Kino
RecenzjaW krainie łowcy snówWśród autorów sfilmowanych książek prym wiedzie - bezapelacyjnie - Stephen King. Na podstawie jego prozy, zapełniono już tysiące, jeśli nie miliony kilometrów taśmy filmowej. Sam autor bardzo często występuje w drobnych epizodach, czasami tylko jako listonosz lub jako grabarz (brrrr). Miliony ludzi na całym świecie dzięki królowi horroru, przeżywa chwile grozy. Tak samo jest i tym razem, a mowa tu o filmie 'Łowca snów', który jak uważa sam King jest pierwszym naprawdę dobrym filmem, zrealizowanym na podstawie jego powieści, w ciągu ostatnich 15 lat.
Sam tytuł jest nieco mylący, gdyż sprawa konkretnie dotyczy telepatii, która nie jest jedynym wątkiem w tym filmie, ale wielbicieli tematyki z pewnością to nie zrazi. Mamy więc tutaj kilku mężczyzn koło 30., którzy wiodą normalne życie posiadając specyficzny dar czytania w myślach innych osób. Brak wiedzy na temat pochodzenia owego daru intryguje widza i wciąga po kilku scenach w bajkowy, lecz również mroczny klimat zasypanego śniegiem lasu. Wkrótce historia odkrywa widzom swoje karty, ale najbardziej zaskakujące ma dopiero nadejść! Wyprawa do lasu zamienia się w koszmar, kiedy okazuje się, że czterech kumpli znalazło się nagle w samym środku inwazji obcych na planetę Ziemia. Sytuacji wcale nie polepsza wojskowa ekspedycja ratunkowa kierowana przez bezwzględnego generała Curtisa, w którego wcielił się Morgan Freeman. Obłąkany wojskowy planuje eksterminację niewinnych cywilów, by tylko zapobiec rozprzestrzenianiu się zarazy przyniesionej przez kosmitów. Na dodatek jeden z czterech przyjaciół - Jonesy - staje się nosicielem wirusa i jest na usługach obcych. Interesująca jest sama konstrukcja filmu, inwersja czasowa i oryginalne ukazanie procesów zachodzących w umyśle jednego z bohaterów. Jedyne co mogę jeszcze dodać, że 'The truth is out there' i może jeszcze 'I Dadits'! Zrozumiecie jak zobaczycie! Gęsto w 'Łowcy Snów' od nawiązań do innych filmów. Sama nazwa wirusa - Ripley - to ostentacyjny ukłon w stronę 'Obcego' Ridleya Scotta. Trudno też nie zauważyć podobieństw do takich filmów jak 'The Thing' czy 'Cujo', które również zostały nakręcone na podstawie prozy Kinga. Ale mnie to w ogóle nie przeszkadzało. Oglądałem ten film późnym wieczorem i przeżywałem naprawdę chwile grozy, choć przyznam, że tylko do pewnego momentu. Film trwa ponad dwie godziny, przez półtorej twórcy potrafili podkręcać klimat i budować napięcie. Ale potem chyba wypadło kilka śrubek z filmowej machiny i z przerażającego widowiska zrobił się film sensacyjny. Zagadkowość i pewna doza niedopowiedzenia, która u Kinga buduje nastrój grozy i tajemniczości zniknęła nagle gdzieś reżyserowi w końcówce. Nieumiejętnie wykonany zabieg ukazania zła reprezentowanego przez obcych, powoduje, że widz wcale się nie boi. Nie pomogła w tym cała armia specjalistów od efektów specjalnych i zatrudnienie znanych aktorów. Nawet Morgan Freeman czy, jeden z moich ulubieńców, Tom Sizemore mają czasami swoje słabe dni. A reklamówka filmu potrafi wbić w fotel z przerażenia i wygonić nawet największego domatora z domowych pieleszy do zatłoczonej sali kinowej. Ale to co później dzieje się ze zdenerwowanym widzem, nie śniło się nawet Stephenowi. Mówiąc krótko, uważaj o czym śnisz.
Roman Godlewski |