Kino
RecenzjaLenin wiecznie żywyPaździernik 1989 roku to nie był najlepszy moment na to, żeby zapaść w śpiączkę. Zwłaszcza, jeżeli mieszkało się we Wschodnich Niemczech. Jeszcze gorszym pomysłem było obudzić się już po zburzeniu Muru Berlińskiego. Zwłaszcza, jeżeli było się zagorzałą działaczką głęboko wierzącą w to, iż nie ma na tej ziemi lepszego ustroju niż socjalistyczny... Wszystko to jednak spotkało matkę Alexa. Rzeczywistości nie da się zmienić. Można jednak wykreować inną.Bardzo spodobał mi się pomysł twórców, w którym syn, pragnąc ratować życie matki, musi skłamać - i brnie w swoje kłamstwo coraz bardziej. Matka nie może się dowiedzieć, że nie ma już Niemiec Wschodnich, w które tak wierzyła. Alex podejmuje decyzje w sposób spontaniczny, nawet przez chwilę nie wątpimy w motywy jego działań. A przecież wszystko wokół nagle się zmienia, także w jego życiu prywatnym, cały świat nagle staje otworem. Tymczasem Alex, wbrew wszystkiemu, robi krok do tyłu. Odtwarza to, o czym wszyscy pragną zapomnieć, a my jesteśmy pełni zrozumienia dla jego postępowania. Postać grana przez Daniela Brühla jest przepełniona ciepłem - ani przez chwilę nie zastanawiamy się, dlaczego robi to wszystko. Katrin Sass (matka Alexa) gra w sposób bardzo naturalny i oszczędny. Stosuje wąską grupę środków wyrazu. Uważam, że jednym z istotniejszych elementów gry aktorskiej są oczy, a jej oczy są po prostu doskonałe - to rzadka cecha. Nie nazwałbym jej twardogłową komunistką. To raczej klasyczna aktywistka - typ często spotykany w różnych systemach. Niesienie pomocy sprawia jej radość, uważa to wręcz za swój obowiązek. I po prostu to robi (scena w której pakuje rzeczy męża i wysyła do Zimbabwe - perełka). Żyje w kraju, który nie daje możliwości wyboru, więc i ona podąża z góry wytyczoną drogą. Może trudno w to uwierzyć, ale twórcy nie nakręcili ani jednego ujęcia ilustrującego wydarzenia tamtego okresu. Użyli wyłącznie materiałów archiwalnych, które wpletli w nowy kontekst. Nagle okazało się, jak łatwo jest sfałszować rzeczywistość przy użyciu odpowiednich zdjęć i stosownego komentarza. Ciągle jestem pod wrażeniem sceny w łazience, w której Ariane mówi swemu bratu, że widziała ich ojca i rozpoznała jego głos - a my widzimy w tym czasie tę scenę w formie retrospekcji. Kiedy brat pyta Ariane 'No i co mu powiedziałaś?', a Ariane odpowiada 'Życzę smacznego i dziękujemy, że wybrał pan Burger King' - to jest w tym coś głęboko tragikomicznego. 'Good Bye, Lenin!' to film zarazem śmieszny i nostalgiczny. Rewelacyjny technicznie: ciepłe, domowe zdjęcia. Półmrok jak wtedy, gdy wieczorem siadałeś na kolanach babci. I twarze, niezwykłe, bo zwykłe. Jego atuty to: mocny scenariusz, doskonałe aktorstwo Daniela Brühla w pierwszoplanowej roli, ostre, wysmakowane zdjęcia i ścieżka dźwiękowa autorstwa Yanna Tiersena, kompozytora muzyki do 'Amelii'. Jeden z niewielu niemieckich filmów, które odniosły sukces za granicą. Dobrze nakręcony i przyjemny w odbiorze. Obraz pełen nostalgii, analizy politycznej i rozważań na temat manipulacji obrazami. Jednocześnie subtelny portret więzi pomiędzy dwojgiem ludzi. Zasługuje na coś więcej niż nagrodę za Najlepszy Film Europejski. Trzeba go zobaczyć. Roman Godlewski |