Piłka Nożna
Komentarz EkspertaNic dwa razy się nie zdarzaNic dwa razy się nie zdarza... tak pisała w swym wierszu Wisława Szymborska. Miała rację? Najwyraźniej nie. Najlepiej wiedzą o tym tegoroczni maturzyści, którzy, jedyny dla większości uczniów, egzamin dojrzałości pisali dwukrotnie.
Przekonali się również o tym Portugalczycy. Kto spodziewałby się, że gospodarz ME nie wyciągnie wniosków z meczu otwarcia i po raz drugi ulegnie Grekom? Kto pomyślałby, że drużyna, której szanse przed ME były na równi z takimi piłkarskimi potęgami jak Łotwa, która notabene dokonała rzeczy dla nas nieosiągalnych (awans do ME, 4 zdobyte punkty w dwumeczu ze Szwedami), pokaże efektywny futbol i wykorzysta słabości gwiazd (bądź sędziego Colliny) zdobywając złoty medal w Portugalii? A jednak stało się to, co graniczyło niemalże z cudem. Notowania Greków u bukmacherów przed Euro 2004 były tak niskie, że gdyby polski rząd postawił na nich budżet na rok 2005, to spadłoby bezrobocie, służba zdrowia zostałaby uleczona, a w kraju panowałby dobrobyt przez najbliższe dziesięciolecia (chociaż przy umiejętnościach naszych polityków...). Ci natomiast pokazali, że nie trzeba mieć wielkich indywidualności, żeby osiągać sukcesy, by wygrywać z najlepszymi. Kiedy Orły Górskiego zdobywały medale igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata, kiedy cały świat zachwycał się radosnym futbolem rodem znad Wisły, kiedy między słupkami szalał Tomaszewski a o Deynę ubiegał się sam Real Madryt, grecka piłka była w powijakach. To między innymi polscy trenerzy (Strejlau, Gmoch, czy wspomniany pan Kazimierz) stworzyli podwaliny dla rozwoju tej dyscypliny w kraju Zeusa. Teraz to Grecy świętują zdobycie mistrzostwa Europy, a nam pozostają wspomnienia... '30 lat później. Polacy na MŚ `74'. Misterny plan trenera Janasa, który szykuje 'diament' przeciwko Wyspiarzom, może okazać się niezbyt dobrym posunięciem. Diament w ataku, czyli jeden rosły napastnik i dwóch ofensywnych pomocników za nim, nie zrobił furory na Euro 2004. Po kolei odpadali Niemcy, Włosi, Holendrzy (choć i tak daleko zaszli). Ich przykład pokazuje, że z jednym napastnikiem zbyt wiele się nie zwojuje. A przecież gdzie naszemu Rasiakowi do klasy Vieri `ego, van Nistelrooy `a czy chociażby Kuranyi `ego. Gdzie teraz w kadrze znajdzie się miejsce dla przebojowego Niedzielana? A co z 'Czarnym Zbawcą' polskiej piłki, Emanuelem? Gdyby nie on, to w 2002 roku zamiast MŚ w Korei, byłoby '20 lat później. Polacy na MŚ `82', na których to drużyna Antoniego Piechniczka zajęła 3. miejsce. Jak należy grać, pokazali nasi południowi sąsiedzi - Czesi. Mimo że odpadli po emocjonującym meczu z przyszłymi mistrzami Europy, mimo że w przypadku Barosa wystąpił tzw. 'efekt van Bastena', to uświadomili Europie, i miejmy nadzieję, że także Janosikowi, że należy grać dwójką napastników. Jeżeli już Paweł Janas tak pragnie Rasiaka w ataku, to niech wróci do ustawienia z jesiennych meczów z Włochami czy Serbią i Czarnogórą, gdzie obok Rasiaka grał jeszcze Niedzielan. Kiedy ostatni raz tak wymagającym rywalom strzeliliśmy 3-4 bramki? Teraz także do formy wraca Emanuel Olisadebe. Czy warto marnować jego umiejętności na rzecz Rasiaka? Dużo dał do myślenia niedzielny, a raczej poniedziałkowy, mecz USA - Polska. W momencie, gdy wszyscy, w szczególności media, zastanawiali się, czy jest sens posyłać za Ocean Atlantycki kadrę Polska B (niektórzy nawet sugerowali, że to Polska X czy Z), oraz gdy wszyscy liczyli na najmniejszy wymiar kary (jakieś 3:0), zawodnicy, większość jeszcze niedawno grała w kadrze U-21, pokazali, że potrafią pokazać rozsądny futbol. Trzy miesiące wcześniej nasz podstawowy skład przegrał w Płocku 0:1, a teraz zawodnicy z boisk rodzimej ekstraklasy zremisowali 1:1 i to na wyjeździe. Przypominali właśnie grę Greków, chociaż to i tak daleko idące porównanie, tzn. zagęszczenie środka pola, pressing już na połowie rywala, nieliczne, ale groźne akcje pod bramką Howarda,... a to wszystko po kilku treningach razem. Warto zapamiętać kilka nazwisk (Boruc, Goliński, Jarzębowski, Dudka), bo to wzmocni rywalizację w kadrze i może niektórzy obecni kadrowicze poczują presję ze strony, do tej pory nieznanych, bohaterów z Soldier Field. Do eliminacji zostało bardzo mało czasu, raptem dwa miesiące, i tylko jeden mecz towarzyski z Duńczykami. Może za późno na radykalną zmianę ustawienia, ale zamiast Żurawskiego, bo pozycja Krzynówka w zespole jest tak silna, jak Małysza w kadrze skoczków, wstawić drugiego szybkiego napastnika (Niedzielan, Olisadebe)? Pamiętamy, jak wszyscy wieszali psy na Jerzym Engelu, jak media zamieniały wręcz na sekundy okres, w którym reprezentacja nie potrafiła strzelić bramki, a ten z konsekwencją realizował swoją myśl trenerska i zakończył ją, mniej lub bardziej udanym, Mundialem w Korei i Japonii. Pamiętamy serię kompletnie nieudanych meczów i nagły zwrot w Kijowie. Może więc czas, na powtórkę? Grecy pokazali, że czasami coś dwa razy się zdarza. Mam nadzieję, że w eliminacjach będziemy mieli wiele powodów do dumy z gry naszej reprezentacji, a w lecie 2006 rzesze Polaków nie będą wyjeżdżać do Niemiec za chlebem i euro, lecz na mecze z udziałem biało-czerwonych na niemieckich Mistrzostwach Świata. A może nawet powtórzy się sytuacja z czasów Górskiego? Wtedy też w eliminacjach potykaliśmy się z Anglią, a mistrzostwa odbywały się za naszą zachodnią granicą. A jaki był ich finał, każdy wie. Kamil Godlewski |