KRAPKOWICE.net
piątek, 9 stycznia 2009    Adriana, Alicji, Teresy    / °Cpogoda07:48 wschód/zachód słońca16:05
TYGODNIK KURIER
KURIER TV
TANIE ROZMOWY
INFORMATOR
OGŁOSZENIA
EXTRA
AKTUALNOŚCI
PRACA
KAMERY
ROZRYWKA
FORUM
 CZAT
GSM
INFO
 
startuj z portalem dodaj do ulubionych|    Wirtualne KRAPKOWICE   ||   Street of Race - forum dla automaniaków    | wydrukuj stronę

R       E       K       L       A       M       A

KRAPKOWICE.net » Kurier » Nr 63 (24.08.2004)
KURIER: AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...


JEDYNKA / E-KURIER

 « 63 (63)  » 


 » ZOBACZ NUMER

 » PDF JEDYNKA

PDF CAŁA GAZETA

Dostęp do artykułów
w Portalu i cała gazeta
w PDF-ie za 1 SMS-a!

Od teraz jeszcze taniej przy płatności on-line!

Płatność kartą lub przelewem
(także z zagranicy)

PODATEK
EXTRA
Street Of Race 3
Festyn Koksowników 2006
Dni Krapkowic 2006
15 lat Klubu Tańca Siera
Malwina Ratajczak - Miss Polonia
KALENDARIUM
LISTA WYSYŁKOWA
Jeżeli chcesz otrzymywać najnowsze informacje z Ziemi Krapkowickiej i Portalu prosto do Twojej skrzynki pocztowej wpisz poniżej swój adres e-mail



KURIER TOP 5
Najczęściej czytane
Tematy Kuriera


Krapkowiczanka najpiękniejszą Polką!
Do woja marsz!
Dam pracę, szukam pracy
Tragedia na żwirowni
Skandal z Miss Polonia

Najlepiej oceniane
artykuły z Kuriera
przez Internautów


Utrudniona przeprawa
Unia dofinansuje
Dobra zmierza ku lepszemu
Na nerwicę najlepsza impreza
Biznesmeni walczą ze stresem

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron


Nasi czytelnicy podróżują po świecie

Wyprawa do Miami, część 1

Podróż do Stanów Zjednoczonych na ogół odbywa się jednym środkiem lokomocji - samolotem. Szybko i bezpiecznie. Nie piszę 'tanio', chociaż i tak taniej, niż podróż transatlantykiem. Przynajmniej nie będzie choroby morskiej, choć pojęcie choroby lokomocyjnej zyska nowy wymiar. To, co jeszcze 80 lat temu było nie do pomyślenia, dziś jest codziennością. Ze starego na nowy kontynent dziennie odlatują dziesiątki samolotów, wśród nich i nasz, relacji Katowice - Frankfurt - Miami.


