Mroczne tajemniceCzy można spotkać żywe prehistoryczne zwierzęta?Coraz częściej można zakładać, z dużym prawdopodobieństwem, że w odludnych zakątkach afrykańskich tropików żyją nieodkryte - jak dotąd - zwierzęta, wywodzące się od prehistorycznych dinozaurów. Największą sensacją byłoby z pewnością odkrycie żywego dinozaura. Uwaga badaczy kieruje się obecnie ku tajemniczemu stworzeniu, które zamieszkuje podobno olbrzymie bagna Likouala w Kongo. Pigmeje i osadnicy z Zachodu nadali mu nazwę mokele-mbembe.
Naoczni świadkowie opisują je jako olbrzymie zwierzę wodne, czerwono-brązowej maści, o długości około 9 metrów, potężnym i silnym ciele słonia, krótkich grubych nogach, długim ogonie, wysmukłej długiej szyi i niewielkiej głowie. Stworzenie zostawia charakterystyczne trójpalczaste ślady. Na podstawie opisów można wnioskować, że przypomina ono dinozaura zauropoda, podobnego do słynnego apatozaura (zwanego dawniej brontozaurem) i diplodoka. Kiedy naukowcy pokazywali wizerunki dinozaurów tubylcom, którzy nie mieli pojęcia o paleontologii, ale widywali tajemnicze zwierzę na bagnach, bez wahania i sugestii wskazywali oni zauropody jako istoty najbardziej podobne do mokele-mbembe. Hipotezę, która głosi, że mokele-mbembe jest zauropodem, gorąco popiera badacz prehistorycznych gadów, słynny biolog Roy P. Mackal, obecnie emerytowany profesor Chicago University. W latach osiemdziesiątych stanął on na czele dwóch wypraw do Likouala, zorganizowanych w celu poszukiwania niezwykłego zwierzęcia. Poszukiwały go także dwie ekspedycje brytyjskie - 'Operacja Kongo' (1986) oraz 'Operacja Kongo 2' (1992), pod wodzą badacza i podróżnika Billa Gibbonsa. Dotychczas nie udało się jednak znaleźć żadnych przekonujących dowodów na istnienie zwierzęcia, ale nie należy się temu dziwić, ponieważ środowisko, w którym żyje jest tak nieprzyjazne człowiekowi, że unikają go nawet tubylcy. Na ślad mokele-mbembe mogą natrafić tylko najbardziej wytrwali badacze, wyjątkowo odporni na trudy podróży. Wielkim sukcesem byłoby już samo odnalezienie szkieletów wielkiego gada, pochodzących z niedawnych lub obecnych czasów. Doniesieniom świadków przydają wiarygodności informacje o spotkaniach z podobnymi istotami (zwanymi badigui, amali i n`yamala), napływające z innych tropikalnych krajów Afryki, między innymi z Republiki Środkowoafrykańskiej i z Gabonu.
Szczególnie fascynująca jest teoria o podobieństwie mokele-mbembe do słynnego smoka z Bramy Isztar w starożytnym Babilonie. Niektóre, z pokrytych szkliwem cegieł, z których wniesiona jest brama mogły nawet pochodzić z Afryki Środkowej, gdzie krążą opowieści o długoszyich potworach wodnych. Na bagnach Likouala żyje podobno jeszcze inny krewny dinozaurów, emela-ntouka ('zabójca słoni'), zwierzę wodne o wielkim białym kle na nosie. W przeszłości podejrzewano, że jest to odmiana nosorożca o ziemno-wodnym trybie życia, ale obecne doniesienia nie potwierdzają tych przypuszczeń. Biorąc pod uwagę jego róg (różni się on zdecydowanie od rogu nosorożca, który jest tworem ze zbitej szczeciny), masywny ogon (inny niż u nosorożca) i zdolność do zabijania słoni, które wkroczą na bagniste terytorium emela-ntouki, Mackal sugeruje ostrożnie, że może on okazać się odmianą prehistorycznego ceratopsa - rogatym dinozaurem spokrewnionym ze słynnym triceratopsem. W Kenii wielki postrach budzi okrutny niedźwiedź Nandi. Kilku zoologów wysnuło teorię, że tajemnicze zwierzę jest potomkiem wymarłej bestii zwanej Chalicoterium. Był to daleki przodek konia; stworzenie o spadzistym tułowiu i rozszczepionych, szponiastych kopytach, którymi wygrzebywało korzenie roślin. Uważa się, że przedstawiciele tego gatunku wyginęli w epoce plejstocenu (zakończonej 10 000 lat temu). Opis niedźwiedzia Nandi jednak odpowiada ściśle rekonstrukcji Chalicoterium. Można przypuszczać, że rozjuszone zwierzę byłoby zdolne do zaatakowania człowieka i rozszarpania go na strzępy. Jako zwierzę roślinożerne, Chalicoterium nie zjadałoby swoich ofiar. Tubylcy opowiadają natomiast, że niedźwiedź Nandi pożywiał się mięsem. Na tej podstawie można pokusić się o jeszcze inne, całkiem zadowalające rozwiązanie zagadki. W okresie plejstocenu, na terenie Afryki, żyła wielka jak lew hiena o krótkim pysku (Hyaena brevirostris). W odróżnieniu od dzisiejszych przedstawicieli gatunku, była aktywnym myśliwym. W istocie, wielu naocznych obserwatorów niedźwiedzia Nandi porównywało go do olbrzymiej hieny o krótkim pysku podobnym do niedźwiedzia (stąd nazwa zwierzęcia). Jeśli potomkowie prehistorycznej hieny rzeczywiście przetrwali w sercu wschodnioafrykańskiej dżungli, wszystkie inne teorie wyjaśniające tożsamość niedźwiedzia Nandi wydają się zbędne. Żywą skamieliną może być także tygrys górski z północnego Czadu i Afryki Zachodniej. Według członków plemienia Zagaoua z Ennedi, nieznane zwierzę jest wielkie jak lew, ma czerwoną pasiastą sierść, nie ma ogona i wyposażone jest w parę olbrzymich górnych kłów, wyraźnie wystających z pyska. Kiedy pokazano rysunki różnych, żyjących i wymarłych, zwierząt staremu myśliwemu z plemienia Zagaoua, bez namysłu wskazał Machairodusa, afrykańskiego tygrysa szablozębego, który wymarł milion lat temu. Czyżby lwy górskie były w rzeczywistości tygrysami szablozębymi, żyjącymi do dziś z dala od skupisk ludzkich? Może pewnego dnia ktoś dokona sensacyjnego odkrycia?
Oprac. Paw |