Grafitti
Kultowe książki'Księga prawd ostatecznych' - Robert RankinZnacie Terry `ego Pratchetta? Zakładam że tak. A znacie Roberta Rankina? Nawet jeśli nie, to nie martwcie się - zapewne wybaczyłby Wam taką profanację jego geniuszu. A, że geniuszem on ci jest - fakt to niezaprzeczalny. Wszelkie głosy sprzeciwu powinien uciszyć fakt, iż Robert Rankin jest wielokrotnym laureatem niezwykle prestiżowej nagrody Robert Rankin Literary Award. Że co? Że sam ją ustanowił i sam ją sobie wręcza? To naprawdę nieistotny fakt, uwierzcie mi. Żałujcie też, że nie zobaczyliście go w roli nowego Bonda, ale odrzucił tę propozycję. Tak naprawdę to razem ze wspomnianym Terry `m Pratchettem i Douglasem Adamsem tworzy on najpopularniejszy tercet angielskich pisarzy humorystycznych, najlepszy zapewne też. Takie informacje otrzymujemy już na wstępie. Można potraktować je poniekąd jako ostrzeżenie, ponieważ lektura wspomnianego Pratchetta przynosi niekiedy ból mięśni brzucha. O tym, że Rankina humor rzadko opuszcza, stanowi sama dedykacja książki. Wspomina on w niej swego bliskiego znajomego z czasów studenckich, który w 1972 roku uszczuplił stan jego kiesy, by rok później nagrać pierwszy album z 'królewskim składem', stać się sławnym na cały świat i tak dalej. Jeśli ktoś nie wie jeszcze o kogo chodzi, to trudno - marsz do biblioteki. Sama ta informacja nie musi być wystarczającym powodem, aczkolwiek w tym tekście jeszcze nieraz będę gorąco zachęcał do lektury omawianej przeze mnie książki. A teraz wyobraźcie sobie, że naszym światem rządzą zasady, o których nie mieliście pojęcia. Naszą planetę ochrania leżąca nad atmosferą kilkukilometrowa warstwa wody, a w niej pływają jeże, które czasami spadają na Ziemię (podczas okresu godowego najczęściej, ale to zagadnienie na osobny tekst). Mamuty nie wyginęły, lecz wciąż żyją, tyle że pod ziemią. Ba, żyły tam od zawsze. Taksówkarze biorą udział w wielkim spisku, poza tym posiadają dużo większą wiedzę niż nam się wydaje (jeśli mają wiedzę, mają również władzę - w istocie, mogą Cię 'zniknąć', Drogi Czytelniku, więc szanuj swego taksówkarza). To przez śrubki druga wojna światowa wybuchła o trzy lata za późno (dobra rada na dziś - 'wyoknujcie' wszystkie śrubki wałęsające się po domu, nie pozwólcie żadnej z nich dostać się do jakiegokolwiek urządzenia!). Czytając natomiast wykład na temat długopisów ulżyło mi, iż od jakiegoś już czasu korzystam głównie z klawiatury. Aha, czasem rządzi papież, pamiętajcie. Kto jest autorem tak szalo... rewolucyjnych twierdzeń? Niejaki Hugo Artemis Solon Saturnicus Reginald Arthur Rune. Ciekawy przypadek, doprawdy. Grał w strzałki z Dalajlamą, znał siedemnaście języków, nie wspominając o tym, z kim dzielił śpiwór. Nienawidził Buda Abbotta. Potrafił nucić wszystkie utwory duetu Gilbert & Sullivan (nie znam, ale mniemam iż to nie lada umiejętność, zwłaszcza że nie wybuchał wtedy płaczem i nie popadał w zażenowanie). Napisał on książkę, której tytuł jest tam gdzieś na górze tekstu i to ten fakt najbardziej nas w jego życiorysie interesuje. W owej 'Księdze prawd ostatecznych' umieścił Rune swą wiedzę, by podzielić się z nią światem. Niestety - posługując się ową zabawną terminologią - książka została 'zniknięta' i nigdzie nie można jej dostać. Sam Rune odszedł już z tego świata i wszystko wskazuje na to, że zostaliśmy pozbawieni możliwości przeczytania dalszych rewelacji. Jednak niejaki Arthur Kobold podejmuję próbę odnalezienia manuskryptu, który 'gdzieś-tam-nie-wiadomo-jednak-dokładnie-gdzie' się znajduje, by go opublikować. Do tego celu zatrudnia Corneliusa Murphy `ego. Cornelius jest - jak sam uważa - doskonałym materiałem na bohatera eposów. Strasznie wysoki typek z niego, a jego czupryna zdaje się żyć własnym życiem. Ukończył szkołę, ale nie może znaleźć nigdzie pracy, ponieważ sam sobie