Dla KurieraWięcej czasu na wnioskiTermin przyjmowania wniosków o dopłaty bezpośrednie został przedłużony do 30 czerwca br. Przewidziano również termin dla spóźnialskich rolników - do 25 lipca, ale nie otrzymają oni pełnych dopłat. O sytuację związaną z wnioskami naszych rolników zapytaliśmy Beatę Pendyk, kierownik Biura Powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Ilu uprawnionych rolników złożyło już wnioski?
Beata Pendyk - W powiecie krapkowickim na dzień 17 czerwca było złożonych 1401 wniosków dotyczących płatności bezpośrednich, co stanowi 79,69 %. W ogóle Opolszczyzna w skali kraju wypadła rewelacyjnie, bo ogólnie na dziś złożonych jest w województwie 82,35 % wniosków.
Dlaczego zatem przedłużono możliwość składania wniosków?
To ładny gest w stosunku do rolników, którzy z powodu zajęć nie zdążyli na czas. Jednak to bardzo wąska grupa ludzi. Spodziewamy się jeszcze minimalnej ilości wniosków, ponieważ tuż przed 15 czerwca byli tu ludzie i dopytywali jeszcze o pewne rzeczy. Po tym, jak usłyszeli informacje, że wnioski można składać do końca czerwca, spodziewamy się ich w najbliższych dniach. Dla pewnej grupy rolników to wygodne, bo nie poniosą żadnych konsekwencji z tytułu spóźnień, tj. nie mają ujmowanych kwot karnych (1 % za każdy dzień zwłoki). A te brakujące 20 procent ludzi, którzy nie złożyli wniosków?
To nie jest tak. Może się okazać, że wśród tych 80 % fizycznie złożonych wniosków będzie 100 % powierzchni użytków rolnych objętych opłatami. Okaże się to po tym, gdy wszystkie wnioski wprowadzone zostaną do systemu i zostanie to podsumowane. Chodzi tutaj też o kwestię dzierżaw. Trudno się spodziewać, by na 1758 wniosków o wpis do ewidencji przypadała taka sama ilość wniosków dotycząca płatności obszarowych. To po prostu niemożliwe.
Kwestia dzierżaw i nieuregulowanych kwestii własnościowych to chyba specyfika Opolsczyzny?
Faktycznie, w naszym województwie ten problem jest bardziej nasilony, niż w innych regionach kraju. Wiadomo dlaczego i nie ma się co nad tym rozwodzić. Problem polega na tym, że są to umowy w 90 % ustne. Docierają do nas sygnału, że wracają ludzie z Niemiec, którzy kilka lat temu oddali w dzierżawę ziemię. Przez te lata zupełnie się tym gruntem nie interesowali, a teraz gdy są z tego pieniądze, chcą te środki wziąć dla siebie. Jest to nie fair wobec tych dzierżawców. Myślę, że rolnicy będą już na tyle mądrzejsi po tym doświadczeniu, że w przyszłym roku wszystkie sprawy własnościowe odpowiednio wcześniej uregulują na piśmie i już w umowie zaznaczą, że dopłaty do tej ziemi będą przysługiwać faktycznym użytkownikom ziemi.
Co sprawiło rolnikom większe trudności, samo wypełnienie wniosku czy obliczenie gruntów?
Sytuacje były bardzo różne. Niektórzy rolnicy nie orientowali się nawet, gdzie leży ich pole, nie umieli znaleźć tego na mapach. Na szczęście nad wszystkim czuwali nasi pracownicy, którzy im pomagali i wszystko wyjaśniali. Niektórzy rolnicy, pomimo wielu szkoleń i informacji w mediach, nie rozumieli sposobów wypełniania tych tabel we wnioskach. Tu należy podkreślić olbrzymią rolę, jaką spełnili pracownicy interwencyjni w gminach. To była dobra inicjatywa. Przypomnę, że w gminach z porad i pomocy tych pracowników będzie można korzystać jeszcze do końca lipca. Oprócz tego rolnicy wspomagani byli przez naszych pracowników, pracowników Ośrodka Doradztwa Rolniczego czy Izby Rolniczej. Oni jeździli w teren, indywidualnie do rolników, którzy telefonicznie prosili o przyjazd i pomoc w wypełnianiu wniosku. Wszystko funkcjonowało bardzo dobrze, o czym świadczy choćby ten wysoki procent złożonych wniosków.
Zgodnie z unijnymi wymogami w niektórych gospodarstwach zostanie latem przeprowadzona kontrola. Na czym ona będzie polegała?
Biuro Kontroli z oddziału regionalnego będzie sprawdzać 5 % złożonych wniosków. To będą losowo wybrane gospodarstwa. Myślę, że będzie to jednak rozłożone proporcjonalnie, czyli sprawdzony zostanie pewien procent tych największych, część średnich i tych najmniejszych. Kontrolerzy wymierzą działki i sprawdzą, czy rośnie tam to, co zostało zadeklarowane. Dopuszczalny błąd, pozbawiony konsekwencji, to 3 % powierzchni. Natomiast jeżeli jest od 3 do 30 % to w danym roku rolnik będzie miał pomniejszoną płatność o dwukrotność błędu, czyli jeżeli się pomyli o hektar to będzie mu zabrana dopłata należna za dwa hektary. Jeżeli błąd będzie w granicach 30-50 % to w danym roku rolnik nie otrzyma dopłaty. Błąd powyżej 50 % powoduje, że dana osoba przez kolejne 3 lata nie ma prawa ubiegać się o dopłaty. Ale to już są takie wielkości, że trzeba się chcieć pomylić. Nie ma mowy o przypadkowym błędzie.Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził Artur Jackowski |