Mroczne tajemniceCałun turyński nie jest fałszerstwem?Mimo badań naukowych, których wyniki podważały autentyczność całunu, wielu Chrześcijan wciąż pielgrzymuje do Turynu, wierząc, że znajdujące się w tamtejszej katedrze lniane płótno rzeczywiście okrywało kiedyś zdjęte z krzyża ciało Jezusa. Teraz dostali oni do ręki ważny argument.Na łamach najnowszego numeru 'Journal of Optics A', wydawanego przez londyński Institute of Physics, naukowcy z włoskiego uniwersytetu w Padwie opisują, jak na niezbadanej do tej pory tylnej powierzchni całunu udało im się znaleźć odciśnięte rysy męskiej twarzy.
Zaszyta tajemnica
Od czasu gdy w 1355 roku całun po raz pierwszy pokazano publicznie, przyciągał on tłumy pielgrzymów. Mogli oni jednak zobaczyć tylko długi na 4,4 m i szeroki na 1,1 m kawałek lnianego płótna z niewyraźnie zaznaczonymi konturami ludzkiej sylwetki. Przełomem było wynalezienie fotografii. Już pierwsze zdjęcia z 1898 roku stały się sensacją. Ich autor, fotograf amator Secondo Pia, wywołując kliszę, zauważył, że obraz z całunu jest widoczny dużo wyraźniej na negatywnie niż w rzeczywistości. Sam Pia przyznał później, że przeżył silne wzruszenie na myśl, że jest być może pierwszym od 2 tys. lat człowiekiem patrzącym na prawdziwe oblicze Jezusa.Najsłynniejsze zdjęcia całunu pochodzą z 1931 roku i zostały wykonane przez Giuseppe Enriego, przy okazji publicznego wystawienia relikwii.
Wszystkie wykonane fotografie całunu przedstawiają jednak tylko przednią część całunu - bezpośrednio przylegającą do twarzy. Również na tym fragmencie tkaniny skupiali się naukowcy dotychczas badający całun. Zewnętrzna część całunu była bowiem w tym miejscu przykryta innym kawałkiem lnu, naszytym przez siostry zakonne po pożarze, jaki częściowo uszkodził całun w 1532 roku. Dopiero dwa lata temu podczas renowacji usunięto ten fragment płótna. Teraz można już było wykonać fotografie drugiej strony relikwii. Ich analizą zajęli się profesorowie Giulio Fanti i Roberto Maggiolo z uniwersytetu w Padwie.
Całkiem niespodziewanie dostrzegli, że również na zewnętrznej stronie widoczne są zarysy ludzkiej twarzy, choć o wiele słabiej zaznaczone niż te znane z przedniej części całunu. Musieli zastosować nowoczesne techniki przetwarzania obrazów,by z grubsza odtworzyć 'drugą' twarz całunu i dodać jeszcze jeden kawałek układanki do i tak trudnej zagadki.
Fałszerstwo doskonałe?
W 1988 roku wydawało się, że ostatecznie wyjaśniono tajemnicę całunu turyńskiego. Dzięki datowaniu wieku płótna metodą radiowęglową ustalono, że pochodzi ono z około 1325 roku. Zwolennicy teorii, że całun okrywał ciało Jezusa po złożeniu do grobu, natychmiast zaczęli jednak kwestionować sposób przeprowadzania badania i prawdziwość jego wyników. Nie wydaje się, że obecne odkrycie rzuci więcej światła na pochodzenie tajemniczego płótna. Raczej o wiele bardziej prawdopodobne jest, że spory rozgorzeją na nowo.
Dzięki komputerom Fanti i Maggiolo mogli bowiem zobaczyć poszczególne elementy twarzy człowieka z całunu: nos, oczy, włosy, brodę i wąsy. Włosi byli nawet w stanie uzyskać obraz odciśniętych rąk, natomiast nie udało im się odtworzyć rysów ramion i pleców. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że uwidocznione szczegóły twarzy odciśniętej na tylnej części całunu niemal całkowicie pokrywają się z tymi znajdującymi się na jego przedniej części. - Są oczywiście niewielkie różnice - mówi Fanti. Na przykład na tylnej powierzchni oba nozdrza są odciśnięte jednakowo wyraźnie, podczas gdy na przedniej powierzchni prawa dziurka nosa jest zaznaczona słabiej.
Niektórzy na wieść o odkryciu Włochów wysunęli tezę, że jest to jednak dowód na to, że całun jest fałszerstwem i został po prostu namalowany na kawałku lnianego płótna. Ich zdaniem bowiem 'druga' twarz to nic innego jak farba, która przeciekła z przedniej na tylną stronę. - To niemożliwe - odpowiada Fanti. - Zarówno na przedniej, jak i tylnej powierzchni całunu twarz jest odciśnięta tylko na najbardziej powierzchniowych, leżących najwyżej włóknach materiału. Środkowa warstwa płótna jest całkowicie 'czysta' - wyjaśnia Fanti. - Nie świadczy to o fałszerstwie, ale wręcz przeciwnie, wykonanie falsyfikatu z tak drobnymi, a zarazem dokładnie pokrywającymi się detalami na odwrotnych stronach płótna byłoby skrajnie trudne - sądzi naukowiec.
Jedno jest pewne. Wszystkie hipotezy na temat pochodzenia całunu będą musiały teraz jakoś wytłumaczyć ten nowy ślad.
oprac . PAW |