Grafitti
Kultowe GryŻołnierz fortunyWłaściwie to, gdy pierwszy raz zobaczyłem 'Soldier Of Fortune' to pomyślałem sobie, że mam przed sobą kolejną nudną strzelankę. Jakże były błędne moje odczucia, przekonałem się sam, już po pięciu minutach grania. Gra rozpoczyna się krótkim epilogiem, z którego możemy wywnioskować, że jesteśmy najemnikiem i mamy pomóc glinom oczyścić miasto, a dokładnie metro z szumowin, które go opanowały. Dlaczego akurat my, to już sprawa względna, nie jesteśmy jednak sami, w grze pomaga nam nasz partner. Nazwijmy go kłopotem, bo tylko tyle przynosił. Po zejściu do metra w oczy od razu rzuca się brak wykupienia licencji na nazwy broni! Schodzimy w dół, a za rogu wychyla się gostek, strzał i już nie ma nogi. Wielka mi rzecz tylko tyle, że dłużej umiera. Za chwile kolejnych dwóch gości, na ziemi leży policjant broniący się ostatnimi siłami, zabijam jednego i biegnę do gościa zza automatu, a tu dostaję dwie kule w plery. On mnie postrzelił?! Zmieniam na Glocka 18 (tam się tak nie nazywa). Otwierają się drzwi, błysk i wróg się trzyma za rękę, drugi w nogę i już na jednej kica, później w głowę i leży w własnej krwi. Co jest, podchodzę do trupa strzelam mu w ramię i rana pojawia się tam gdzie strzeliłem, następnie udo i znowu rana tam gdzie strzelałem. A więc, to jest ta innowacyjność w stosunku do innych gier. S.O.F. był pierwszą grą, w której spotkałem podział ciała na punkty, w których pokazują się odniesione rany, oraz na rodzaj zadanych uszkodzeń. W grze rany zadane z noża, czy z pistoletu wyglądają inaczej niż te od strzelby czy chociaż karabinu. Jeżeli chodzi o fabułę to jest ona, co najmniej dziwna, ale pewnie twierdzę tak dlatego, bo grałem w angielską wersję. Grę rozpoczynamy od Nowego Jorku, a następnie po przejściu tego etapu ganiamy po pociągu. Misję, jakie mamy do wykonania są bardzo zróżnicowane. Pracujemy w Kosowie walcząc w podziemiu miasta, jak i na powierzchni. Walczymy jeszcze w Arabii, Nowym Jorku, Niemczech, Japonii i gdzieś na Syberii. Grafika w grze stała i stoi na bardzo dobrym poziomie. Postacie odwzorowane są rzeczywiście, ludzie nie wślizgują się po schodach, lecz po nich wchodzą. Ranny wróg w nogę ciągnie ją po ziemi próbując uciec. Postacie umierają wręcz niesamowicie, gdy dostaną w brzuch potrafią się jeszcze skręcać na podłodze, bądź czołgać. Rozerwane strzępy ciała, litry krwi i innych flaków omiatają ziemię i ściany. Można wystrzelić wrogowi pistolet z dłoni, odstrzelenie mu jednak lewej ręki nie znaczy wcale, że nie będzie do nas strzelał. Na tym jednak zalety grafiki się kończą. Topografia terenu i budynki wyglądają przeciętnie. Lecz nie to jest najważniejsze w grach tego typu. Najważniejsze są trupy, a tych w S.O.F. nie brakuje. Gra nie ma strasznie wysokich wymagań sprzętowych, a to m.in. dzięki temu, że nie zachowuje ona takich szczegółów, jak ilość zabitych, ślady po kulach i łuski, które po krótkiej chwili znikają. Dotyczy również to broni. Wracając do niej to mamy do dyspozycji jedenaście bądź dwanaście pukawek. Poczynając od broni rzeczywistej na futurystycznej kończąc. Muzyka w grze zmienia się w zależności od tego, co robimy i gdzie się znajdujemy. Na etapach Arabii jest inna niż w Niemczech. Po dłuższej chwili grania, a dokładnie w Arabii ściszyłem ją żeby mi nie przeszkadzała. Od takich pisków uszy więdną. Dźwięk, jak to dźwięk nie ma do czego się przyczepić. Krzyki i strzały są niezłe, gorzej już trochę z wybuchami i odgłosami. W sumie gra jest tak krwawa, że nawet ja nie miałem ochoty na więcej niż trzy rozdziały na raz. Jednak jednocześnie wciąga i po dłuższej, bądź krótszej chwili chętnie się do niej wraca. Powinienem chyba napisać, że ze względu na przemoc zawartą w grze nie powinny po nią sięgać dzieci. Jeśli ktoś ma słabe nerwy to może wyłączyć w grze przemoc, lecz nie polecam tego, bo gra staje się po porostu nudna. Niestety gra jest dość krótka, ja grałem w nią jakieś dziesięć, no może jedenaście godzin, ale nic nie szkodzi, żeby zacząć od nowa. Naprawdę warto w nią zagrać. Polecam ją wszystkim fanom FPP-ów. Uwaga: trzymać z dala od dzieci!!!!
(RG) |