Gogolin
Kamil Durczok w LOWszystko dla widzaNajpierw chciał być księdzem, potem ginekologiem, ostatecznie - skończył prawo i został dziennikarzem. I to z jakim efektem! Dziś jego twarz znają miliony telewidzów w Polsce. W piątek, 5 listopada, uczniowie i goście zaproszeni do gogolińskiego liceum mogli zobaczyć go z bliska. Kamil Durczok - bo o nim mowa - pojawił się punktualnie o 13.00 w sali gimnastycznej LO w Gogolinie. Wypełniona po brzegi sala rozbrzmiała burzą oklasków. Znany z telewizyjnych 'Wiadomości' dziennikarz przyznał, że ma tremę. - Spotkanie z żywo reagującą publicznością jest bardziej stresujące niż siedzenie przed kamerą. W 'Wiadomościach' mogę sobie wyobrazić, że mówię tylko do urządzenia. Choć przyznaję, że na początku też trudno było mi się uwolnić od świadomości, że patrzą na mnie miliony. Kamil Durczok był pierwszym gościem cyklu 'Przywrócić słowom ich właściwe znaczenie'. Zgodnie z założeniami pomysłodawczyni cyklu - dyrektor LO w Gogolinie, Doroty Błaszkowicz - występujący charytatywnie zaproszeni znani goście dyskutują z młodzieżą na temat znaczeń uniwersalnych wartości w dzisiejszym świecie. Dziennikarz 'Wiadomości' i gospodarz programu 'Debata' opowiadał o odpowiedzialności w zawodzie dziennikarza w oparciu o własne doświadczenie. Próbował też wytłumaczyć fakt, dlaczego na pierwszym planie zawsze znajdują się sensacje, afery, korupcje i inne negatywne informacje. - W 'Wiadomościach' zestaw najważniejszych danego dnia wydarzeń, czyli tzw. 'spiegel' jest konstruowany tak, by odpowiadał głównie zapotrzebowaniu odbiorców. Przykład stacji telewizyjnych i radiowych, które chciały pokazywać świat w jaśniejszych kolorach nie jest budujący. Ich oglądalność i słuchalność nie przekroczyła 2 % i stacje - ze względu na nieopłacalność - trzeba było zamknąć. Z drugiej strony wydaje mi się, że trochę odreagowujemy jeszcze poprzedni ustrój, kiedy o 19.30 emitowano tylko dobre wiadomości - mówił Kamil Durczok. Zdaniem dziennikarza, odbiorcy powinni krytycznie patrzeć na rzeczywistość przekazywaną przez media. - Obserwując pokazywany świat trzeba po prostu myśleć - dodał Durczok. W drugiej części spotkania dziennikarz odpowiadał na pytania publiczności. Dziennikarz mówił m. in. o propozycjach pracy w stacjach komercyjnych, swoim wypracowanym warsztacie dziennikarskim czy największych wpadkach. - Podejrzewam, że największa wpadka jeszcze przede mną. Ale bolesną wpadkę zaliczyłem jeszcze w telewizji Katowice w programie 'Obserwatorium'. Program był na żywo i odnosił się do sprawy opuszczenia sali przez prezydentów śląskich miast, obrażonych na to, że ówczesny premier Oleksy spóźnił się na spotkanie 35 minut. Nasi telewidzowie dzwonili z odpowiedzią, czy mieli rację czy nie. Wtedy jeszcze nie było audiotele, więc telefonistki w trakcie programu same odbierały głosy za i przeciw. Na końcu więc odebrałem te kartki i zsumowałem wszystkie głosy. Wyszło mi więc, że zadzwoniło 231 osób i wszyscy byli na nie. Zreflektowałem się dopiero po pożegnaniu się z widzami - śmiał się Kamil Durczok. Jak podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, bardzo pozytywnie zaskoczyły go przemyślane, dojrzałe pytania ze strony młodzieży. - Myślałem, że będę pytany, o to jakim samochodem jeżdżę. A tu dyskusja na temat roli telewizji, odpowiedzialności mediów. Jestem tym zbudowany - podkreślał Durczok. W trakcie odpytywania nie zabrakło jednak kwestii dotykających sfery prywatnej. Było zatem i o tym, jak pogodzić życie rodzinne z zawodowym, skoro żona (też dziennikarka) mieszka w Katowicach, jak i o przebytej ciężkiej chorobie. - Nie lubię wracać do mojej choroby. Mam nadzieję, że wszystko już za mną. Jedno, czego się nauczyłem z tego okresu to umiejętność korzystania z urlopu. Kiedyś po 5 dniach wracałem do pracy, teraz w pełni wykorzystuję wolne dni - zwierzył się katowiczanin.
Specjalnie dla Kuriera: - Podczas spotkania z młodzieżą, jak i pytań dziennikarzy kilka razy przewinął się temat niezależności. Wydaje się, że w mniejszych ośrodkach dziennikarzom trudniej zachować niezależność i nie ulec wpływom środowiska. W końcu w mieście 10 czy 20-tysięcznym wszyscy się znają i pewne tematy tudno poruszyć? Czy zatem media lokalne są potrzebne i mogą być wiarygodne oraz pełnić rolę opiniotwórczą?
Kamil Durczok: Ależ oczywiście, że są potrzebne! Tutaj Pana koleżanka wspominała o naciskach, jakim musi się oprzeć publikując dany artykuł. Skąd się biorą takie naciski, jak nie z tego, że ktoś się po prostu boi tej publikacji? Wszystko zależy od nas samych. Jeśli ktoś ulegnie takiej presji, powinien od razu zastanowić się nad zmianą zawodu. Jak nie ulec? Odpowiedź jest w naszych umysłach. W momencie, gdy załamie się nam długopis lub ręka nad klawiaturą to pierwszy sygnał, aby zastanowić się nad rezygnacją z uprawianego przez nas dziennikarstwa. Najwyższy wymiar cenzury to autocenzura. Temu zaszkodzę, ten to mój znajomy albo kuzyn ciotki - od razu lepiej skoncentrować się na naprawie zegarków. - Podobno ponad połowa Polaków nie rozumie 'Wiadomości'. Czy w wyścigu poszczególnych stacji o jak najszersze grono odbiorców nie dojdziemy do sytuacji, że język przekazywanych informacji będzie przybierał coraz prostsze formy? K. Durczok: Słyszałem, że 'Wiadomości' nie rozumie ponad 80 % społeczeństwa. Robimy wszystko, aby język którym mówimy był kierowany do 'general audience'. Z drugiej strony oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że na końcu tej drogi, o której Pan wspomina, są tabloidy - zajmujące się całkowitym uproszczeniem, czarno-białym widzeniem świata, schematyzmem, czyli tym wszystkim, co najgorsze w mediach. Jednak tabloidów nie 'potępiajmy w czambuł'. One też odgrywają w pewnym sensie pozytywną rolę. Patrzą non stop na ręce ludziom władzy, piętnują nawet najdrobniejsze przewinienia. To wszystko powoduje, że standard zachowań publicznych jednak mocno wędruje w górę.
Artur Jackowski |