Otmęt
Oddział dziecięcyDużo planów mało pieniędzyOddział dziecięcy krapkowickiego szpitala został przeniesiony ze starego budynku przy ul. Kozielskiej na trzecie piętro budynku szpitala w Otmęcie. Jak się okazuje - po kilku miesiącach funkcjonowania - są tego dobre i - zarazem - złe strony.
Oddział dziecięcy funkcjonuje w nowym miejscu od kwietnia. Jest na nim 30 miejsc, przeznaczonych dla dzieci i młodzieży do 18 roku życia. Opiekę medyczną nad młodymi pacjentami sprawuje tam czworo lekarzy - Stefania Rayad, Barbara Byrska, Grażyna Mrugała-Marcyniuk i ordynator - Marian Świstuń. Wszyscy oni mają specjalizację II stopnia, a ich ilość - jak zapewnia Świstuń - jest wystarczająca. Do pełnienia dyżurów zatrudnionych jest kolejnych 4 lekarzy. Poza tym, nad dziećmi czuwa, oczywiście, grono pielęgniarek. - Warunki na oddziale są dobre, ale żeby były bardzo dobre, trzeba by włożyć jeszcze dużo pracy i finansów - mówi ordynator. Jak sie okazuje - oddział ma olbrzymie potrzeby. Trzeba - przede wszystkim - wyposażyć nowo zajmowane pomieszczenia, m.in. gabinety czy świetlicę. Meble i inne niezbędne sprzęty, które przez wiele lat używane były w budynku na ul. Kozielskiej po prostu się rozpadły. - Część tych mebli, które były na Kozielskiej i przetrwały jest używana także tutaj. Część mebli jest nowych, oczywiście wszystkie zakupione są 'na kredyt'. Na początku, kiedy się tu przenieśliśmy, wszystko leżało na podłodze - mówi Świstuń. Obecnie na oddziale działa nowy, spełniający wszystkie warunki, gabinet zabiegowy. - Jest nowoczesny i duży, bo duży musi być, ale dzieci i tak się go boją, jak wszystkich pustych, obszernych pomieszczeń - mówi jedna z pielęgniarek. Bardziej przytulne są sale. Na przykład te dla niemowlaków ozdobione są rysunkami, w większości z nich są także łóżka, przygotowane dla mam, które dyżurują przy maleństwach. Dla starszych dzieci jest świetlica. Niestety, jeszcze bardzo skromnie wyposażona. - Jest tu lepiej, niż na Kozielskiej, bo jest specjalne pomieszczenie do zajęć świetlicowych. Dzieci nie muszą się bawić na korytarzu, jak to było w starym budynku. Chcielibyśmy ją lepiej wyposażyć... Może znajdzie się jakiś sponsor, który nam pomoże? - zastanawia się pielęgniarka. Całkowicie wyposażone są kuchnie (jedna - mleczna, w której przygotowuje się posiłki dla maluszków, druga - z której wydaje się posiłki dzieciom starszym), ale to wyposażenie zostało po poprzednim oddziale, który tam się mieścił. Wkrótce powstanie sekretariat z prawdziwego zdarzenia. Marzeniem ordynatora jest stworzenie pokoju rodzinnego o podwyższonym standardzie, to znaczy takiego, w którym - razem z chorym dzieckiem - mogliby przebywać oboje rodzice. W takim pokoju byłby telefon, radio, telewizor, miejsce, w którym można by było przygotować posiłek... Czyli wszystko to, co jest niezbędne dla funkcjonowania rodziny. Pomieszczenie na taki pokój jest, niestety, póki co, nie ma funduszy. Obecnie, jeden z rodziców może być przy dziecku przez 24 godziny. Są do tego specjalnie przygotowane pomieszczenia. I choć już od 1974 w krapkowickim szpitalu - teoretycznie - rodzice mogli dyżurować przy dziecku, to w budynku na Kozielskiej były ku