Otmęt
Bilard ClubNa sali ludzi tłumW piątek trzydziestego stycznia w Bilard Klubie (popularny Blaszak) odbył się wieczór karaoke. Była to pierwsza z planowanego cyklu (co dwa tygodnie) imprez, podczas których śpiewać każdy może, a nawet powinien. Jak zawsze bywa w podobnych przypadkach początek był dosyć niemrawy, ale na pewno śmieszny. Na pierwszy ogień poszedł utwór Ryszarda Rynkowskiego 'Stary rosół' - przepraszam 'Dary losu', za który pierwszy odważny pan, otrzymał zimne, duże piwo. Później impreza tzw. Festiwal Radosnego Amatorskiego Śpiewania - nie mylić z 'Wodzeniem Niedźwiedzia' - rozkręcił się na dobre.
Imprezę poprawnie prowadził Dj Marcin, a wspomagał go Członek Zakonu Magicznej Brukselki, Drops. Na każdym stoliku znalazła się lista utworów, które można było zaśpiewać lub wykrzyczeć, niepotrzebne skreślić. Lista była ogromnych rozmiarów, znajdowało się na niej ponad 400 tytułów i może dlatego niektórzy mieli problem z wyborem ulubionej piosenki. Chwilę trwało zanim spośród ogromu piosenek, amatorzy śpiewu wybrali tę jedyną. Było wiele takich osób, które wybrały kilka piosenek i ruszyły do boju, pozostawiając piorunujące wrażenie na licznie przybyłych słuchaczach. Ci co nie pamiętali tekstu mogli skorzystać z pomocy monitora, na którym wyświetlał się tekst, a byli tacy, w końcu nikt nie jest omnibusem i nie wszystko pamięta. Do dyspozycji miłośników śpiewu były dwa mikrofony. Jeśli ktoś się wstydził mógł zaśpiewać na diecie - przepraszam, w duecie, z czego skwapliwie wielu skorzystało. Najczęściej była to jednak piękna płeć, która bez problemu śpiewała w 'duecie na diecie'. Tego miłego wieczoru nie mogło oczywiście zabraknąć również piosenek w języku naszych południowych sąsiadów - Czechów. Rewelacyjnie został odśpiewany, hymn czeskich garncarzy 'Malowany dzbanku', który oprócz zasłużonych braw wprawił wszystkich w dobry humor. Zaraz też utworzyła się długa kolejka chętnych, którzy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Można było usłyszeć Mr Zooba 'Mój jest ten kawałek podłogi', Dżem 'List do M', w trakcie jego wykonywania, po wersie '...nie ma Boga nie' padło hasło, czy jest na sali ksiądz, co wzbudziło kolejną salwę śmiechu. Dobrze wypadła także wersja utworu Krzysztofa Krawczyka 'Parostatkiem w piękny rejs', do której inżynier Baranina stworzył niezapomniany układ choreograficzny, godny samej 'Renifer' Lopez. Jak później powiedział, śpiewu uczył się od najmłodszych lat przed telewizorem przy utworach Ireny Jarockiej, Krzysztofa Krawczyka i zespołu Vox, a układ choreograficzny podpatrzył na występach krapkowickiej 'Siery'. Nie mogło oczywiście zabraknąć również piosenki Czesia Niemena 'Pod Papugami', którą złożono hołd wielkiemu polskiemu artyście. Nikt natomiast nie odważył się zaśpiewać żadnej piosenki Ich Troje, nie wiadomo, co by się w tym momencie stało. Na całe szczęście nikt nie miał nawet takiego zamiaru. Był także nieśmiertelny hit Jerzego Stuhra z Festiwalu w Opolu, 'Śpiewać każdy może', ale jak się okazało, było to jedno z najtrudniejszych wyzwań tego wieczoru. Nie zabrakło także utworów Lady Pank, Elektrycznych Gitar, Dwa plus Jeden, a rozkręcone towarzystwo zaśpiewało nawet 'Ogórek, ogórek' czy 'Zuzia lalka nieduża'. Jak w przypadku podobnych imprez czas szybko mijał i zabawa musiała się powoli kończyć. Na koniec wszyscy razem zaśpiewali utwór Elektrycznych Gitar 'To już jest koniec, możemy iść, jesteśmy wolni, nie ma już nic'. Co nie do końca jest prawdą, bo już 13 lutego, odbędzie się następny wieczór Karaoke, na który już teraz wszystkich chętnie zapraszam. Do zobaczenia już za tydzień. Roman Godlewski |