KRAPKOWICE.net
niedziela, 12 października 2008    Krystyny, Maksa, Serafiny    / °Cpogoda07:06 wschód/zachód słońca18:05
TYGODNIK KURIER
KURIER TV
TANIE ROZMOWY
INFORMATOR
OGŁOSZENIA
EXTRA
AKTUALNOŚCI
PRACA
KAMERY
ROZRYWKA
FORUM
 CZAT
GSM
INFO
 
startuj z portalem dodaj do ulubionych|    Wirtualne KRAPKOWICE   ||   Street of Race - forum dla automaniaków    | wydrukuj stronę

R       E       K       L       A       M       A

KRAPKOWICE.net » Kurier » Nr 48 (11.05.2004)
KURIER: AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...


JEDYNKA / E-KURIER

 « 48 (48)  » 


 » ZOBACZ NUMER

 » PDF JEDYNKA

PDF CAŁA GAZETA

Dostęp do artykułów
w Portalu i cała gazeta
w PDF-ie za 1 SMS-a!

Od teraz jeszcze taniej przy płatności on-line!

Płatność kartą lub przelewem
(także z zagranicy)

PODATEK
EXTRA
Street Of Race 3
Festyn Koksowników 2006
Dni Krapkowic 2006
15 lat Klubu Tańca Siera
Malwina Ratajczak - Miss Polonia
KALENDARIUM
LISTA WYSYŁKOWA
Jeżeli chcesz otrzymywać najnowsze informacje z Ziemi Krapkowickiej i Portalu prosto do Twojej skrzynki pocztowej wpisz poniżej swój adres e-mail



KURIER TOP 5
Najczęściej czytane
Tematy Kuriera


Krapkowiczanka najpiękniejszą Polką!
Do woja marsz!
Dam pracę, szukam pracy
Tragedia na żwirowni
Skandal z Miss Polonia

Najlepiej oceniane
artykuły z Kuriera
przez Internautów


Utrudniona przeprawa
Unia dofinansuje
Na nerwicę najlepsza impreza
Dobra zmierza ku lepszemu
Biznesmeni walczą ze stresem

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron


Graffiti TSA

Artyści są zawsze bliżej Boga

Zespół TSA powstał jesienią 1979 r. w Opolu jako 'Tajne Stowarzyszenie Abstynentów' z inicjatywy gitarzysty Andrzeja Nowaka oraz basisty Tomasza Zatwarnickiego. W lipcu 1981 r. następuje debiut TSA w składzie Andrzej Nowak (gitara) - Stefan Machel (gitara) - Janusz Niekrasz (bas) - Marek Kapłon (perkusja) - Marek Piekarczyk (wokal). W tym składzie zespół odnosi swoje największe sukcesy. W latach 80-tych ich płyty rozchodzą się w setkach tysięcy egzemplarzy, a ich koncerty zawsze gromadzą tłumy. W latach 90-tych zespół praktycznie przestał istnieć i nigdy nie wystąpił już w oryginalnym składzie. Dopiero w 2001 roku doszło do oficjalnego wznowienia działalności zespołu w podstawowym, pięcioosobowym składzie.

1 maja w Krapkowicach TSA zaprezentowało się w 'pełnej krasie'. Tuż przed występem udało nam się porozmawiać z Markiem Piekarczykiem, frontmanem zespołu.

