Opinie czytelników
Hitler w GogolinieCzemu to ma służyć?Czytam w Tygodniku Krapkowickim i oczom nie wierzę. 65 lat po wojnie, polski dziennikarz w polskiej gazecie opisuje wspomnienia o Hitlerze ustami wybranych przez siebie ludzi. Żeby nie było wątpliwości o kim mowa w tym artykule, tytuł ma stylizowaną czcionkę na 'gotyk'. To pewnie po to, żeby nie przegapić tak ważnych dla potomności wspomnień.Już sam początek artykułu świadczy o bardzo dużym 'obiektywizmie' piszącego, bo 'Adolf Hitler wódz III Rzeszy, przywódca państwa niemieckiego miał w Karłubcu pierwszą główną kwaterę dowodzenia' i koniec, kropka i tyle należało by tylko o tym panu wiedzieć - no nie tylko - jeszcze, że był dobrym człowiekiem, bo rozdawał dzieciom czekoladki, a piekarze w czasie jego pobytu na tych terenach mieli pełne ręce roboty, bo codziennie piekli ciasto ze 100 kg mąki, a jak w upalne dni jechał na lotnisko, młodzi ludzie wiadrami polewali drogę, którą przejeżdżał. Napisano tam jeszcze o triumfalnym wjeździe do Gdańska. Stwierdzono jednym zdaniem o kapitulacji Warszawy, ale zaraz dodano, że 5 października Hitler odebrał defiladę wszystkich rodzajów wojsk niemieckich biorących udział w wojnie o Polskę, a na jego przybycie na Okęcie specjalnie naprawiano zniszczenia spowodowane bombardowaniami miasta i lotniska, i że Wermacht na jego cześć wydał uroczysty obiad. To tyle obiektywnej historii napisanej przez 'obiektywnego' dziennikarza. Dlaczego nie napisał o śmierci tego 'Wielkiego' człowieka, który nie potrafił ponieść konsekwencji swoich czynów i z tchórzostwa popełnił samobójstwo? A gdzie tysiące dzieci i dorosłych idących do komór gazowych i tak dalej, i tak dalej? Nie będę autora artykułu uczyła historii, również tych terenów, bo chyba jest już za późno...Szkoda tylko, że takie artykuły czyta młodzież i dopiero z takiej historii II wojny światowej dowiaduje się całej prawdy, choć prawdziwi Niemcy bardzo się jej wstydzą.Krew mnie zalewa, jak czytam pańskie artykuły, bo od lat na ziemiach zachodnich mieszkają obok siebie Polacy, Niemcy, Ślązacy i ci 'zza Buga'. Tworzymy wspólnotę, jakże piękną, bo różną kulturowo i etnicznie. Nigdy nie odczuwałam między nami podziałów - po prostu się uzupełniamy. Jeżeli są jakieś różnice, to jedynie w sferze charakterologicznej, ale tak jest wszędzie.Dlatego jestem tak bardzo zbulwersowana pana artykułami, które na pewno nie służą międzyludzkim porozumieniom.A tak na marginesie, w niemieckich dokumentach, które można znaleźć w archiwach, wysocy rangą oficerowie niemieccy żalili się, że mają kłopoty z niektórymi swoimi żołnierzami na tych terenach, nawet w oddziałach SS - 'bo pomiędzy sobą rozmawiają używając śląsko-polskiej gwary, a nie mówią po niemiecku'. Ale to przecież jest nieistotne, prawda? A gdzie szacunek dla czytelników, którzy przeżyli prawdziwe wypędzenia i prawdziwą gehennę tej strasznej wojny? Autorowi życzę dobrego samopoczucia.PS. Gdyby chciał on jeszcze napisać 'w tych klimatach' o równie 'wielkim człowieku' jakim był Stalin, chętnie pomogę znaleźć kogoś, kto opowie o nim 'całą prawdę'. Bo Stalin też pewnie niektórym dzieciom rozdawał cukierki i czekoladki, a jak jechał w upalny dzień na lotnisko młodzież polewała szosę wodą, żeby mu było dobrze. Bo owi 'wielcy' byli siebie warci - patrz pakt Ribbentrop-Mołotow. A może coś z historii współczesnej i Wielkim Prezydencie Łukaszence? Ale to już zupełnie inna historia. Czyżby?
Z poważaniem Danuta Morawska |
| |
|