KRAPKOWICE.net
niedziela, 12 października 2008    Krystyny, Maksa, Serafiny    / °Cpogoda07:06 wschód/zachód słońca18:05
TYGODNIK KURIER
KURIER TV
TANIE ROZMOWY
INFORMATOR
OGŁOSZENIA
EXTRA
AKTUALNOŚCI
PRACA
KAMERY
ROZRYWKA
FORUM
 CZAT
GSM
INFO
 
startuj z portalem dodaj do ulubionych|    Wirtualne KRAPKOWICE   ||   Street of Race - forum dla automaniaków    | wydrukuj stronę

R       E       K       L       A       M       A

KRAPKOWICE.net » Kurier » Nr 64 (31.08.2004)
KURIER: AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...


JEDYNKA / E-KURIER

 « 64 (64)  » 


 » ZOBACZ NUMER

 » PDF JEDYNKA

PDF CAŁA GAZETA

Dostęp do artykułów
w Portalu i cała gazeta
w PDF-ie za 1 SMS-a!

Od teraz jeszcze taniej przy płatności on-line!

Płatność kartą lub przelewem
(także z zagranicy)

PODATEK
EXTRA
Street Of Race 3
Festyn Koksowników 2006
Dni Krapkowic 2006
15 lat Klubu Tańca Siera
Malwina Ratajczak - Miss Polonia
KALENDARIUM
LISTA WYSYŁKOWA
Jeżeli chcesz otrzymywać najnowsze informacje z Ziemi Krapkowickiej i Portalu prosto do Twojej skrzynki pocztowej wpisz poniżej swój adres e-mail



KURIER TOP 5
Najczęściej czytane
Tematy Kuriera


Krapkowiczanka najpiękniejszą Polką!
Do woja marsz!
Dam pracę, szukam pracy
Tragedia na żwirowni
Skandal z Miss Polonia

Najlepiej oceniane
artykuły z Kuriera
przez Internautów


Utrudniona przeprawa
Unia dofinansuje
Na nerwicę najlepsza impreza
Dobra zmierza ku lepszemu
Biznesmeni walczą ze stresem

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron


Nasi czytelnicy podróżują po świecie

Wyprawa do Miami, część 2

Lotnisko w Miami na Florydzie uchodzi za jedno z największych w Ameryce. Tu ląduje każdy samolot z Ameryki Południowej i Łacińskiej. Lotnisko jest łącznikiem obu Ameryk i chociażby z tego powodu, mimo swoich znacznych rozmiarów, zawsze jest bardzo zatłoczone.

Po wyjściu z samolotu pasażerowie są kierowani do przestronnej hali z szeregiem bramek, gdzie przy każdej z nich jest długa kolejka - różnej nacji - interesantów. Każdy czeka na rozmowę z urzędnikiem imigracyjnym, od którego zależy, czy przepuści na teren Stanów, czy zawróci do domu. Ludzie nerwowo zerkają na siebie, każdy w ręku ściska paszport i biały blankiecik. Blankieciki rozdawano już w samolocie. Niby taki mały świstek papieru, ale bardzo ważny. Bez niego urzędnik nie przepuści. Jest jakby biletem, którego jedną część zostawiamy przy wejściu na teren Stanów, a drugą oddajemy przy opuszczaniu tego kraju. Nawet najmniejsze pomyłki w wypełnieniu papierka sprawiają, że trzeba poprawiać i cofać się na koniec kolejki. A upał i ścisk niemiłosierny...
Przy bramce przybieramy poważny wyraz twarzy i odpowiadamy grzecznie na pytania typu: do kogo jedziesz, na jak długo itd. Ufff... urzędnik nie robił problemów. Poprosił o złożenie odcisków palców na specjalnym czytniku i uśmiech do kamery, którą wykonał zdjęcie. Ponoć dla bezpieczeństwa.
Wypełnieni adrenaliną maszerujemy po odbiór nadanych w Katowicach bagaży. Powinny dotrzeć razem z nami do Miami, choć często się słyszy, że docierają w najdziwniejsze zakamarki świata. Na szczęście bagaże są, nawet nie trzeba szukać. Bierzemy wózek i suniemy do wyjścia. Gorąco.
Na zewnątrz uderzenie fali ciepła. Teraz dopiero można spostrzec, że lotnisko było w pełni klimatyzowane. Po wyjściu odnosi się wrażenie, że w twarz bucha jakiś rozgrzany piekarnik, dmuchawa przemysłowa z gorącym powietrzem. Piętnaście sekund później można wykręcać ubranie. Pierwszy etap podróży zakończony sukcesem: stąpamy po amerykańskim asfalcie.
Wsiadamy do samochodu, wewnątrz miły chłodek, działa klimatyzacja. Opuszczamy lotnisko, kierujemy się do naszej hacjendy.
Każdego zapewne rozśmiesza widok skośnookich turystów, którzy od razu po wyjściu z samolotu wszystko fotografują. Teraz ich rozumiem i zapewniam, każdy kto pierwszy raz jest w Ameryce, praktycznie na każdym kroku będzie zdziwiony.


