Piłka Nożna
Derby powiatuBrat przeciw bratuW niedzielne popołudnie na stadionie przy ul. Wyzwolenia w Krapkowicach stanęły naprzeciw siebie drużyny Unii Krapkowice i MKS-u Gogolin. Mecze tych zespołów przynoszą ogromną dawkę adrenaliny i emocji nie tylko wśród piłkarzy, trenerów, ale również i kibiców. Po sześciu kolejnych porażkach z rzędu, wszyscy liczyli na przerwanie czarnej passy Unitów. Tak się jednak nie stało. Unia Krapkowice uległa na własnym obiekcie zespołowi z Gogolina 1:3.
Siódma porażka z rzędu. Tak złej passy Unia Krapkowice nie miała od początku istnienia klubu. Od początku rundy rewanżowej Unici zdobyli tylko 10 punktów. Po niedzielnej porażce Unia spadła na 12 miejsce w tabeli. Do spadkowej pozycji brakuje Unitom tylko czterech punktów i w ostatnich dwóch meczach zespół musi odnieść przynajmniej jedno zwycięstwo, aby utrzymać się w IV lidze. Trener Unii Ireneusz Haras nie miał podczas tej rundy szansy by przynajmniej w dwóch meczach wystawić ten sam skład. W każdym meczu musiał eksperymentować z wyjściową jedenastką i dziś mamy tego wyniki. Drużyna nie jest zgrana, brakuje zawodnika, który umiałby wykorzystać stwarzane sytuacje podbramkowe. Również w derbach powiatu trener Haras nie miał łatwego zadania, po raz kolejny musiał zmienić ustawienie niektórych piłkarzy. Najlepszym posunięciem było wprowadzenie do gry juniora, Patryka Smykały, który był jednym z najlepszych zawodników na boisku. Początek meczu należał do gogolinian, którzy mądrzej gospodarowali futbolówką. W 4 min. spotkania MKS próbował zagrozić bramce Unii. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Hejduk, piłkę uderzał Juraszczyk, lecz strzał był niecelny. Unici zrewanżowali się w 10 min., z lewej strony dośrodkowywał Walczyk, piłka trafiła do Boguckiego, który z 16 m posłał piłkę tuż nad poprzeczką. Kolejną akcję przeprowadzili goście lewą stroną boiska. Wbiegający w pole karne Reisig był faulowany przez Gładzika. Sędzia bez namysłu wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł wychowanek krapkowickiego zespołu Tomasz Hejduk, który bez trudu pokonał Pacha. Od tego momentu mecz nabrał rumieńców. Na lewej stronie boiska wyróżniającym się zawodnikiem gospodarzy był Łysoń. Po jego kolejnej wrzutce, piłkę przejął Smykała, minął obrońców, oddał strzał, lecz futbolówka minimalnie minęła słupek bramki Zapotocznego. Warto w tym momencie zauważyć, że dla Patryka Smykały był to dopiero trzeci mecz w czwartoligowych rozgrywkach. W 38 min. dośrodkowywał Sikacki, ale na posterunku był Zapotoczny broniąc z najwyższym trudem piłkę zmierzającą do bramki. Chwilę później aktywny w tym spotkaniu Smykała, po minięciu kilku zawodników MKS-u, wystawił piłkę Kukusiowi, który uderzył za lekko, aby umieścić futbolówkę w siatce. W drugiej połowie na boisko wszedł Bizonowicz, który zastąpił słabo spisującego się Gładzika. Bogucki cofnął się do obrony, a Bizonowicz ustawił się na prawej pomocy. Gogolinianie na drugą odsłonę wyszli w tym samym ustawieniu. Ważnym momentem tego pojedynku okazała się 50 min. spotkania. W środku boiska Łysoń zachował się niesportowo, uderzył zawodnika gości ręką, a sędzia Włodarczyk po chwili zastanowienia pokazał Łysoniowi czerwony kartonik. Tradycji musiała