Po raz pierwszy TSA dostrzeżono na przeglądzie muzycznym w Grodkowie. Zespół zajął III miejsce i w nagrodę muzycy zostali zaproszeni do studia nagraniowego Rozgłośni Opolskiej Polskiego Radia. Na czterogodzinnej sesji nagrano 'na żywca' sześć utworów. Czy one kiedykolwiek ujrzały światło dzienne?
Marek Piekarczyk: - Były to utwory instrumentalne, bo jeszcze nie śpiewałem wtedy w TSA. Są przymiarki, żeby to wypuścić wkrótce.
Już z wokalem?
Nie. Po co? To będzie zachowane w oryginale.
Rok 1981. Jarocin. 'Złoty kameleon' - nagroda publiczności należy do TSA. Wydaje się, że to sympatyczne zwierzątko nie zainspirowało Was za bardzo, bo się niewiele zmieniacie. Czy nie próbujecie dostosowywać się do otaczającej rzeczywistości, podążać za modami?
Nie znam się na modzie. Ludzie, którzy mają własne zdanie nie potrzebują mody, nie muszą kierować się opiniami innych. My nie zarabiamy na ludziach, którzy idą za krzykiem mody, tylko na naszych fanach, którzy nas słuchają i cenią za to, jakimi jesteśmy od zawsze.
Ale na przykład perkusista Marek Kapłon czy basista Janusz Niekrasz mieli na początku istnienia zespołu dylemat, czy grać jazz czy heavy metal.
Eee...tam. Ja się śmieje z tych klimatów jazzowych. 20 lat ma koleś i mówi, że jest jazzowym perkusistą. To śmieszne. Dla mnie to zawsze kojarzy się z jakimś snobizmem. Też kiedyś śpiewałem standardy jazzowe, no i co z tego? Może jak skończę 90 lat, to się zabiorę za jakiegoś jazzowego bluesa.
Oczywiście są ludzie, którzy potrzebują grać taką muzykę. Ale jazz stracił swoją pierwotną, radosną atmosferę. Wokół tej muzyki powstała jakaś świątynia dla snobów. Przez to jazz umiera. Rock `n ` roll też zaczął zdychać przez to, że zrobiono z niego snobistyczną muzę. Rock `n ` roll to muzyka taneczna.
Gdy debiutowałem, to w Bochni było 5 zespołów. Organizowano tzw. 'fajfy' (od ang. five - pięć; imprezy odbywały się w piątki od godziny piątej po południu - przyp. red.). Nie mogła grać płyta, bo nikt by nie przyszedł. Muzyka z płyty to był obciach. Jak nie było zespołu rockowego to nikt w ogóle nie tańczył. Gdy po raz pierwszy puściłem płyty, to nikt się nie bawił, choć impreza była za darmo. Musiałem na siłę dziewczynę wyciągnąć na środek, bo dla nich to była jak prywatka w domu. Przy płytach to oni sobie mogli w domu potańczyć.
Dla amatorskich zespołów występ na 'fajfach' to było swoiste wyróżnienie. Bardzo często właśnie ja śpiewałem na takich imprezach. Podczas takich występów czułem się jak w ekstazie.
Kiedyś porównywano Was do AC/DC. To komplement?
Nie wiem. Nie obchodziło nas to. Najważniejsze, że nie porównywano każdego z nas do diabła. Poznałem AC/DC dopiero jak zacząłem śpiewać w TSA. Lubić - lubiliśmy ten zespół. Stylistycznie czy też pod względem ruchu scenicznego chyba nie byliśmy aż tak podobni. W AC/DC tylko Angus Young ostro miota się po scenie i daje czadu. Reszta to tak bardziej statycznie. Wokalista to w ogóle taki 'niedźwiedź'. No może Bon Scott trochę lepiej wypadał pod tym względem na scenie.
Pierwszy debiutancki singiel TSA osiągnął nakład 50 tys. egzemplarzy, następny - z legendarnym utworem '51' - 200 tys. Czy takie wyniki są do powtórzenia dziś przez jakikolwiek rockowy zespół w Polsce?
Drugi singiel z pewnością sprzedałby się w większej ilości, ale nie pozwolono wytłoczyć większej ilości płyt. Każdy zespół miał określony przydział na masę i papier. W ogóle tych płyt miało być 199 tys. sztuk wytłoczonych, żebyśmy nie zasłużyli przypadkiem na 'Złotą Płytę'. Ale ktoś się pomylił i wyszło ok. 201 tys. płyt. No i musiała być ta 'Złota Płyta'. Wprawdzie ją zrobiono, ale nam nie dano. To był odgórny zakaz. Po pewnym czasie ktoś odchodził z Tonpressu i po prostu ukradł tę płytę i dał nam. W tej chwili jedyną naszą 'Złotą Płytę' ma w domu Marek Kapłon. Potem też robiono wszystko, by płyty TSA wychodziły w nakładzie mniejszym niż 200 tys. egzemplarzy. Dziś takie wyniki są nie do powtórzenia czy to przez nas, czy jakiś inny rockowy zespół.
Weszliśmy do Europy. Czy na naszym rynku muzycznym coś się zmieni? Może muzykom będzie łatwiej zaistnieć na szerszą skalę?
Na wszystko trzeba zapracować samemu. Nikt tu za nas nic nie zrobi. Cieszę się, że otwierają się granice. Kiedyś byłem hippisem i za moje poglądy dostawałem pałą od milicji. Teraz jestem Europejczykiem. To chyba dobrze dla Polaków. W Unii są kraje, które mają utrwaloną formę demokracji, sprawdziły wiele rzeczy w ekonomii, gospodarce, doświadczyły różnych problemów społecznych - jest więc od kogo się uczyć. Wstąpienie do Unii spowoduje też to, że mamy nad sobą 'kontrolera'. Mam nadzieję, że ukrócą się pewne przewały, przestępstwa, wielkie afery gospodarcze. Unia wreszcie zmusi naszych polityków, by się zajęli wyłącznie wykonastwem, a także postępowania w zgodzie z prawem.
A gdzie zespół TSA ma swoje próby, skoro Marek Piekarczyk mieszka w Bochni?
Próby mamy w niewielkiej kanciapie w Opolu. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, normalnie jednak mieszkam w Bochni. Pozostali z TSA mieszkają obecnie w Opolu. W Opolu gości mnie u siebie nasz gitarzysta - Stefan Machel. W łaski jego żony wkupiłem się dobrym gotowaniem.

