliśmy przyjmować pacjentów, ale o to, że od tego momentu nie mieliśmy zasad, na podstawie których mogliśmy to robić. Od północy 1 stycznia do dnia dzisiejszego nie mamy pieczątek z numerem tegorocznej umowy. W internecie pojawiło się ogłoszenie NFZ skierowane do aptekarzy, żeby nie realizowali naszych recept. Nie mieliśmy prawa skierować nikogo do szpitala czy do specjalisty. Gdyby nie doszło do tych rozmów, to nasza sytuacja byłaby trudna. Przez wszystkie lata - od 2001 do 2003 - podpisywaliśmy kontrakty, mimo nie zawsze korzystnych dla nas rozwiązań, ale w tym roku one zmieniły się diametralnie. Gdybyśmy je podpisali, to w pewnym momencie musielibyśmy zamknąć gabinety. Jeżeli nie teraz, to w maju. Jako prywatne firmy nie mamy się gdzie zadłużać. Nie wiemy jeszcze, na jakich zasadach działamy. Nie potrafię teraz na to odpowiedzieć. Zaufaliśmy negocjatorowi i ministrowi zdrowia. Otwieramy i chcemy funkcjonować normalnie. I najważniejsze jest dla mnie teraz to, że otrzymaliśmy sygnał pozwalający nam rozpocząć pracę, a o szczegółach dowiemy się w ciągu najbliższych dni. Najważniejsze, żeby nie robić więcej niepokoju wśród pacjentów – mówił bezpośrednio przed przyjęciem pierwszych pacjentów Adam Wywioł. W tym czasie poczekalnia szybko zapełniała się pacjentami. Telefony urywały się już od 9.00, czyli od momentu, kiedy z Poznania nadeszły pierwsze informacje o tym, że został osiągnięty kompromis pomiędzy Narodowym Funduszem Zdrowia z lekarzami POZ. - Tak, może Pani przyjść już do przychodni - to praktycznie jedyna odpowiedź do słuchawki telefonu we wtorek.
Zgodnie z zapowiedziami dyrektora opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, Kazimierza Łukawieckiego, już w ciągu najbliższych dni ponownie zostanie rozpisany konkurs dla tych lekarzy POZ, którzy ze względu na zastrzeżenia co do warunków przestawionych przez fundusz nie przystąpili do pierwszych konkursów. Termin zakończenia procedur związanych z zawarciem umów wyznaczono na 28 stycznia. W nowej ofercie funduszu nie będzie najbardziej kontrowersyjnego warunku, dotyczącego obowiązkowego zapewnienia przez praktyki lekarzy rodzinnych całodobowej pomocy wyjazdowej. Ci lekarze, którzy zdecydują się na świadczenie tych usług, będą mogli zawrzeć z funduszem odrębna umowę. Nowe warunki dotyczą również tych, którzy podpisali umowy wcześniej, godząc się na pierwsze warunki postawione przez NFZ.
Przez okres, kiedy większość gabinetów POZ było zamkniętych, ciężar zabezpieczenia podstawowej opieki zdrowotnej na terenie powiatu krapkowickiego (na podstawie dodatkowej umowy z NFZ) wziął na siebie krapkowicki SP ZOZ oraz placówki w Strzeleczkach i Krępnej. Jednym słowem te, które podpisały pierwszy kontrakt z NFZ. Jeszcze w drugi dzień nowego roku na zorganizowanym 'na szybko' spotkaniu z gospodarzami gmin i lekarzami POZ starosta przekonywał tych ostatnich, aby gabinety otworzyli. Nie przekonał. Ostatecznie więc punkty przyjęć zorganizowano w przychodni SP ZOZ przy ul. Szkolnej, w izbach przyjęć szpitala w Otmęcie i w Krapkowicach, w Krępnej i Strzeleczkach. Zastępca dyrektora SP ZOZ Andrzej Mrowiec zapewnia, że nie odbywało się to kosztem pacjentów leżących na oddziałach szpitalnych. – Z oddziału wewnętrznego został oddelegowany tylko jeden lekarz. Pacjenci trafiali raczej do przychodni przy ul. Szkolnej, gdzie działały trzy punkty przyjęć. Przyjmowali tu dodatkowi interniści, łącznie z dyrektorem. Najwięcej ludzi było w poniedziałek między 10.00 a 11.00. W tym dniu przyjęliśmy 217 pacjentów. Część z nich była zdenerwowana tą sytuacją i kolejkami. Czasami trzeba było czekać i półtorej godziny. Ale większość rozumiała sytuację. Problemem był brak kartotek pacjentów. Niektórym nie można było wypisać np. kontynuacji chorobowego – relacjonował Mrowiec. Ogółem od 1 do 5 stycznia przyjmowało 15 lekarzy różnych specjalizacji. W tym czasie z ich porad skorzystało ponad 700 pacjentów. Dla pacjentów skończył się czas niepewności. Na realizację swoich postulatów czekają teraz lekarze, którzy we wtorek otrzymali zapewnienie, że ich postulaty zostaną wzięte pod uwagę przy podpisywaniu umów z funduszem. Dzień później, w środę, Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy ustawy, która powołała do życia Narodowy Fundusz Zdrowia likwidując równocześnie Kasy Chorych jest niezgodna z konstytucją, bo nie gwarantuje obywatelom równego prawa do ochrony zdrowia. Decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczna, a ustawa zgodnie z tą decyzją przestanie obowiązywać 31 grudnia tego roku. Sejm do tego czasu musi uchwalić nową ustawę. Oznacza to najprawdobniej, że i pacjentów i lekarzy czeka kolejna rewolucja w służbie zdrowia. A jak wiadomo, takie nagłe zwroty dla samego zdrowia nie są najlepsze.
Lidia Kulik |