Kino
RecenzjaUpierdliwość po osiemdziesiątce'Nie zna życia, kto nie służył w marynarce' - sugeruje stara piosenka. W nowej wersji jej słowa powinny brzmieć 'Nie zna życia, kto nie mieszkał w bloku', wszak ludzie dzielą się na tych, którzy - przyjmując krapkowicką perspektywę - w blokach na 1000-lecia, XXX-lecia (niepotrzebne skreślić) mieszkali, mieszkają bądź mieszkać będą.
Pomysł na film zrodził się u scenarzysty Larry`ego Doyle`a i był początkowo inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce we Francji, w 1965 roku. Pewien prawnik zgodził się płacić 500 dolarów miesięcznie czynszu za prześliczny apartament zamieszkały przez 90-letnią kobietę Jeanne Calment. Miał płacić czynsz do końca dni Pani Calment, a po jej śmierci mógł odziedziczyć dom. Nieszczęśliwie dla niego, Pani Calment dożyła wieku 122 lat i była najstarszą kobietą na świecie. Zmarła w roku 1997… rok po śmierci prawnika, który dożył 77 lat. W skrócie fabuła filmu wygląda następująco: pisarz Alex i dziennikarka Nancy uciekają z ciasnego mieszkanka na Manhattanie, by za te same pieniądze znaleźć rozwojowy lokal na Brooklynie. Alex i Nancy potrzebują przestrzeni do powiększenia rodziny, a nowe mieszkanie ma drugą kondygnację. Kiedy piętro się zwolni, młodzi będą mogli je zająć. Ku zadowoleniu własnemu i właściciela budynku, który wreszcie będzie mógł pobierać czynsz stosowny do wartości. Na razie wspomniane piętro zajmuje staruszka (brawurowa Eileen Essel, w chwili premiery 81-letnia pani, na ekranie sugerująca co najmniej o połowę więcej), która płaci kwotę symboliczną, a której regulacje socjalne zapewniają i niski czynsz, i dożywotnie prawo do lokalu. Właśnie - dożywotnie. Gdyby więc Aleksowi i Nancy udało się skrócić jej żywot... Zwłaszcza, że wzbudzająca na pierwszy rzut oka litość starsza pani w bliższym kontakcie okazuje się staruszką upiorną, niezwykle żywotnym i hałaśliwym wzorem sąsiada z sennego koszmaru, na którego widok nóż sam się otwiera w kieszeni. Nic więc dziwnego, że w młodych budzą się mordercze żądze, przybierające z czasem postać obsesji. Przyznam, że gdyby mi zdarzyło się spotkać tak nietypową staruszkę, to na pewno przypalałbym ją żywcem, oblał gorącą smołą i wykorzystał techniki stosowane przez hiszpańską inkwizycję, tak potrafi zajść za skórę. A gdyby jeszcze się ruszała to na dokładkę zrobiłbym jej Tarantinowską 'jesień średniowiecza'. Może jestem brutalny, ale jak zobaczycie do czego zdolna jest 'leciwa staruszka' to uznacie moje metody za bardzo, bardzo delikatne. 'Starsza pani musi zniknąć' to czarna komedia, utrzymana w stylu i tonacji 'Wojny państwa Rose' - filmu, gdzie żądza posiadania zmieniała miłość w nienawiść aż do zatracenia instynktu samozachowawczego. W tamtym filmie Danny DeVito korzystał z aktorskich talentów Kathleen Turner i Michaela Douglasa. 'Starsza pani' nie ma aż takich ambicji, to bardziej gra konwencji, ale obecność na ekranie Bena Stillera i Drew Barrymore - aktorów uważanych za reprezentantów pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków - pozwala odczuć przynajniej część piekła w którym się znaleźli. Cóż, nie zna życia, kto nie mieszkał w bloku. Brooklyn to jednak nie to samo co XXX-lecia. Roman Godlewski |