Drogi są szerokie. Mało powiedziane, wielkie asfaltowe połacie. Typowa autostrada ma co najmniej 4 pasy ruchu w jedną stronę, a często nawet 6. To, co dziwi najbardziej to fakt, że pas awaryjny znajduje się zarówno z prawej krawędzi, jak i z lewej krawędzi przy pasie szybkiego ruchu. Znaki są wielkie, czytelne i oświetlone. Bardzo łatwo Amerykanom podróżować takimi drogami, bo ich oznaczenia są zorganizowane na zasadzie kierunków świata. Gdziekolwiek by skręcić, zawsze wiadomo że się jedzie na północ czy na zachód. Drugi, bardzo funkcjonalny system, to numeracja dróg. Każda szosa jest czytelnie oznaczona numerem. Na skrzyżowaniach wystarczy kierować się na dany numer, żeby dojechać do celu. To bardzo proste i czytelne, bo nie każdy wie, gdzie leży Tampa czy Orlando, ale żeby tam dotrzeć, wszyscy wiedzą, że trzeba jechać na północ szosą numer 1.
Dla Europejczyka nawet asfalt wydaje się inny. Faktycznie, nie znajdziemy tu znanej z naszego kraju smolistej 'asfaltopodobnej' mazi, topiącej się przy 25 stopni C, tylko jasny, twardy, nietopliwy asfalt, równiutki jak blacha. Na tutejszych autostradach (prawie każda szosa wygląda jak autostrada) jest mnóstwo wiaduktów i estakad. Ruch prowadzony jest możliwie bezkolizyjnie. O kolizjach trudno mówić, wszyscy jeżdżą bardzo przepisowo, a na highway `u (tamtejszej autostradzie) dozwolona prędkość to 75 mph czyli 120 km/h. I rzeczywiście, na każdym z 6 pasów ruchu samochody suną z tą prędkością. Zdarzy się oczywiście i „wariat”, przekraczający dopuszczalną prędkość, ale raczej nie więcej niż o 10 km/h. Na takich czeka policja. Dosłownie na każdym kroku, w samochodach oznaczonych i nieoznaczonych. Powodzenia życzę temu, kto zacznie uciekać. W mig w pościg ruszy kawalkada na sygnałach. Po zatrzymaniu nie ma dyskusji. Nawet przy rutynowej kontroli trzeba ułożyć ręce na kierownicę, a po wyjściu z samochodu „położyć się” na masce i nie dyskutować. Mandaty nie są bolesne. Amerykanie z wykroczeniami drogowymi radzą sobie inaczej niż u nas. Każde wykroczenie jest zgłaszane firmie ubezpieczeniowej, a ta odpowiednio podnosi koszt składek na okres 3 lat od przewinienia. Chcesz piratować? Droga wolna, ale po kilku wybrykach nie będzie Cię stać na obowiązkowe ubezpieczenie...
Drogi w mieście mają po dwa pasy ruchu, a tylko w wyjątkowych przypadkach lub na osiedlach mieszkaniowych mają jeden. Uchodzą za niebezpieczne i ciasne. Dlaczego? Wyobraźmy sobie 90-letniego dziadka, za kierownicą wielkiej limuzyny, który w dodatku nie widzi na jedno oko. W Krapkowicach siałby postrach na drodze. Ludzie by na niego trąbili, a chcąc zaparkować, musiałby pół dnia szukać. Zresztą, lekarz nie pozwoliłby mu na prowadzenie samochodu. W Miami radzi sobie doskonale, bo podróżuje samochodem z automatyczną skrzynią biegów po szerokiej szosie. Nie ma też żadnego problemu z parkowaniem. Znaków przestrzega, bo są duże i o wiele mniej zróżnicowane niż u nas. Jednym słowem - czytelniejsze. Rzucają się w oczy, bo nie stoją zbyt gęsto. W dodatku nigdzie nie ma bezguścia i bałaganu w postaci miliona nieczytelnych, kolorowych reklam. Znaki drogowe są często opisane niżej. Tak, jak i poszczególne pasy ruchu na skrzyżowaniach: strzałki na asfalcie, strzałki nad głową, tabliczka „tu skręcaj tylko w prawo”. Chciałoby się powiedzieć, że to system dla idiotów. Ale on się sprawdza, jest prosty i czytelny do tego stopnia, że nawet wspomniany 90-letni dziadziuś sprawnie „śmiga” po drodze. Kto