stać się zadość, w poprzedniej rundzie Łysoń podczas derbów powiatu, również musiał opuścić boisko po zobaczeniu dwóch żółtych kartek. - Trzymał mnie za koszulkę, z tyłu, a ja bardzo tego nie lubię i mu się zrewanżowałem. Nie leżą mi mecze z Gogolinem i już raczej mi nie będą podchodzić po dzisiejszym spotkaniu - powiedział po spotkaniu Jarek Łysoń. W trakcie drugiej połowy trener gości, Antoni Kot przeprowadził ważne zmiany. Boisko opuścił Gozdek, a jego miejsce zajął Pikuła, a Hejduka zmienił Damian Pach. Ciekawstką jest fakt, że w bramce Unii stał starszy brat Damiana, Paweł Pach. Można śmiało powiedzieć, że od tej pory zaczął się braterski pojedynek. Po zejściu z boiska Łysonia, Unia obudziła się z drzemki i zaczęła atakować. Pierwszej nadarzającej się okazji nie wykorzystał Smykała po podaniu Sikackiego. Młodemu zawodnikowi Unii zabrakło zimnej krwi w pokonaniu golkipera gości. Kolejną akcję lewą stroną przeprowadził Walczyk, jednak wchodząc w szesnastkę został nieprawidłowo powstrzymany. Arbiter podyktował rzut karny, który ze stoickim spokojem na bramkę zamienił Wiciak, zaliczając 9 trafienie w sezonie. W tym momencie było 1:1 i mecz zaczynał się od nowa. W 76 min. boisko opuścił Chociejowski, zastąpił go Masłowski, który minutę później, szarżując lewą stroną nie zdołał pokonać Zapotocznego. Chwilę później z kontrą wyszli gogolinianie, Polak silnie uderzył futbolówkę, serca kibiców zamarły. Jednak na posterunku był Pach, który w wiadomy tylko dla siebie sposób uchronił zespół przed utratą bramki. Co się odwlecze to nie uciecze! - krzyknął jeden z kibiców MKS-u. I stało się, po podaniu piłki do Marca, ten mocnym uderzeniem umieścił piłkę w bramce Unitów, było 2:1 dla Gogolina. W 82 min. sędzia nie odgwizduje ewidentnego faulu na Smykale w polu karnym gości. Trzeba przyznać, że postawa arbitrów wzbudzała kontrowersje i pozostawiała wiele do życzenia. Chwilę później do czystej sytuacji dochodzi najskuteczniejszy piłkarz Gogolina, Jończyk. Został nieprawidłowo zatrzymany przez Pacha i arbiter podyktował po raz drugi karnego dla gości. Naprzeciw siebie stanęli dwaj bracia - bramkarz Unii Paweł Pach i napastnik Gogolina, Damian Pach. Piłkę uderzył Damian, jednak Paweł wyczuł intencje brata i obronił, lecz przy dobitce był już bezradny. Było już 3:1 dla Gogolina. W 88 min., Unici mogli zmniejszyć rozmiary porażki, ale precyzyjny strzał Wiciaka z rzutu wolnego rewelacyjnie obronił Zapotoczny. Już w doliczonym czasie gry, na czystą pozycję wyszedł D. Pach, a nieprawidłowo powstrzymywał go Bogucki, który za to zagranie zobaczył czerwoną kartkę. Gogolinianie jeszcze raz zagrozili bramce Unii. Damian Pach oddał minimalnie niecelny strzał. Unia Krapkowice: Pach - Wiciak, Łysoń, Kociurski, Gładzik (Bizonowicz 46) - Walczyk, Kukuś, Sikacki, Bogucki - Smykała, Chociejowski (Masłowski 75). MKS Gogolin: Zapotoczny - Szczęśniak, Polak, Feilert, Jagieło, Marzec, Gozdek (Pikuła 71), Jończyk, Hejduk (D.Pach 82) - Reisig, Juraszek (Wilczek 46)
Podczas 32 kolejki (19 czerwca) rozgrywek IV ligi opolskiej Unia Krapkowice wyjeżdża do Kędzierzyna Koźla zmierzyć się z miejscowym Klubem Sportowym. Natomiast MKS Gogolin będzie podejmował na własnym stadionie drużynę Polonii Głubczyce.
