Kino
RecenzjaDroga bez powrotuWydawałoby się, że w dziedzinie horroru wszystko zostało już powiedziane. Szczególnie w klasycznym temacie grupa przyjaciół kontra potwory. Raz na jakiś czas zdarza się jednak film, który choć nie jest zbyt odkrywczy, dostarcza całkiem miłych wrażeń i wybija się ponad przeciętność. Takim filmem jest właśnie 'Droga bez powrotu'. Film producentów „Resident Evil” i “Koszmaru minionego lata” oraz czterokrotnie nagrodzonego Oscarem za efekty specjalne w filmach „Park Jurajski”, „Terminator 2” i „Obcy” Stana Winstona.
Zaczyna się typowo - główny bohater bardzo się śpieszy na spotkanie, lecz korek na autostradzie zapowiada się na przynajmniej sześć godzin czekania. Chris, choć nie ma mapy, postanawia skręcić w polną drogę. Zamyślony nie zauważa jednak stojącego w poprzek drogi samochodu i powoduje wypadek. Furgonetką jechała grupa młodych ludzi, którzy wybierali się na wakacje. Ponieważ oba pojazdy są unieruchomione, bohaterzy ruszają na poszukiwanie telefonu. Zapuszczając się coraz głębiej w las, odkrywają chatę, a w niej przerażającą broń i makabryczne pamiątki z polowań. Jak można się tego spodziewać uczestnicy wyprawy zaczną być eliminowani jeden po drugim, w tym przypadku przez zdegenerowaną genetycznie rodzinkę z piekła rodem. Jedno jest pewne: już nigdy nie wybiorą się na biwak.
Choć schematyczna do bólu, 'Droga bez powrotu' ma jednak klimat i nawet jeżeli nie straszy, dostarcza niezłych wrażeń. Szczególnie ciekawe są sceny rozgrywające się na gigantycznych drzewach - choć ich prawdopodobieństwo jest wątpliwe, są oryginalnym i intrygującym akcentem. Film nie jest też tak bardzo infantylny jak większość młodzieżowych horrorów. Duża w tym zasługa obsady, szczególnie Elizy Dushku i Desmonda Harringtona, którzy w banalnych rolach pokazali się z dojrzałej strony. Oczywiście porządną robotę wykonał również kamerzysta John Bartley, który zdobył nagrodę Emmy za zdjęcia do przebojowego serialu „Z Archiwum X”. Zdobyte w ten sposób doświadczenie tutaj porządnie procentuje. Dzięki dobrym zdjęciom ten film ma swój niesamowity klimat. Jeśli ktoś jest fanem filmu 'Teksańska masakra piłą łańcuchową' to ten film powinien obejrzeć i się nie zawiedzie. Tak jak ja, do kina poszedłem znudzony, a wyszedłem podekscytowany - z wielką ochotą, by poczuć w swych dłoniach siekierę i zrobić z niej użytek. Zapraszam was zatem prosto w objęcia koszmaru. Roman Godlewski |