Podróż rozpoczęła się przelotem z Katowic do Frankfurtu. Port lotniczy Katowice - Pyrzowice to lotnisko z kilkoma niewielkimi samolotami pasażerskimi na pasie, w większości Lot-u i tanich linii lotniczych Air - Polonii. Duży parking i budynek odpraw budzą zaufanie i refleksję, że może za kilka lat tak będzie wyglądało lotnisko w Kamieniu Śląskim, co bardzo by ułatwiło podróżowanie i kwestię dojazdu - do Kamienia bliżej niż do jakichś tam Pyrzowic. Jeśli o dojazd chodzi, nie znajdziemy tu autostrady czy - chociażby - szosy, ale wiejską asfaltowo - dziurawą drogę. Chciałoby się napisać „jaka droga, takie lotnisko”, mamy nadzieję że do Kamienia Śl. dojazd będzie lepszy.
Odprawa podróżnych rozpoczyna się na dwie godziny przed odlotem, a kończy - na pół godziny przed startem. Samoloty ponoć się nie spóźniają i nie do pomyślenia jest oczekiwanie na spóźnialskiego. Może i załoga by czekała, ale te wściekłe spojrzenia współpasażerów...Każdy turysta przed przelotem musi nadać swój bagaż, tj. poddać go wstępnej odprawie, polegającej na zważeniu i doklejeniu nalepki identyfikacyjnej. Tak nadane walizy powędrują do portu docelowego, nie trzeba się o nie martwić w momentach przesiadek. Czasem się zdarza, że walizka ginie, czy też podróżuje nie przez ten ocean, przez który powinna... Na pokład samolotu można wziąć bagaż podręczny, np. torebkę, aparat fotograficzny czy kurtkę. Po nadaniu bagażu następuje zapokładowanie. Ten, kto nabył bilet bez miejscówki, w tym momencie musi ustalić miejsce, jaki zajmie w samolocie. Stojąc w kolejce - wraz z współtowarzyszami podróży, mamy nadzieję, że uda nam się przekonać miłą panią z obsługi do usadzenia nas przy oknie. Mimo wszelkich sposobów nacisku (uśmiech, 'ładne oczy', opowieść o przelocie pierwszy raz w życiu, itd.), wolnych miejsc przy oknie już brak.
Po sprawdzeniu biletu przeciskamy się przez labirynt barierek pograniczników i bramkę prześwietlającą, czy nie wnosimy jakichś metalowych ostrych rzeczy. Wszelkiego rodzaju klucze, telefony, paski, i tym podobne, należy ściągnąć i włożyć do koszyka, który wraz z zawartością również zostanie prześwietlony. Czasem się zdarza, że - mimo pozostawienia wszelkich drobiazgów - bramka i tak zasygnalizuje przenoszenie metalowych przedmiotów. Dlaczego? Nie ze względu na plomby w zębach czy metalowe kończyny, ale metalowe usztywnienia w butach (np. Dockersy czy inne, podobne). Prześwietleni, zmierzamy korytarzykiem do poczekalni, która jednocześnie jest już strefą bezcłową. Stąd nie ma odwrotu. To miejsce trans - graniczne, politycznie niczyje. Informacja dla palaczy: tu (Pyrzowice), ani w samolocie, nie wolno palić. Takiej informacji zabrakło na lotnisku, więc - jeśli kogoś czeka długa podróż - bez gum Nicorette się nie obędzie. Żeby umilić sobie czas oczekiwania na samolot, można odwiedzić sklep bezcłowy, w którym w większości handluje się alkoholami, słodyczami i kosmetykami. Ceny niezłe, więc trzeba coś kupić, bo się opłaca. Jak się okazało, tylko dla tych, którzy odlatują poza kontynent europejski. Wybierając się do USA z międzylądowaniem we Frankfurcie i - chąc coś kupić w tym sklepie, spotka nas rozczarowanie. Kasjerka odmówi sprzedaży towaru. Najpierw zażąda okazania biletu, a później stwierdzi: „Pan nie leci poza Europę, bo ląduje we Frankfurcie”. I nie pomogą tu tłumaczenia, że mam bilet do Miami czy Chicago, a przecież z Katowic nie ma lotów bezpośrednich do Ameryki... Niewzruszona kasjerka - bileterka każe odłożyć towary na półki. Dziwne zarządzenia, ale to przecież polska rzeczywistość, do której jesteśmy przyzwyczajeni.