Może trochę prywaty. Co na co dzień oprócz muzykowania robi Marek Piekarczyk?

Generalnie zajmuję się życiem. Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś hobby. Lubię dobrze ugotować, poszperać w internecie. Ostatnio zajmuję się ceramiką, bo to mnie uspokaja. Zresztą jestem plastykiem z wykształcenia. Człowiek musi robić różne rzeczy, żeby jego mózg nie flaczał. Musi się ciągle uczyć nowych rzeczy, żeby się nie postarzał.

Faktycznie jesteś osobą uniwersalną. Masz na przykład za sobą główną rolę w musicalu 'Jesus Christ Superstar' w reżyserii Jerzego Gruzy. Jak po latach oceniasz tę przygodę?

Było super. To było największe wydarzenie w moim życiu. Nie deprecjonuję tutaj TSA, ale ogromnię przeżyłem tę rolę.

Zatem może zejdę na bardziej delikatny grunt. Czy Marek Piekarczyk jest wierzący?

Wiara to bardzo osobista sprawa. Łatwiej mi jest mówić o seksie. Powiem w skrócie. Nie muszę wierzyć. Wiem, że Bóg jest. Wiara jest potrzebna ludziom, którzy nie potrafią go zobaczyć. Może to bluźnierstwo co powiedziałem, ale nie muszę się nad tym zastanawiać. Pewne sprawy odbieram intuicyjnie. Artyści są zawsze bliżej Boga, nawet, gdy często wyzywają ich od satanistów. Sztuka to jest przecież rodzaj modlitwy. Na jakikolwiek temat śpiewasz, to jakbyś się modlił. Jeżeli otwierasz serce, to już jesteś blisko Boga. To oszuści i kłamcy są daleko od Boga.

Dzięki za rozmowę.


Rozmawiał Jasiek


K O M E N T A R Z E
Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy.

DODAJ KOMENTARZ! Twój będzie pierwszy.
wróć do Kuriera nr 48


FORUM
DODAJ KOMENTARZ! Twój będzie pierwszy!
OCEŃ TEN ARTYKUŁ
Możesz ocenić ten artykuł.
Wybierz ocenę
- czym wyższa tym lepsza.

 1   2   3   4   5   6 
KURIER 48
SPORTzwiń dział
Biegi przełajowe w Dobrej

I Grand Prix Gogolina w pływaniu

Zawiedzeni kibice

Rekordowa frekwencja

Dali z siebie wszystko





AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...

 POLECAMY LOKALNE FIRMY »» ZOBACZ REKLAMĘ » TEXTBOX
 

Wszelkie materiały zamieszczone w Portalu są prawnie chronione.
Kopiowanie w jakiejkolwiek formie bez zezwolenia zabronione.

© 2004 by SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
KONTAKT:
portal@krapkowice.net