Graffitti
Perełeczki z PółeczkiRock And Rollowy Cyrk - część drugaTych, którzy nie w temacie pragnę poinformować, że w poprzednim wydaniu Perełeczki z Półeczki, pisałem o jednorazowym wydarzeniu, które miało miejsce 11 grudnia 1968 roku. Zostało ono zorganizowane przez Zespół The Rolling Stones.
Oprócz fanów zaproszono wiele znakomitości ze świata muzyki między innymi Jethro Tull, The Who, Taj Mahal, Marianne Faithfull, o których już pisałem, ale i tych, których zostawiłem na deser. Gdyby mieć płytę analogową, stanowiliby oni stronę B. Wszystko zostało nazwane 'The Rolling Stones Rock And Roll Circus' i zapewniam was, że takiego cyrku nigdy przedtem nie było i nigdy już nie będzie. Po pięknie śpiewającej 'Something Better' M. Faithfull na scenie pojawił się zespół The Dirty Mac. Dla tych wszystkich, którzy uwielbiali muzykę lat 60 i 70, był to zespół marzeń. Niejeden by powiedział: zobaczyć ich i umrzeć. Oto na scenie stanęło czterech muzyków z czterech różnych zespołów, które do dziś dnia są nie doścignięte. Za perkusją Mitch Mitchel, który bębnił w The Jimi Hendrix Experience, na gitarze basowej zagrał Keith Richards, nie muszę przypominać jakiego zespołu jest gitarzystą, na gitarze solowej zagrał sam 'bóg', jak to o nim pisano, kiedy grał jeszcze w Bluesbreakers Johna Mayalla, czyli Eric Clapton, który rozsławił się także z grupą Creem. Czwartym muzykiem tego magicznego zespołu, był autor piosenki, która dopiero miała zabrzmieć. Zagrał na gitarze i oczywiście ją zaśpiewał. A o kim mowa? O człowieku, który powiedział, że jest popularniejszy od Jezusa, niewątpliwie charyzmatyczna osobowość, czyli John Lennon. Wykonali 'Yer Blues' pochodzący z Białego Albumu The Beatles. Nie napiszę ani słowa więcej o tej piosence, o tym bluesie, bo to po prostu trzeba posłuchać, trzeba wchłonąć każdy jeden dźwięk i dać się unieść feelingowi. Ale zanim zabrzmi 'Yer Blues' wcześniej Mick Jagger i John Lennon zapowiadają go. Na ruchomym obrazie oprócz dźwięku, widać również jak John zajada się pewną potrawą używając do tego pałeczek. The Dirty Mac wykonuje jeszcze jeden numer, do wyżej wymienionej czwórki dołącza skrzypek Irvy Gitlis, z którym zespół zaczyna żywiołowego bluesa, który zachwyca rytmem, żywiołowością i w zasadzie czeka się, aż Clapton zacznie grać swoje, ale... No właśnie, pojawia się Yoko Ono. Wielu przeciwników Yoko uważa, że występ Lennona uwarunkowany był tym, aby i Yoko zaśpiewała (czyt. zawyła). Naprawdę szkoda takiego bluesa, żeby Ono go zepsuła. Niestety, tak zrobiła. Ktoś by powiedział, że szum spuszczonej wody w toalecie więcej ma w sobie muzykalności. Może to i prawda, ale przebolałbym Yoko, aby zobaczyć na jednej scenie Mitchella, Richardsa, Claptona i Lennona. Adekwatnie do tego, ile było Yoko w tym utworze, tak też nazwano ten numer, czyli 'Whole Lotta Yoko'. Hm... z czym to się może kojarzyć? Konkurs bez nagród, a ci którzy zgadną mogą mówić o satysfakcji, bo oto na scenie pojawiają się sprawcy całego zamieszania. Zapowiada ich John Lennon, który mówi tylko 'And now...' i to wszystko, bo resztę pokazuje na migi, co widać na ruchomym obrazku, ale nie trudno zgadnąć z układu palców, że właśnie zapowiedział The Rolling Stones. Mick Jagger przez długie lata nie chciał dopuścić do emisji Cyrku ze względu na słaby - w porównaniu z innymi artystami - występ Stonsów. Czy rzeczywiście był słaby? Może niech każdy oceni po swojemu. Jednak jaki by on nie był, jego niepowtarzalność polegała na tym, że Stonsi wystąpili w jak najbardziej oryginalnym składzie. Taki skład już się nie powtórzy, a dlatego, że pół roku później nie żył już Brian Jones. W nocy z 2 na 3 lipca 1969 roku utopił się w swoim basenie. Raport policji określił śmierć jako 'utonięcie na skutek działania alkoholu i narkotyków'. Ciężar jego wątroby dwukrotnie przekraczał normę. Miał 27 lat. Słaby występ Stonesów miał być spowodowany właśnie obecnością, a raczej nieobecnością Briana. Nie wiem, bo nie byłem tam, ale ci którzy wypowiadali się na ten temat twierdzą, że przez cały czas trwania Cyrku ledwo trzymał się na nogach i to cud, że był w stanie cokolwiek zagrać. Zagrał, ale nie tak jak chciałby Jagger i stąd jego przekonanie o słabości koncertu. The Rolling Stones wystąpili na samym końcu i to może był błąd, bo wszyscy byli już solidnie zmęczeni, zarówno publiczność jak i sami artyści. Stonesi zagrali 'Jumping Jack Flash', 'Parachute Woman', 'No Expecations', 'You Cant Always Get What You Want', 'Sympathy For the Devil' i 'Salt Of The Earth'. Z czystym sumieniem polecam wszystkim tę płytę, jak i kasetę wideo, żeby oprócz posłuchania wspaniałej muzyki móc zobaczyć jak się bawili ci, dzięki którym żyje Rock`n`Roll.
Jarek Guś |