tego nie życzy. Urasta tym samym do roli życiowej porażki inspektora do spraw zatrudnienia młodzieży. Lubi bywać w barze 'Nóżki Mojej Żonki', a jego bliskim przyjacielem jest Tuppe, facet o niesamowitym wręcz niskim wzroście, tak niskim że karły pytają nieraz: co to za kurdupel? Pewnie domyślacie się, że i on stanowi całkiem dobry materiał na bohatera eposów. Obaj szukają przygód i ich marzenie zaczyna się spełniać. Czytając 'Księgę prawd ostatecznych' na każdym kroku miałem do czynienia z humorem w stylu Pratchetta, którym to stwierdzeniem krzywdy Rankinowi chyba nie czynię. Jedyną różnicą może być to, iż Pratchett pod przykrywką szalonych przygód swych bohaterów zawsze umieszcza coś głębszego, a w tym przypadku można się raczej nastawić na samą przyjemność z czytania i towarzyszenia bohaterom w ich podróży. A podróż to niezwykła, choć miejsca w jakich się dzieje są jak najbardziej realne (tak jakby... ponieważ niektóre miejsca znikają, choć wydawało się iż należą do kategorii cichych, spokojnych wsi, gdzie nic złego nie może się wydarzyć). Jest oczywiście czarny charakter w postaci niejakiego Campbella, który - jak to ma w obowiązku czarny charakter - podąża tropem Corneliusa i Tuppe `ego, a nawet ich wyprzedza. Na okładce widnieje napis 'Jeden z niewielu, który zawsze potrafi mnie rozśmieszyć' - to słowa Terry `ego Pratchetta. Dla wielu z Was wystarczająca rekomendacja, czyż nie? Przeczytajcie tę książkę i miejcie się na baczności (śrubki, taksówkarze i te sprawy).
'- Kto to powiedział? - Hamish gwałtownie się odwrócił. - Siódemka. - Brat Siedem podniósł rękę. - Siódemka? Przecież powiedziałeś przed chwilą 'ósemka'. - Brak dwóch braci. Sześć i Osiem - powiedział Dwa i wszyscy mnisi zaczęli potakująco kiwać głowami. - Sześć i osiem. - Hamish zginał i prostował swe paluchy. - To znaczy... to znaczy piętnaście. - Czternaście - poprawił brat Dwa. - Czternaście! - Ktoś mnie wołał? - spytał brat Czternaście. - Jeżeli coś ode mnie chcecie, musicie mówić trochę głośniej. Jestem nieco przygłuchy.'
'- Nie umiem pozbyć się uczucia, że jestem za to wszystko odpowiedzialny - mówił stary do swych narzędzi. - Gdybym nie zaczął gmerać w tej maszynie do karaoke, Beatlesi by się nie rozeszli. Zdjąłem tylko przednią pokrywę, aby ją oczyścić, i wtedy ze środka wypadła śrubka. - Nigdy nie byłam specjalnie napalona na Beatlesów - powiedziała lutlampa. - Ty byłeś? Tata też nie był napalony na Beatlesów. - A co się stało z Shakin ` Stevensem? - spytała bezrobotna od dawna otrząsarka. Tata wzruszył ramionami. - Ja to bardziej jestem fanem The Marmalade - stwierdził słoik. - Ja rapu! - wrzasnął młotek. - Soul! - zaśpiewały trzy szpadle z czernionej stali. - Słuchajcie, przyjaciele, rozumiem waszą dobrą wolę - przerwał tata - ale nie sądzę, by ta kłótnia cokolwiek wnosiła. - W takim razie choć mnie skręca, mam nie mówić o mojej skłonności do Deana Martina? - oznajmił śrubokręt.'
'- Mam dziesięć. - Licytator zamachał młotkiem. - Kto powiedział dziesięć? - spytał Tuppe. - Koleś w sztormiaku. - Co to jest sztormiak? - Jedenaście? Słyszę jedenaście? Otyły pan w bezwstydnej peruce? Nie? W takim razie może pan w lekkiej kurtce nieprzemakalnej, z kapturem, bardzo popularnej wśród brodatych palantów, noszących buty zdrowotne, dostających odlotowych stanów przy staroangielskiej muzyce ludowej, których dziewczyny mają na imię Ros i prowadzą spotkania grup, podczas których można odkryć swe prawdziwe ja i zjednoczyć się z kosmosem. Decyzja co do jedenastu nalezy do pana. - Nnno cóżżż - wydusił z siebie typek w sztormiaku. - Nie wiem, czy nadal jestem zainteresowany. - No, coś ty - jęknęła Ros, jego dziewczyna.'
Księga prawd ostatecznych (The Book Of Ultimate Truths) tłum. Paweł Wieczorek Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 1997 304 strony
oprac. RG |