Powiat
Uwaga - oszuści''Medyczny'' biznesKrapkowicka policja prowadzi czynności związane z oszustwami dokonywanymi na terenie naszego powiatu przez dwóch ''przedsiębiorczych'' sprzedawców materacy zdrowotnych z Raciborza. W sumie - na swój wyrób ''naciągnęli'' oni ponad 80 osób. Ich ofiary to przede wszystkim starsi, schorowani ludzie, tacy, dla których kwestia własnego zdrowia jest sprawą bardzo istotną.Scenariusz, w ramach którego działali oszuści był prosty i niestety - skuteczny. Dwóch, około 30 letnich panów z Raciborza rejestruje firmę, która jest w zasadzie tylko przykrywką. Jak się potem okazuje, nie przynosi żadnego dochodu, potwierdzając jedynie fakt prowadzenia działalności gospodarczej. Chałupniczym sposobem panowie produkują materace. Od tych ''normalnych'' odróżnia je jedynie zamontowana wewnątrz bateryjka, dzięki której materac jest wprowadzany w lekkie drgania. Co istotne, koszt wyprodukowania jednego egzemplarza oscyluje w granicach 10 zł.
Kolejny krok, to odpowiedni marketing, spora doza komunikatywności i umiejętność przekonywania. Młodzi ludzie typują rejon, w jakim mają zamiar działać. W styczniu, lutym i marcu pojawiają się na terenie naszego powiatu. Interesują ich ludzie starsi i schorowani, najlepiej - mieszkańcy wiosek. Pukając od drzwi do drzwi, oferują do sprzedaży materace zdrowotne, które - jak tłumaczą - działają na wszelkie możliwe schorzenia. Spektrum działania jest tak szerokie, że - jak przekonują oszuści, dzięki rewelacyjnym materacom można wyleczyć nawet... zawał serca. Istotną kwestią jest oczywiście cena. Jak na ''rasowych przedstawicieli'' przystało, kilkakrotnie podkreślają promocyjny charakter oferty. Poważna nazwa firmy (Instytut Badań Regionalnych - Małopolska Śląsk) oraz plakietki identyfikacyjne także robią swoje. - W sklepie takie materace kosztują 800 zł. A państwo mogą je mieć za jedyne 299 zł - słyszą ewentualni nabywcy. Dla podkreślenia wiarygodności, dwaj mężczyźni przedstawiają się - najczęściej - jako przedstawiciele służby zdrowia. Ale w tym względzie pomysłów mają więcej. Niektórzy poszkodowani usłyszą więc, że są przedstawicielami ubezpieczeń, inni będą przekonani, że rozmawiają z lekarzami. Dalszy ciąg też wygląda profesjonalnie. Ci, którzy zgodzili się nabyć materac, podpisują ze ''sprzedawcami'' wstępną umowę - zamówienie. Po jakimś czasie zostają szczęśliwymi nabywcami medycznego cudu, który w wielu przypadkach, nie mając żadnego zastosowania, ląduje w szafie. Umowa określa też sankcje wobec tych, którzy pomimo podpisanego wcześniej zamówienia nie zdecydują się jednak ostatecznie na zakup materaca. W razie wycofania się z transakcji będą ''zmuszeni'' do zapłacenia - na rzecz obrotnych sprzedawców - 150 zł kary. Nie wszyscy są jednak świadomi tego, co podpisują. Ankiety na temat zdrowia, które usłużnie podsuwają do wypełnienia i podpisu swoim ewewntualnym klientom dwaj panowie, okazują się bowiem umowami, o czym ''naciągnięci'' klienci dowiadują się, niestety, za późno.
Na gładkie słówka i profesjonalnie przedstawioną ofertę daje się nabrać ponad 80 mieszkańców naszego powiatu. Z tego około 30 osób rezygnuje z zakupu rewelacyjnego materaca. O ile pierwsze rozmowy z nabywcami przepełnione są iście marketingową słodyczą, zapewnieniami o skuteczności towaru, o tyle rozmowy z tymi, którzy się wycofali mają zgoła inny, znacznie mniej przyjemny chrakter. Starszych ludzi straszy się sądem przypominając o podpisanej w umowie klauzuli. Nic więc dziwnego, że niektóre z pokrzywdzonych osób wycofując się z umowy, płacą stosowną ''karę''. Wychodzą z założenia, że pozbędą się natrętów i - jakby nie było, zaoszczędzą przynajmniej 149 zł. Nie ma oczywiście mowy o żadnym potwierdzeniu wpłaty.
Jak informuje funkcjonariusz krapkowickiej policji prowadzący śledztwo w tej sprawie - z ekspertyz i informacji uzyskanych z Krajowego Rejestru Medycznego oraz od Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego w Opolu wynika, że tego rodzaju towarów nie można sprzedawać, nie mając stosownego zezwolenia. ''Wyrób medyczny'' oferowany przez raciborzan nie jest zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Medycznym, a to oznacza, że sprzedając go w takim charakterze, dwaj panowie naruszyli Ustawę o Wyrobach Medycznych. To tak, jakbym chciał sprzedawać lekarstwa na targu - wyjaśnia obrazowo policjant.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że działalność, jaką dwaj panowie prowadzili na terenie naszego powiatu, nie jest niczym nowym. Wręcz przeciwnie, organa ścigana już wcześniej interesowały się ich działanością. Jest to bowiem powtórka tego, co dwa lata wcześniej działo się na terenie Raciborza. Niedawno, nieprawomocnym jeszcze wyrokiem, jeden z mężczyzn, który wziął na siebie całą odpowiedzialność, za ten sam proceder został skazany przez Sąd Rejonowy w Raciborzu. Drugiemu sprawę umorzono, wychodząc z założenia, że był jedynie pracownikiem, a nie - właścicielem firmy. Nieprawomocny jeszcze wyrok został przez obrońcę zaskarżony do sądu wyższej instancji. Jednak dla obu panów fakt, że jeszcze nie zakończyła się jedna sprawa, nie jest dostatecznym powodem do zaniechania ''medycznej'' działalności. Jak się okazało - wystarczyło jedynie zmienić teren działania. - Obaj panowie nie są aresztowani i - biorąc pod uwagę ich wcześniejsze zachowania - trudno określić czy tak, jak poprzednio nie zmienią po prostu terenu swojego działania - komentuje prowadzący sprawę. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że przedsiębiorczy sprzedawcy nie widzą w swojej działalności nic niewłaściwego. Do końca sierpnia krapkowicka policja zamierza przesłuchać wszystkie poszkodowane osoby. Zwraca się również z apelem - do tych osób, które również zostały pokrzywdzone przez oszustów - o kontakt telefoniczny z Krapkowicką Komendą Policji pod numerem 407 97 23. Obu panom został postawiony zarzut z art. 286 § 1 Kodeksu Karnego, dotyczący oszustw oraz z art. 35 Ustawy o Wyrobach Medycznych - za brak stosownych zezwoleń przy zbywaniu artykułów określanych jako artykuły medyczne. Za popełnione przestepstwa ''przedsiębiorczym'' sprzedawcom grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Dobrą wiadomością jest natomiast to, że istnieją szanse na odzyskanie pieniędzy poszkodowanych osób, chociaż - jak przyznają prowadzacy śledztwo - jest ona niewielka. Jest nią ewentualna licytacja zabezpieczonego w tej sprawie samochodu jednego z raciborzan.
Lidia Kulik |