stoi jako pierwszy na skrzyżowaniu koło „Śląskiego” w Krapkowicach, na ogół musi zadzierać głowę do góry, żeby dostrzec, jakie świeci światło (o ile słońce nie razi). Nie wie też, czy w lewo jest „na Rynek”, bo malutka tabliczka z informacją stoi z boku, w gąszczu innych tabliczek reklamowych. W Ameryce wszystkie światła są podwieszane u góry i ustawione na przeciwnym końcu skrzyżowania w taki sposób, że patrzymy na wprost bez zadzierania głowy. Obok podwieszona jest też duża, czytelna i podświetlona tablica z nazwą ulicy lub dzielnicy, którą przecinamy czy z numerem drogi. Chcesz się zgubić? Nie uda Ci się... Nawet na czerwonym świetle można skręcać w lewo. Bez dodatkowych zielonych strzałek czy tabliczek. Prosto i logicznie, byle nie wymuszać pierwszeństwa. Zresztą, kultura jazdy jest wzorowa, a porządku pilnuje wszechobecny SHERIFF.
Kierowcy - wbrew pozorom - są tu dosyć nerwowi. Trąbienie na siebie jest dość powszednie. Trudno się temu dziwić, bo nie każdy korzysta z kierunkowskazów czy lusterek wstecznych.
Drogi dzielą się na wspomniane autostrady; płatne i darmowe (gorszy standard), 2-pasmowe szosy w mieście, 2-pasmowe ulice w dzielnicach mieszkaniowych i zwykłe dróżki osiedlowe (szerokości naszej Prudnickiej). Wszystkie skrzyżowania posiadają sygnalizację świetlną, a drogi krzyżują się pod kątem prostym. Każda dzielnica składa się z szeregu kwartałów o planie czworoboku. Każdy kwartał to osiedle mieszkaniowe, ale o tym później.
Dla Europejczyka największą pokusą są amerykańskie samochody (o morzu, słońcu i dziewczynach - później).
W drodze z lotniska minęliśmy takie cacka jak np. Porsche Carrera Turbo, Aston Martin Vanquish, Rolls Royce, Infinity, Bentley, Corvette, Lamborghini, różnej maści sportowe cabrio, BMW, itp., itd. Zaledwie 20 przejechanych mil (u nich to niewielka odległość), a spotkać można wszystkie najznamienitsze wozy, znane dotąd tylko z gazet motoryzacyjnych. Najdziwniejsze jest to, że każdy z nich sunął z dozwoloną niewielką prędkością... Coś nieprawdopodobnego u nas. Z początku ten koloryt na drodze podnieca, po jakimś tygodniu pobytu w Stanach staje się czymś zwyczajnym. Po powrocie do kraju nie dostrzega się już tych naszych Mercedesów, Beemek czy NSX `ów, choć wcześniej człowiek odwracał się za nimi. W Stanach każdy samochód jest czyściutki i błyszczący, nawet taka zwykła (jak na tamtejsze warunki) jeżdżąca betoniarka.
Większość samochodów posiada dwie rury wydechowe. U nas w kraju to domena „tjuningowanych” wozów, najczęściej będąca wizytówką przerostu formy nad treścią, bo jak inaczej mówić o „zaledwie” 100-konnym wozie z takim wielkim, chromowanym, podwójnym wydechem, do tego głośno ryczącym? Tam prawie w każdym wozie codziennością jest 170-200 koni, a zabawa zaczyna się od 240 wzwyż. Silniki 6- i 8-cylindrowe o pojemnościach 4-, 5- czy 7-litrów nikogo tam nie dziwią, informują tylko przechodniów o swoim potencjale owymi dwoma wydechami (co w tym przypadku jest uzasadnione), miłym dla ucha wydobywającym się z nich bulgotem i szerokimi oponami. Za kierownicą nie spotka się „dresa” (o tym później), tylko starszego pana czy kobietę w średnim wieku z pieskiem na tylnej kanapie.
W Miami i okolicznych miastach jest sporo salonów samochodowych. Kto ma 'cash' ten wyjeżdża nowym wozem. I nie czeka, aż przyjedzie z fabryki – wszystkie modele danej marki, w każdej opcji i kolorze stoją przygotowane do sprzedaży na parkingach i w garażach. Odwiedziłem salon Mazdy, gdzie handlowali sportowymi modelami RX 8.