Komentarze: Trener MKS Gogolin, Antoni Kot: Nie spodziewałem się, że Unia odda nam pole. W poprzedniej rundzie na meczu w Gogolinie to był inny zespół, walczył, dążył do zwycięstwa. A dziś jakby się czegoś bali, nie wiem czy zespół siadł, bo są to w sumie ci sami ludzie, ale widać, że coś się z tą drużyną dzieje. Mieliśmy dzisiaj przewagę, nie umieliśmy jej wykorzystać grając jedenastu na jedenastu. A później było już jednego zawodnika mniej, to już trochę łatwiej się walczyło. A pomimo gry w przewadze musiałem ściągnąć doświadczonych zawodników, bo też im nie szło. Niby powinniśmy mieć przewagę, a wychodził z tego chaos. Wpuściłem młodzież i jakoś udało nam się wygrać. Z wyniku jestem zadowolony, ale mniej z gry zespołu, bo grając w przewadze w ostatniej minucie, dwóch zawodników sam na sam z bramkarzem powinno wykorzystać sytuację. Ale tego ligowego doświadczenia jeszcze tym młodym zawodnikom brakuje.
Damian Pach, zawodnik MKS Gogolin: Jestem szczęśliwy, że akurat ja mogłem bratu strzelić bramkę. Trochę była nerwówka, bo to karny, ale strzelałem na raty i wpadła. Ważne, że wpadła, liczy się to, co w bramce. Paweł jest trudnym przeciwnikiem, było to nasze pierwsze spotkanie między sobą w IV lidze. Była to moja druga bramka strzelona w drużynie seniorów. Teraz Paweł przez cały miesiąc będzie ścielił mi łóżko.
Marek Kluge, kibic MKS Gogolin: Mecz jak na derby miał bardzo słaby poziom. Gogolin przeważał przez pierwsze dwadzieścia minut, do momentu strzelenia bramki. Potem gra siadła, Gogolin dostosował się do przeciwnika, był to bardzo przeciętnymecz. Dopiero mobilizacja po stracie bramki podziałała dobrze na grę zespołu. Myślę, że Gogolin wygrał zasłużenie. Wiadomo, że każdy sędzia popełnia jakieś błędy, tu czerwona kartka, jedna i druga była słuszna.
Ireneusz Haras, trener Unii Krapkowice: Spodziewaliśmy się, że to będzie trudny mecz. Wiadomo, po serii niepowodzeń chcieliśmy w końcu coś wygrać. Dzisiaj była prawdziwa motywacja w zespole, chłopcy zasłużyli na słowa uznania. Tylko, że najbardziej w grze przeszkadzał nam arbiter, bo nie można gwizdać tylko w jedną stronę. Nie mam nigdy pretensji do sędziów, ale dzisiaj przeszli samych siebie. Jak graliśmy w dziesiątkę, prowadziliśmy grę i byliśmy lepszym zespołem, potrafiliśmy wyrównać. I później straciliśmy drugą bramkę, była to już końcówka meczu, chłopcy nie mieli już sił. Sędzia nie podyktował karnego po ewidentnym faulu na Smykale. To jeszcze bardziej podłamało zawodników. Mam naprawdę pretensje do arbitrów, bo nie można gwizdać tylko w jedną stronę. Zostały jescze dwa mecze i musimy walczyć i szukać punktów.
Patryk Smykała, zawodnik Unii Krapkowice: Podczas pierwszej sytuacji strzeliłem zewnętrzną częścią stopy, żałuję, bo mogło być wtedy 1:1. W drugiej połowie źle złożyłem się do strzału głową i też przestrzeliłem. Może w kolejnych meczach nabiorę pewności siebie i doświadczenia. Jak na razie jest bardzo dobrze, drużyna mnie przyjęła i bardzo się z tego cieszę.
Jerzy Palimąka, kibic Unii Krapkowice: Wynik wypaczony przez sędziego, aczkolwiek gra była po stronie Gogolina zdecydowanie lepsza, niż u naszych zawodników. W drugiej połowie po zejściu Łysonia drużyna została dodatkowo osłabiona, bo Bogucki też musiał opuścić plac gry i nie można było już nic zrobić. 'Ciała dali' sędziowie.
Artur Blaut, Roman Godlewski |