W poczekalni nerwowo zerkamy na sufit, z którego kiedyś musiało odpaść kilka płyt, a kilka kolejnych wisiało niebezpiecznie nad głowami. By uspokoić nerwy i zaspokoić ciekawość, odwiedzamy kaplicę, będącą obowiązkowym wyposażeniem portów lotniczych. Kaplica jest niewielkim przytulnym pomieszczeniem, sprawiającym wrażenie, że wystroju dokonał scenarzysta 'Matrixa'. Można śmiało powiedzieć, że jest najlepiej zorganizowanym miejscem na całym lotnisku.Zbliża się czas odlotu. Jakieś 20 metrów od budynku widzimy już nasz samolot. By do niego wsiąść, trzeba wpierw wsiąść do autobusu, który podwozi nas te 20 metrów pod schodki. Śmieszne, więcej ceregieli z wsiadaniem, tłoczeniem się wewnątrz i wysiadką, niż gdybyśmy się sami przespacerowali.
Przy wejściu na pokład wita nas uśmiechnięta stewardessa w żółtej apaszce (samolot niemieckiej Lufthansy) i kieruje na miejsce. Wnętrze samolotu sprawia wrażenie starego autobusu relacji międzynarodowej ze skórzanymi fotelami. Ktoś, kto nie leciał nigdy samolotem, a wyobrażał sobie radziecką maszynę Aerofłotu, nie będzie zawiedziony. Silniki cichutko pracują, a stewardessa - językiem migowym - pokazuje, jak zapina się pasy i jak korzysta się z aparatów tlenowych (na wypadek awarii). Te ostatnie pouczenia powodują smutną refleksję: „A co będzie jeśli...”. Zdrowy rozsądek podpowiada coś przeciwnego: statystycznie - wypadki lotnicze zdarzają się najrzadziej.
Samolot kołuje na początek pasa startowego i zatrzymuje się. Silniki wkręcają się na maksymalne obroty, czemu towarzyszy prawdziwy huk, a my - wystrzeleni jak z procy, z wielkim przyspieszeniem rozpędzamy się, by chwilę później poczuć, jak unosimy się w powietrze – uczucie podobne do przejażdżki szybko unoszącą się windą. Ludzie siedzący przy oknach, ku naszej - coraz większej - irytacji, zasypiają. Nie wiedzieć czemu, zupełnie nie są zainteresowani oglądaniem. Może w ten sposób chcą powiedzieć: „Ej, dla nas to żadna nowość, w zasadzie to już nas nudzi i idziemy spać”. Wydaje się jednak, że ich sen to przejaw lęku wysokości, strachu albo nadmiaru wrażeń. Po co wybrali te miejsca, blokując je osobom bardziej zainteresowanym? Przy kupnie biletu (oczywiście z - co najmniej - miesięcznym wyprzedzeniem) warto zarezerwować sobie miejsca, nie będzie wtedy problemu z wyborem siedzenia przy oknie czy przejściu. Nawiasem mówiąc, siedzenie przy przejściu ma swoją zaletę, można częściej zaczepiać stewardessę, prosząc o drinka, czy wyprostować nogi.
Przelot z Katowic do Frankfurtu trwa około półtorej godziny. W tym czasie stewardessa podaje kanapki i coś do picia, a pilot co jakiś czas informuje gdzie jesteśmy. Przy bezchmurnym niebie szczęśliwcy, siedzący przy oknie, mogą obserwować teren, tj. okolice Raciborza, północne Czechy, Bawarię czy Hesję.
Pilot poinformował, że nasz samolot ma spóźnienie... Przeraziliśmy się, bo na przesiadkę pozostanie nam 10 minut, a lotniska we Frankfurcie nie znamy. Spóźnienie na ten lot oznaczałoby koniec marzeń o Ameryce, albo - przynajmniej - spore komplikacje na początku.
Samolot wylądował, wysiadamy i prawie biegiem zdążamy w kierunku wskazanego na bilecie terminalu, szukając przy okazji tablicy z numerem naszego lotu i magicznym słowem Miami. Frankfurt jest potężnym lotniskiem, a przejście z jednego terminalu do drugiego zajmuje co najmniej 10 minut. Pokonujemy szereg korytarzyków z barierek, kontrolę podobną do tej w Katowicach (dodatkowo z „obmacywaniem” rodem z policyjnych seriali). Na końcu tego labiryntu czeka już ktoś wołając: „Miami!”. Biegniemy do gościa i już razem, w grupce, wskakujemy na pokład. Raz jeszcze miła stewardessa w żółtej apaszce nas wita i usadza we wskazanym na bilecie miejscu.
Tym razem lecimy Boeningiem 747-400 Jumbo-jet (zwany pieszczotliwie odrzutowym słoniątkiem), największym samolotem pasażerskim na świecie. Potężna maszyna (a przy terminalach stoi takich kilkanaście), która wbrew prawom grawitacji za chwilę uniesie nas w przestworza, zabiera na swoje dwa pokłady do 400 pasażerów w trzech klasach: ekonomicznej, biznesowej i pierwszej.Tym razem mamy siedzenie przy oknie. Fotele wielkie, wygodne. Dużo przestrzeni na nogi. Półeczka, kieszoneczka, przyciski do przywołania stewardessy, do zmiany kanału radiowego, włączenia światła, nawiewu... Ameryka!Obsługa rozdaje słuchawki, z pomocą których - po podłączeniu - można słuchać jednego z dwudziestu programów radiowych, muzyki lub - w dwóch językach tego, co nadawane jest w - podwieszanych pod sufitem - telewizorach. W programie animowany filmik, pokazujący jak się zachować w sytuacjach awaryjnych, jak zapinać pasy i jak się gimnastykować w pozycji siedząco - leżącej. Może to śmieszne, ale przy locie trwającym ponad 8 godzin trzeba, co jakiś czas, gimnastykować nogi (w miarę możliwości oczywiście), żeby nie doszło do skrzepów, które w takich sytuacjach są realnym zagrożeniem.