KonfabulacjeKatalizator NieszczęśćWielu wierzy, że są takie miejsca, gdzie nieszczęścia zwykły się skupiać. Czy to z naturalnego biegu rzeczy, czy z bardzo rzeczowego złorzeczenia, wreszcie zupełnie bez przyczyny -- z boskiego, rzec by się chciało, kaprysu.Weźmy choćby taki Trójkąt Bermudzki. Nie brak jednak na świecie i uroczysk, przeklętych domów czy wymarłych miasteczek; są wreszcie kraje, w których nigdy nic nie wychodzi, ba! całe planety -- jednym los zapewnił święty spokój, inne zaraził, w ostatecznym rozliczeniu absolutnie destrukcyjnym, życiem.Ale nie o tym.Są ludzie, którym los sprzyja -- W Czepku Urodzeni. Naturalnym biegiem rzeczy są też tacy, którym los musiał zabrać, by dać tym pierwszym. Są wreszcie ci, o których mi chodzi -- ludzie, którzy sami w sobie są przez Fatum w zasadzie pomijani, służą jednak za nosicieli wyroków dla innych. Ich znów najprościej podzielić na takich, co to przynoszą dobre wieści i na takich, jak ja -- Katalizatory Nieszczęść.Nie, żebym narzekał. Większość ludzi przeżywa generalnie nudne życie, od czasu do czasu ocierając się o wstrząsające posadami ich światka wydarzenia, których opisem (o ile uda im się z owego otarcia wyjść cało) zanudzają potem najbliższe otoczenie. Ja sam stoczyłem żywot opływający w wydarzenia, wręcz w nich tonący, w rzadkich chwilach słabości pocieszając się faktem swego, dość przewrotnego, wybraństwa.Nie chodzi już nawet o to, że przynosiłem ludziom pecha. To trochę tak, jakby świat materialny w zetknięciu ze mną przegrywał, nie do końca wiedząc, dlaczego się tej nierównej gry podjął.Dość, że większość ludzi, miejsc czy przedmiotów ocierając się o mnie, niezależnie od mej dla nich przychylności czy antypatii -- z czasem zderzało się z Nieuchronnym. Powiadają, że wyobraźnia ludzka nie zna granic. Uwierzcie –- mogłaby się od Losu naprawdę wiele nauczyć.W kontekście powyższego -- sam nie wiem, co mnie podkusiło, by podróżować. Może naiwnie wierzyłem, że przy odpowiednio dobranej trasie, na którymś z zakrętów zgubię torbę wyroków, zdobywając choć chwilę oddechu, nim mnie znajdzie mój 'zleceniodawca'? A może, skacząc z kwiatka na kwiatek, miałem nadzieję, że nigdzie nie zagrzeję miejsca na tyle długo, by Fatum zorientowało się, że wypada w tym miejscu komuś przyłożyć?Tokyo -- z racji nieciekawej pogody raczej w metrze. Ledwie z niego wysiadłem, pomyleńcy z jakiejś sekty rozpylili gaz. Naście lat wcześniej Rzym. Wiwatujący tłum, niesamowita atmosfera i.. ów biedny człowiek, przeciskający się między pielgrzymami, w chwilę później strzelający do Papieża. Do dziś zastanawiam się, co mnie podkusiło oglądać parę lat później elektrownię w Czarnobylu.I dalej: Dolina Bamian z jej sześćsetletnimi posągami Buddy, które jeszcze tego samego dnia Talibowie zmienili w kupę kurzu; wreszcie Nowy Jork, mrowisko istnień 'Trudniej trafić na coś konkretnego' -- pomyślałem. W szaleńczymi biegu zwiedzałem, co się dało, z nikim za długo nie rozmawiając, nie tworząc więzi. Oczywiście wyjechałem pod silnym wrażeniem Siostrzanych Wież.A teraz dopadło mnie, jak na złość, kiedy przejeżdżałem przez Irak. Cóż, chrzanić Bagdad -- pozwiedzam kiedy już ich definitywnie wyzwolą.Wracam do Polski. PIOTR CHLIPALSKI |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|