Graffitti
Krapkowicka Noc ArtystówNoc pełna muzykiW zeszły piątek nasz dom kultury, zwykle świecący pustkami ze względu na to, że nic tam się nie dzieje, przeżył swego rodzaju najazd! Po raz kolejny artyści z Krapkowic mieli okazję zaprezentować się na rodzimej scenie, a miłośnicy sztuki wreszcie mogli ucieszyć - przede wszystkim ucho, ale nie tylko...
Oprócz słuchania, bo muzyka wyraźnie zdominowała tegoroczną Noc Artystów, można było także 'popatrzeć'. Już na samym początku widzowie mogli ucieszyć oko oglądając taneczne układy w wykonaniu grupy 'Carex'. Oprócz tańca 'na żywo', był jeszcze ten, utrwalony na obrazach; Anna Droździoł prezentowała swoje prace, na których uchwyciła właśnie tancerzy - w przeróżnych pozach. Poza tym, można było podziwiać jeszcze pejzaże Adama Werwińskiego - dobrze znane okolice, jak i dość tajemnicze zakątki...
Część typowo muzyczna była bardzo zróżnicowana pod względem 'gatunkowym'. Rozpoczęła ją krapkowicka Młodzieżowa Orkiestra Dęta, która grała dobrze znane - zarówno starszym, jak i młodszym słuchaczom - standardy. Później na scenę wkroczyli przedstawiciele młodego, aczkolwiek prężnie się rozwijającego gatunku muzycznego, jakim bezsprzecznie jest hip-hop. Prym wiódł Arci, zapraszając - raz po raz - coraz to innych 'ziomali'. Prawie bez przerwy towarzyszyła mu tylko Agnieszka Mielnicka, która oprócz partii wokalnych zaśpiewanych bez zarzutu, poszczycić się mogła całkiem niezłymi umiejętnościami tanecznymi. Po tej 'czarnej' muzyce przyszła pora na... kolejną 'czarną', ale zupełnie inną. Na Krapkowickiej Nocy Artystów zadebiutował zespół Negril, który swoim reggae rozbujał publiczność, wprawiając prawie wszystkich w zachwyt. Dla większości był to najlepszy i zdecydowanie najciekawszy koncert zagrany na scenie KDK w piątkowy wieczór. Dziewięcioro muzyków, którzy wcześniej udzielali się w różnych krapkowickich - i nie tylko - kapelach, grających razem od - około - dwóch miesięcy, stworzyło po prostu rewelacyjny projekt. Świetny wokal, jak i ciekawy i niespotykany do tej pory 'zestaw' instrumentów (oprócz podstwowych gitar, perkusji i basu, można było posłuchać klawiszy, congo czy sekcji dętej), okazały się świetną mieszanką, ale... Jak zwykle były pewne 'ale' i ludzie - przede wszystkim ci, którzy bawili się pod sceną - stwierdzili, że Negril mógłby zagrać kilka żywszych kawałków... Chłopcy obiecali, że będą nad tym pracować.Po tym nieco 'lirycznym' reggae przyszedł czas, na... szaleństwo w wykonaniu - też całkiem nowego zespołu o oryginalnej i czesko brzmiącej nazwie - Smokova Hvezdokupa, która różnie może się kojarzyć, a znaczy tyle, co: Gwiazdozbiór Smoka. Nazwa - moim zdaniem - bardzo trafna, bo w składzie zespołu znalazły się 'gwiazdki' krapkowickiej sceny muzycznej, a i groźne pomruki smoka dało się usłyszeć w repertuarze... Szkoda tylko, że w artystycznym i zapewne zamierzonym chaosie, nie było słychać gitarzysty! Na szczęście 'widać' było jego solówki, gorąco oklaskiwane przez licznie zgromadzonych na sali fanów - przede wszystkim płci pięknej! Po tym dzikim szale (czyt. dość ostrej muzyce), przyszła pora na coś, co pozwoli uchu odpocząć... 'Kraina łagodności', poezja śpiewana... W tej części koncertu śpiewali artyści ze Studia Piosenki Nieobojętnej, 'podopieczni' Jurka Sagasza, który towarzyszył im, grając na gitarze. Jako pierwszy wystąpił wokalista, którego chwilę wcześniej można było usłyszeć w Smokovej Hvezdokupie, Tomasz Pasieka, który - jak się okazało - całkiem nieźle radzi sobie i z 'pomrukami smoka' i z piosenką poetycką. Później śpiewały dziewczyny: Daria Kowalska (z fletowym akompaniamentem Danki Sowy), Dana Morawska i Agnieszka Pawlyta. I choć twierdzi się, że polska scena muzyczna zdominowana jest przez śpiewające kobiety, trzeba przyznać, że w Krapkowicach jest zupełnie inaczej. Nie dosyć, że w pierwszej części imprezy śpiewali prawie sami panowie, to jeszcze w tej 'łagodnej' też ich nie brakowało. Śpiewał Sylwek Półgęsek, Maciek Broniewicz i Wojtek Wojdyła... Na samym końcu swoją drugą twarz odkryła Agnieszka Mielnicka, która wyśpiewała poezję przy akompaniamencie Magdy Mróz - wiolonczelistki.
Krapkowicka Noc Artystów skończyła się - jak na 'nocną' imprezę przystało - przed 2.00 i - o dziwo - na sali zostali słuchacze, co prawda, ci najwytrwalsi, ale... Ale widać, że takie imprezy są potrzebne, że ludziom - nie tylko tym młodym - brakuje odrobiny kultury, jakiejś ciekawszej i ambitniejszej rozrywki. Są artyści, którzy zawsze chętnie wystąpią, jest dom kultury, często pojawiają się pomysły imprez, które nigdy nie są realizowane... Kto jest temu winien?
Honorata Podżorska |