„Boarding complette” usłyszeliśmy w głośnikach. Padła komenda „zapiąć pasy” i samolot rozpoczął kołowanie na pas startowy. Procedura trwała o wiele dłużej niż w Pyrzowicach, bo i wioska większa i samolotów więcej... Na pasie uwijają się różnego rodzaju pojazdy, wózeczki z walizkami na przyczepkach, kontrolerzy, holowniki i cała flota dziwnych pojazdów, z których każdy się spieszy. Każdy z nich ma na pasie narysowaną linię, wzdłuż której się porusza. Nasz samolot zatrzymał się na początku pasu i - podobnie do startu w Pyrzowicach, włączył silniki na pełny ciąg. Maszyna wyrwała do przodu, by po chwili leciutko wystartować. W okienkach migały oddalające się zabudowania lotniska i imponujące wieżowce. Frankfurt jest jedynym miastem europejskim z tak dużymi budynkami.
Dla odważnych pozostaje zerkanie na skrzydło. Podczas startu ten metalowy płat drga i wykrzywia się, jakby ktoś się na jego koniuszku zaczepił. Samolot ciągle się wznosi i co jakiś czas zakręca, co rozpoznajemy po „ruchomej” linii horyzontu i dziwnym uczuciu „w dołku”. Błędnik pracuje na zwiększonych obrotach, ale ku naszemu zdziwieniu, nikt z pasażerów nie korzysta z woreczków, będących na wyposażeniu każdego z foteli.
Pod nami niewyraźne kontury miasta, rzeka Men, a nad nami - pas chmur. Przelatujemy na początku przez małe, bajkowe chmurki, by po chwili przebić się przez gęstą warstwę chmur wyglądających jak koc, uszyty z waty cukrowej. Po przekroczeniu tej warstwy, naszym oczom ukazuje się piękna, biała połać, wyścielona „watą” i niebieska przestrzeń wokół. Widok zapierający dech w piersiach! Wolność i przestrzeń, to, co czują ptaki, co jest marzeniem każdego małego pilota i chlebem powszednim pilota - zawodowca. Aparat fotograficzny idzie w ruch. Do czasu, kiedy w okienku zaczyna pojawiać się szron. To już Grenlandia. Na zewnątrz 50 stopni mrozu, wysokość 10 tysięcy metrów, prędkość ponad 1000 km na godzinę. Silniki i powietrze opływające kadłub szumią, robi się sennie.Obsługa samolotu ma możliwość regulacji parametrów powietrza w kabinie. Przy obniżeniu ciśnienia i zwiększeniu temperatury całe towarzystwo zasypia i jest spokój. Praktyczne rozwiązanie, bo stewardessom też należy się chwila wytchnienia. Tylko chwila, bo po kilkudziesięciu minutach - pora na przekąskę. Stewardessa chodzi od fotela do fotela i proponuje kurczaka albo makaron, kawę czy herbatę, drinka czy soczek. I tak bez końca, a dla niektórych i bez umiaru: piwo, czysta, drinki – all inclusive, wszystko wliczone. Obserwując współpasażerów, można odnieść wrażenie, że niektórzy wyjdą z samolotu chwiejnym krokiem.Podróż - wbrew pozorom - się nie dłuży. Przez cały czas, na monitorze jest pokazana trasa przelotu z zaznaczoną aktualną pozycją. Toalety wygodne i czyste.
Padła komenda zapięcia pasów, będą turbulencje. Przez okienko widać coraz ciemniejsze chmury. Samolot zmienia kurs, a skrzydła wpadają w drgania. Zaczyna trząść. Ludzie nerwowo zerkają na siebie. Stewardessa znikła z korytarzyka. Siedzi przypięta w swój fotel. Troszkę potrzęsło, a my, chwała Bogu, nadal w powietrzu.
Niedługo lądowanie. Bezkres Atlantyku ustępuje widokowi linii wschodniego wybrzeża Stanów i mnóstwa różnych wysepek. To Bahamy, a zaraz obok - Floryda. Naszym oczom rysują się kontury jakiegoś miasta, Ft. Lauderdale czy Miami... Samolot traci prędkość, zmienia kurs i wysokość. Piękne, białe cumulusy wiszą w powietrzu na wyciągnięcie ręki. Po chwili widać wieżowce, dużo wieżowców, o wiele więcej niż we Frankfurcie. Widać plażę, jachty w przystaniach, palmy i kilkupasmową autostradę, a na niej jakieś dziwne, wielkie nieproporcjonalne pudełkowate samochody, zupełnie nie podobne rozmiarami do naszych, europejskich.Lądujemy. Zatrzęsło, maszyna siadła na pasie, ze skrzydeł wysunęły się klapy hamujące. Za oknem mnóstwo samolotów, terminali, pojazdów. Do samolotu podpięto „rękaw” – zabudowane przejście do terminala, w którym nastąpi kontrola graniczna. Bierzemy podręczne pakunki i - żegnani przez miłą, uśmiechniętą obsługę - idziemy w kierunku wyjścia. Robi się coraz bardziej gorąco, na oko około 25-30 stopni, choć jesteśmy w klimatyzowanym terminalu. Jeden z najważniejszych punktów całego przelotu dopiero przed nami: rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym. To bardzo kontrowersyjne i może niebawem zostanie rozwiązane w taki sposób, że kontrolę będzie się przeprowadzało jeszcze w Polsce. Zaoszczędzi to rozczarowania i - nieplanowanego powrotu. Wielu nie zostaje wpuszczonych, są podejrzewani o chęć pracy „na czarno” czy nielegalne pozostanie w Stanach na stałe. Tu otrzymuje się prawdziwą wizę, potwierdzenie promesy otrzymanej w Konsulacie. Od 'widzimisię' urzędnika imigracyjnego zależeć będzie, czy nas wpuści, czy powie: „pan wrócić spowrotem, pan nie może przekroczyć granica Stanów”. O tym w kolejnym odcinku.

