Kino
RecenzjeDeszczowa wyliczankaW dzisiejszych czasach większość filmów można oglądać z zamkniętymi oczami, bo nic zaskakującego się w nich nie ujrzy. Niestety, ta dewiza nie tyczy się filmu 'Tożsamość' (Identity), podczas którego należy nie tylko patrzeć, ale również widzieć i na dodatek trochę pogłówkować.
Dziesięć osób utknęło pewnej deszczowej nocy w obskurnym motelu na głębokiej amerykańskiej prowincji. Ktoś może powiedzieć no i co z tego, ale fabuła rozwija się w taki sposób, że nie raz przejdą nam ciarki po plecach. A niespodzianki, które nas później czekają, potrafią bardzo mile zaskoczyć. Reżyser James Mangold nadał swemu dziełu niesamowity klimat, który sprawi (mam taką nadzieję), że 'Tożsamość' stanie się obrazem kultowym. Dzięki temu przetrwa i nie przepadnie w mrokach zapomnienia. Nie zauważyłem w 'Tożsamości' żadnych wpadek, przyznam się, że ich nawet nie szukałem, bo film wciągnął mnie już od pierwszych minut, z pierwszą kroplą deszczu. Nie ma tutaj wrzeszczących nastolatków i groteskowego zalewu makabry (vide 'Krzyk'), mamy natomiast rewelacyjnie budowany nastrój grozy. Po kolei giną mieszkańcy motelu, nikt nic nie widział i nikt nic nie wie. Przy zwłokach ktoś podrzuca breloczek z numerem pokoju, w którym denaci mieszkali. Wśród pozostałych przy życiu motelowych gości dochodzi do nieporozumień, napięcie sięga zenitu, a morderca dalej zbiera krwawe żniwo. Gdy zostaje coraz mniej postaci do wyprawienia na tamten świat, okazuje się, że nikt za popełnione zbrodnie nie odpowie. Jak to jest możliwe? - ktoś spyta, ale aby się dowiedzieć będzie musiał obejrzeć film. Ja tego nie zdradzę, nie będę psuł dobrej zabawy. Zdradzę tylko tyle, że rozwiązanie jest wyśmienite i podane w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Jest to atut, którego większości współczesnych amerykańskich produkcji po prostu brak. Warto też wspomnieć o ciągle padającym deszczu, który sprawia wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś złego, skojarzyło mi się to z kultowym dreszczowcem Davida Finchera 'Siedem', w którym też przez prawie cały czas padało. Jak ma być paskudnie to na całego, zyskuje na tym filmowa fabuła i my, bo nie nudzimy się w kinie. Przyznać jednak trzeba, że producenci trochę wzorowali się na '10 małych murzynkach' Agaty Christie, info dla tych którzy nie czytają - A. Christie to autorka bardzo dobrych i poczytnych kryminałów. W tym przypadku jest to tylko raczej inspiracja, która wyszła filmowi na dobre, a twórcom pozwoliła stworzyć dzieło na miarę Hitchocka. Jak ktoś mi nie wierzy, to nie pozostaje nic innego jak pójść do kina i się przekonać. John Cusak i Ray Liotta jako aktorzy nie zawiodą, a reżyser i scenarzysta również dołożyli starań byśmy w kinie spędzili dwie godziny, nie nudząc się ani razu. Natomiast wszystkim kinomaniakom życzę w Nowym Roku, aby z kina wychodzili z rogalem na twarzy.
Roman Godlewski |