temu bardzo trudne warunki, po prostu - było za mało miejsca. Za to, że rodzic może przebywać ze swoją pociechą, musi zapłacić 25 złotych. Koszty te dotyczą całego pobytu dziecka w szpitalu, a zwolnione z nich są jedynie matki karmiące. - Zdarza się jednak, że rodzice nie mają pieniędzy na to, żeby zapłacić za pobyt, a bardzo chcą być przy maluchu. Wtedy nie możemy im tego zabronić i nie płacą. Ale i tak, przez ostatnie miesiące, dzięki tym opłatom udało nam się zebrać prawie 500 zł. ZOZ nie może dofinansować nam wszystkiego, więc dzięki rodzicom mamy pieniądze na drobne, ale niezbędne wydatki - mówi Świstuń. Na oddziale dziecięcym liczy sie każdy grosz. Już dawno powołano do życia specjalną fundację, która ma mu pomagać w pozyskiwaniu środków pieniężnych. Najwięcej pacjentów przebywa na oddziale wiosną, jesienią i zimą, wówczas średnie obłożenie wynosi 50%. Latem, w okresie wakacyjnym, obłożenie jest bardzo niskie, waha się od 15% do 25%. Chociaż jeszcze trzy tygodnie temu w szpitalu przebywało około 20 młodych pacjentów. Jeżeli chodzi o rozliczenia punktowe, to miesięcznie oddział musi mieć ich 5,5 tys. - W lutym mieliśmy 10 tys. punktów, ale teraz, gdy nie ma pacjentów, wszystko się wyrówna, tak, by w rozliczeniu ogólnym wszystko się zgadzało - mówi ordynator. Poza tym, ocena schorzeń jest - naszym zdaniem - bardzo zaniżona. Na przykład tak poważna choroba, jak zapalenie tchawicy, która stanowi zagrożenie życia, oceniana jest na 20 puktów, podczas gdy zapalenie górnych dróg oddechowych to 80 puktów, a diagnostyka ogólna i obserwacja - 40 - dodaje. Oddział dziecięcy ma charakter oddziału wewnętrznego, diagnostyczno-zachowawczego. Jeśli zachodzi potrzeba zoperowania dziecka, trzeba je przewieźć na oddział chirurgiczny do Krapkowic albo Opola. W nowym budynku znajdują się najpotrzebniejsze urządzenia medyczne. Między innymi - nowy, dobry aparat do USG, 3 pompy infuzyjne, 3 ssaki,3 kardiomonitory otrzymane dzięki WOŚP. Ale brakuje np. nowego aparatu do wykonywania USG. - Złożyliśmy zamowienie do dyrekcji na nowoczesny i niezbędny sprzęt medyczny. Mamy także możliwość otrzymania takiego sprzętu z zagranicy. Po przeniesieniu oddziału dziecięcego skomplikowała się sprawa oddziału ginekologiczno - położniczego. Przede wszystkim sprawa noworodków. Okazuje się, że od godziny 15.00 do 7.30 w całym szpitalu nie ma dyżurującego pediatry! To znaczy, lekarz dyżurny jest, ale tylko 'pod telefonem'. - Te dyżury powierzamy doktorom: Byrskiej, Rayad, Pokrzywnickiej i mnie, a to dlatego, że mieszkamy najbliżej. W razie - nawet najmniejszej - potrzeby dotarcie do szpitala zajmuje nam kilka minut - zapewnia Świstuń. Podobno 'na noworodkach' nie ma potrzeby ciągłego dyżuru w szpitalu. Ordynator, zapytany, co lepszego jest w nowym budynku mówi: - Jest więcej pomieszczeń i przestrzeni, dzięki czemu rodzice mogą być tu z dziecmi. Oddział ma działać sprawnie i spełniać swoje obowiązki - to jest zadanie personelu medycznego. Resztą musi się zająć dyrekcja - kończy swoją wypowiedź. Do tej pory nie wiadomo, co stanie się z budynkiem na ul. Kozielskiej, który w chwili obecnej jest własnością starostwa.
Honorata Podżorska
Lidia Kulik |