Krapkowice
Strzały na SadachSprawa 'Ostoi' w miejscu stoiW związku z artykułem 'Wystrzałowy spacer' (Kurier 31) do redakcji dotarł list prezentujący stanowisko Zarządu Koła Łowieckiego „Ostoja” w Krapkowicach. Przypomnijmy, że w artykule opisaliśmy sytuację, w jakiej mimowolnie znalazł się mieszkaniec Otmętu, który pewnej niedzieli wybrał się na przechadzkę po lesie za byłymi zakładami obuwniczymi. Teren ten od niemal roku dzierżawi Koło Łowieckie 'Ostoja'. Z relacji naszego czytelnika wynikało, że w trakcie spaceru usłyszał nagle strzał z broni palnej. Sprawcami leśnego hałasu okazali się czterej panowie ubrani w moro. Część z nich podawała się za myśliwych i tłumaczyła się pozwoleniem na odstrzał 3 sztuk saren. Nasz czytelnik, który stał się przypadkowym świadkiem wydarzenia był nie tylko oburzony i zaskoczony wystrzałem, ale i arogancką postawą jednego z uzbrojonych mężczyzn. Nasz rozmówca wyraził także wątpliwości dotyczące legalności akcji.Jan Nadbrzeżny, sekretarz powiatu, a prywatnie członek 'Ostoi', który rozmawiał z nami dzień po interwencji czytelnika wykluczał jakoby w lasku przy Sadach pojawili się myśliwi z Ostoi. Jak mówił, w feralnym dniu polowali zupełnie gdzie indziej. Kilka dni później otrzymaliśmy wyjaśnienia zarządu 'Ostoi'. Niestety list także niewiele wyjaśnia w tej sprawie. Jest to w znacznej mierze tekst o charakterze informacyjnym, dotyczący ogólnej działalności koła i wkładu myśliwych w prawidłowe funkcjonowanie ekosystemu. Nadal nie wiadomo, kto i do czego strzelał. Oficjalne stanowisko zarządu brzmi, że myśliwi i tu cytat z listu 'tylko po części członkowie koła', byli w tym czasie na tzw. obchodzie łowiska. Ze słów przekazanych nam osobiście przez Jana Nadbrzeżnego wynika, że podczas takiego obchodu myśliwy ma prawo strzelać wyłącznie do leśnych szkodników, do których zaliczany jest m. in. lis. Może autor tego artykułu jest laikiem, jeśli chodzi o łowiectwo, ale do takich szkodników nie zalicza się chyba saren, które jakoby miały być tego dnia odstrzelone. Czegoś tu więc nie rozumiem. Albo owej wystrzałowej niedzieli myśliwi celowo wprowadzili naszego czytelnika w błąd, albo to nie był obchód łowiecki. Skoro polowanie zbiorowe tego dnia też nie wchodziło w rachubę, z jaką więc sytuacją miał do czynienia mieszkaniec Otmętu? Z ponownej rozmowy telefonicznej przeprowadzonej z sekretarzem Nadbrzeżnym wynika, że wewnętrzne 'śledztwo' w kole łowieckim też nic nie dało. - Nie wiem komu wierzyć, bo relacja myśliwych i czytelnika, który poinformował o tym zdarzeniu znacznie się różnią. Ta sprawa nie jest jeszcze zakończona, bo nie udało się porozmawiać ze wszystkimi osobami, które wtedy były w lesie. Szkoda, że nie można skonfrontować wypowiedzi myśliwych z relacją czytelnika - mówi przedstawiciel 'Ostoi'. Trudno nie odnieść wrażenia, że im dalej tym bardziej pogmatwana staje sie sprawa polowania w lasku na Sadach. Skoro sami członkowie koła nie mogą dojść do wewnętrznego konsensusu w tej sprawie, na pewno nie dojdzie do tego ktoś, kto z myślistwem ma niewiele wspólnego.Pewne jest jednak jedno - przeciętny spacerowicz lasku chce czuć się po prostu bezpiecznie niezależnie od tego czy panowie w moro należeli do Ostoi, czy byli raczej przyjezdnymi amatorami dziczyzny, którym pomagali rodzimi myśliwi. Przeciętnego spacerowicza nie interesuje również to, czy podczas obchodu można strzelać do zwierząt i co jest szkodnikiem, sarna czy lis.Poniżej prezentujemy fragmentu listu odnoszące się stricte do artykułu: Zarząd Koła Łowieckiego „OSTOJA” Krapkowice pragnie odnieść się do informacji zawartych w artykule „Wystrzałowy spacer”, jaki ukazał się w Waszym tygodniku 09.01.2004 r. Otóż, jako koło łowieckie od niemal roku dzierżawimy tereny polno-leśne rozciągające się od granicy dawnego „Otmętu” aż do pasa autostrady. (...) Na wspomnianym terenie nie było dotychczas polowań zbiorowych, jednakże w niedalekiej przyszłości będziemy je zapewne organizować z uwagi na potrzebę redukcji nadmiaru lisów i innych szkodników zagrażających drobnej zwierzynie. (...) Autor artykułu widać niedokładnie zorientowany w sprawach łowiectwa przedstawia myśliwych jako ludzi lekkomyślnych, którzy zabawiają się bronią i strzelają bez opamiętania do wszystkiego co się rusza. Gdyby tak było nie mielibyśmy w naszej okolicy żadnej zwierzyny. (...) (...) nadal można spacerować bezpiecznie po terenie kompleksu leśnego za d. fabryką „Otmęt”, chociaż nie jest to park miejski. Podczas takich spacerów szczególnie z psem obowiązuje wymóg przestrzegania zasady najistotniejszej, że każdy kompleks leśny jest ekosystemem, stanowi ostoję ptactwa i zwierzyny, której nie należy niepokoić. Należy unikać hałasu, a prowadzony na spacer ulubiony czworonóg powinien być na uwięzi. (...) Opisani w artykule ludzie ubrani w zielone moro, po części członkowie naszego koła, byli na obchodzie łowiska na terenie należącym do naszego koła. Było to w czasie, gdy dozwolony jest odstrzał na jelenie byki, sarny (kozy), lisy, kuny, borsuki i jenoty. Jeśli w tamtą niedzielę swoim zachowaniem wywołali u Czytelnika niedobre skojarzenia, mógł swoje zastrzeżenia przekazać bezpośrednio przedstawicielom naszego zarządu lub powiadomić policję. Ułatwiłoby to z pewnością dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności. Z myśliwskim pozdrowieniem „Darz Bór” –
Zarząd Koła Łowieckiego „OSTOJA” Krapkowice Artur Jackowski |