Oglądam wóz, oczywiście ostrożnie, żeby niechcący nie przybrudzić szyby. Sprzedawca zdziwiony zaprasza mnie do środka, namawia żeby, pobawić się wszystkimi przełącznikami, zajrzeć pod maskę, proponuje jazdę próbną, oczywiście zupełnie niezobowiązującą...
Oj, chciałoby się przejechać takim wozem... Ale jakoś strach, bo to takie nowe i drogie...
Obok salon o wdzięcznej nazwie „The new auto toy store”, czyli w wolnym tłumaczeniu - „Sklep z nowymi samochodzikami” albo - z zabawkami dla dużych chłopców, a za szybą, coż...
Obok parking i - znany nam z relacji z Iraku - terenowy Hummer, tylko jakiś taki inny – wersja przedłużona.
Kilka ulic dalej - handlarz oldtimerów, na parkingu stoi stary Mustang GT350, dalej Rolls Royce...
I europejski akcent: salon Mercedesa. Wydaje się, że to fabryka, ale to jeden z kilku salonów w tym mieście. Na parkingu w szeregu stoją sportowe i luksusowe modele... Zabawne - obok siebie stoją dwa cacuszka: Lexus LS 430 i Mercedes S 430
Oj, kręci się w głowie. Atrakcją zlotów samochodowych u nas w kraju jest niewątpliwie nowa Corvette. Miałem nadzieję, że zobaczę taką w Stanach. Podczas pobytu na Florydzie zobaczyłem kilkanaście...
Chciałoby się przejechać takim wozem...
Nic prostszego. Wypożyczalnie samochodów czekają na klientów z otwartymi rękoma. Wielki parking, kilkadziesiąt limuzyn: wielkich, albo jeszcze większych. Kluczyki w drzwiach. Klient wypożyczalni wsiada do dowolnej, odpala silnik, sprawdza, czy działa klimatyzacja, sprawdza, czy jest czysto i - albo przebiera dalej, albo - wyjeżdża samochodem z parkingu do bramki, gdzie czeka pracownik wypożyczalni. Krótka wymiana zdań, potwierdzenie wypożyczenia samochodu, podanie karty kredytowej i - w drogę!
Wypożyczenie Mustanga cabrio na jeden dzień kosztuje około 80 dolarów. Zresztą, dlaczego Mustanga? Można Harleya, można cokolwiek... Wóz odstawia się też gdziekolwiek, albo w wypożyczalni, albo - „na telefon” – pracownik sam sobie po niego przyjedzie. Ach, jakie to proste. A wszystko w cenie wypożyczenia niewielkiego Forda Escorta we Wrocławskiej wypożyczalni, przy gigantycznie mniejszych formalnościach.
Kiedyś domeną amerykańskich wozów, obok słusznych rozmiarów, była elektryka: elektryczne szyby, lusterka, itd. Dziś to już u nas codzienność. Czym więc zaskakują amerykańskie wozy? A chociażby regulacją ustawienia pedałów hamulca... Amerykanie dziwią się, że wszystko fotografuję, że tak się tym interesuję. Coż, wyglądam pewnie jak skośnooki turysta... A wrażeń coraz więcej... O tym w kolejnym odcinku.


Witek


K O M E N T A R Z E
Zobacz komentarze do tego artykułu...
Dodaj swój komentarz!
wróć do Kuriera nr 64


FORUM
Zobacz komentarze do tego artykułu...
OCEŃ TEN ARTYKUŁ
Możesz ocenić ten artykuł.
Wybierz ocenę
- czym wyższa tym lepsza.

 1   2   3   4   5   6 
KURIER 64
KTO PYTA NIE BŁĄDZIzwiń dział
ŻYCIE DUCHOWEzwiń dział
SPORTzwiń dział
Pach, pach, pach...

Przyszedł czas na zmiany

Żółto i czerwono




   F O R U M
 Wyprawa do Miami, część 2 - Niezła ta laska w szarej Korwecie ...  nowe
vrooom 30-10-04 13:38 

AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...

 POLECAMY LOKALNE FIRMY »» ZOBACZ REKLAMĘ » TEXTBOX
 

Wszelkie materiały zamieszczone w Portalu są prawnie chronione.
Kopiowanie w jakiejkolwiek formie bez zezwolenia zabronione.

© 2004 by SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
KONTAKT:
portal@krapkowice.net