Kino
RecenzjaKicz czy arcydzieło?Aura niezwykłości towarzyszy “Pasji” od początku. Oto aktor i reżyser, dwukrotny zdobywca Oscara, jedna z najbardziej wpływowych postaci w amerykańskim kinie, postanowił nakręcić film o Jezusie. Jak nigdy, teraz zagląda mu się w życiorys. Mel Gibson, pochodzący wprawdzie z katolickiej rodziny o “przedsoborowych przekonaniach”, przez dwadzieścia lat prowadził życie dalekie od świętości. Kilkanaście lat temu zmienił się: z półki, na której czegoś szukał, spadła mu w ręce “Bolesna męka Zbawiciela” niemieckiej mistyczki Anny Katarzyny Emmerich, dyktującej swoje wizje w pierwszym ćwierćwieczu XIX w. Gibson nie chciał powielać starych wzorów. Przede wszystkim nie w smak mu była hollywoodyzacja. Odpadał Jezus mówiący po angielsku. Sięgnięto więc po aramejski i łacinę. Grający Chrystusa Jim Caviezel (tropiciele niezwykłych znaków wskazują na inicjały J.C., fakt, że aktor jest katolikiem i miał w momencie angażu 33 lata) dziwi się, że tak szybko nauczył się aramejskiego. Gibson był długi czas przeciwny, ale w końcu zgodził się na wprowadzenie napisów. A praktyka ta z reguły zwiastuje kasową porażkę: filmy z napisami na amerykańskim rynku sprzedają się gorzej. Dla niektórych jest to film porażający autentyzmem, realizmem, wręcz naturalizmem. Okrucieństwo Męki Pańskiej staje się dla widza-katolika przeżyciem traumatycznym. Gibson chce nam uświadomić, jaka była prawdziwa cena za nasze zbawienie: to jest temat jego filmu, cel, dla którego został zrealizowany. Nie ma w nim cienia sentymentalizmu. Jest Droga Krzyżowa, jest Golgota i Śmierć, jest Zmartwychwstanie i jest Jego Zwycięstwo. Film jest rzeczywiście niezwykle drastyczny. Reżyser, nie będący w tej dziedzinie nowicjuszem (ktoś już nazwał jego dzieło “Palestinian Braveheart”), mówi, że chodziło mu nie tylko o realistyczne oddanie ofiary Jezusa, ale też o efekt wstrząsu, “doprowadzenie widzów do granicy wytrzymałości”. Reżyser uznał, że współczesne przedstawienia Męki Pańskiej zostały wysterylizowane, spowszedniały. Tymczasem tu nie mamy do czynienia z alegoryczną baśnią, “tak właśnie było”. Reżyserowi chodzi o wyrwanie widza z rutyny, obojętności, samozadowolenia. Traktuje nas jak niewiernego Tomasza. Mówi: “Zobacz i uwierz”. Gibson nie oszczędza widza, balansuje na granicy wrażliwości, chociaż nigdy jej nie przekracza, nawet w scenie straszliwego rzymskiego biczowania, które sprawiało przecież, że wielu skazańców umierało już z samego bólu i wyczerpania. Zdumiewa, że Jezus, katowany z wbitą w czaszkę cierniową koroną, zachowuje przytomność. Trudno zatem z takiej perspektywy napisać obiektywną ocenę, trudno wydawać wartościujące sądy. Jeśli jednak powiem, że osobiście odbieram dzieło Gibsona jako film dobrze zrealizowany, to dlatego, że twórca zmusza widza, niezależnie od jego przekonań, od jego wiary czy niewiary, do zasadniczej refleksji nad sensem miłości i ofiary. Dodatkowym atutem są w tym obrazie zdjęcia Caleba Deschanela, scena w Ogrodzie Oliwnym powala na kolana. A momenty w których pojawia się Szatan na długo zapadają w pamięci. Twórcy wykorzystali również elementy horroru np. scena jak Judasz schował się pod mostem, a za jego plecami z ciemności wyłania się straszliwa postać. Pierwszy raz spotkałem się z tak sfilmowanym tematem biblijnym. Jest tutaj wszystko co współczesny film powinien zawierać. Jest retrospekcja, są oryginalne ujęcia, raz spowolnione, to znowu groźnie dynamiczne, są efekty specjalne i oczywiście znana prawie wszystkim historia męki Jezusa. 'Pasja' nie została zrobiona z myślą o krytykach, została zrobiona dla widzów. W tym leży ogromna siła, która niepokoi jednych i cieszy drugich. Ale nie możemy zapominać, że 'Pasja' jest tylko filmem, reżyserską wersją wydarzeń, wizją, że tak mogło być.
W ogrodzie Oliwnym 'W ogrodzie Oliwnym przed Jego oczyma przesuwały się wszelakie skandale wszechczasów, od zarania dziejów do dnia dzisiejszego, a nawet po koniec świata - wszelkie rodzaje błędów, oszustw, szalonego fanatyzmu, uporu i złośliwości. Widział przed sobą wszystkich odszczepieńców, heretyków i domniemanych reformatorów, którzy zwodzą ludzi pozorami świętości. Korumpujący i skorumpowani każdej epoki obrażali go i dręczyli, że nie był ukrzyżowany wedle ich modły i że nie cierpiał dokładnie tak, jak oni sobie tego życzyli, czy wyobrażali sobie, że cierpieć powinien'. Anna Katarzyna Emmerich
Roman Godlewski |