Krapkowice
Targowisko miejskieZ pamiętnika handlarzaJak wygląda zwykły dzień handlarza na targowisku przy ulicy Drzymały? Czy życie 'prywaciarza' jest lekkie, łatwe i przyjemne? 'Z pamiętnika handlarza' postara się obalić pewne mity i stereotypy. Chwila przed szóstą rano, pobudka - mordercza pora. Ale trzeba wstać i ruszać do pracy. Codziennie to samo - papieros, kawa, łazienka, ubrania i tak dalej... Zwykłe poranne czynności. Przybycie do pracy - powinienem być na ósmą. Chociaż ktoś 'inteligentny' wywiesił wielką tablicę, że 'targowisko czynne codziennie od 6.00 do 18.00', ale kto by tam siedział 12 godzin? Chyba ktoś nawiedzony. Nikt się nie pytał mnie o zdanie w sprawie godzin otwarcia. Powolutku trzeba wszystko powyciągać, zrobić sobie kolejną kawę. Niestety zapomniałem wziąć wody z domu. Trzeba się przejść po nią do ubikacji. Butelka 5-litrowa napełniona, złoty pięćdziesiąt skasowane. Kiedyś płaciliśmy pięć złotych, ale cena została obniżona. Nie licząc zużycia prądu, bo oczywiście każde stanowisko ma osobny licznik. Trochę drogo wychodzą mnie te poranne kawy.Kawka zrobiona, wypita, mam pierwszych klientów. Dowiaduję się, że to co mam u siebie na stoisku, w hipermarketach jest o połowę tańsze. Ciekawa sprawa, ponieważ ten sam towar bierzemy od tego samego producenta. Ale hipermarkety mogą sobie pozwolić na sprzedaż poniżej ceny zakupu. A ludziom nie da się wytłumaczyć kosztów utrzymania, prądu, dzierżawy, podatków do Urzędu Skarbowego. Makabrycznie wysokich składek ZUS-owskich. Mam powód do radości, zatrudniam pracownika, więc ZUS płacę do piętnastego a nie do dzięsiątego jak ci, którzy pracują sami. Chociaż zastanawiam się już, czy go nie zwolnić, bo mnie zwyczajnie na niego nie stać. Nawet głupi abonament za ubikację wynosi 35 złotych od osoby i to już mi daje 840 złotych rocznie za nas dwóch. Art. 233. Kodeksu Pracy mówi wyraźnie, że 'Pracodawca jest obowiązany zapewnić pracownikom odpowiednie urządzenia higieniczno-sanitarne oraz dostarczyć niezbędne środki higieny osobistej, a także zapewnić środki do udzielania pierwszej pomocy w razie wypadku.' Więc nie mam wyjścia i muszę płacić.Zostawiam pracownika i jadę do Katowic po towar. Czemu tak daleko? Ponieważ w kraju jest recesja i wszystkie hurtownie w pobliżu poupadały. Zadzwoniłem wcześniej i złożylem zamówienie, więc tylko odbieram paczkę i wracam. Zdążę jeszcze do pracy rozliczyć dzień. W tym momencie cieszę się, że nie ma już u nas płatnych parkingów. Bo płacenie za 8 godzin parkingu codziennie, tak jak było to kiedyś, to już cios poniżej pasa. I wybiła 16.00 czyli można się powoli zbierać do domu. Dziś w nocy nie muszę jechać do Łodzi, ani nigdzie indziej. Praktycznie nic się nie sprzedaje i nie ma nawet za co zatankować. Niebawem dwudziesty, więc trzeba zapłacić faktury za dzierżawę i za wywóz śmieci. A to też są pieniądze, które trzeba wydać. W domu zjeść obiad, posiedzieć chwilkę w towarzystwie pilota od telewizora i do łóżka, ponieważ od jutra to samo. cekabe |