Dobre rady:

Bilet lotniczy kup z - co najmniej - miesięcznym wyprzedzeniem. Będzie taniej, przy okazji masz miejscówkę.
Na odprawę zgłoś się najpóźniej godzinę przed planowanym odlotem.
Ten kto pali, na czas przelotu powinien wziąć sobie gumy Nicorette. Na lotniskach wolno palić tylko w wydzielonych strefach (trzeba szukać), w samolotach nie wolno.
Na pokład możesz wnieść podręczną torbę, aparat fotograficzny czy kurtkę. Nie wnoś zapalniczek, metalowych przedmiotów ani tych, które są uznane za niebezpieczne.
Nadawane bagaże zapakuj solidnie.
Zapamiętaj nazwę terminalu, z którego startuje samolot - unikniesz błądzenia i straty czasu.
Stewardessa zrobi dla Ciebie wszystko: możesz jeść i pić do woli, a ona zaspokoi Twoje potrzeby w tym względzie. Na ogół jest to wliczone w cenę biletu (nie dotyczy to, tzw. tanich linii lotniczych).
W samolocie, co jakiś czas, ruszaj nogami lub urządzaj sobie wycieczki korytarzykiem do toalety - unikniesz drętwienia nóg, mogącego prowadzić do niebezpiecznych powikłań.


Witek


K O M E N T A R Z E
Zobacz komentarze do tego artykułu...
Dodaj swój komentarz!
wróć do Kuriera nr 63


FORUM
Zobacz komentarze do tego artykułu...
OCEŃ TEN ARTYKUŁ
Możesz ocenić ten artykuł.
Wybierz ocenę
- czym wyższa tym lepsza.

 1   2   3   4   5   6 
KURIER 63
SPORTzwiń dział
Hokej na trawie

Sroga lekcja




   F O R U M
 Wyprawa do Miami, część 1 - heheh zajefajny tekst....ja za niedlugo lece do polski i dlatego szukam jakis ...  nowe
majka 05-01-07 13:08 

AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...

 POLECAMY LOKALNE FIRMY »» ZOBACZ REKLAMĘ » TEXTBOX
 

Wszelkie materiały zamieszczone w Portalu są prawnie chronione.
Kopiowanie w jakiejkolwiek formie bez zezwolenia zabronione.

© 2004 by SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
KONTAKT:
portal@krapkowice.net

CMS