Krapkowice
Ludzkie sprawyUlotna 'stówa'Mieszkanka Krapkowic kupiła meblościankę i ławę w jednym ze znajdujących się na terenie miasta sklepów meblowych. Po dostarczeniu mebli stwierdziła, że oszukano ją na 100 zł. Zdecydowanie zaprzecza temu kierownictwo sklepu. Mieszkanka os. 1000-lecia jest przekonana, że została oszukana przez dostawcę mebli na sumę 100 zł. - 17 listopada kupiłam meble na sumę 1397 zł. Meblościanka kosztowała 998 zł, a ława 399 zł. W cenę zakupu wliczona była dostawa do domu. Od razu też pobrano ode mnie zaliczkę w wysokości 100 zł. Resztę sumy miałam wypłacić przy odbiorze mebli - mówi nasza rozmówczyni, pokazując rachunek zakupu i potwierdzenie zaliczki. - Meble dostarczono 30 listopada na ul. Kilińskiego, gdzie mój syn kupił kawalerkę. Kierowcy wręczyłam plik 7 banknotów po 200 zł. Czekałam na resztę, ale on powiedział tylko, że wszystko się zgadza. Mówiłam mu potem, że wpłaciłam wcześniej zaliczkę 100 zł. Zresztą - ten kierowca miał wypisaną na kartce kwotę 1297 zł. Niestety, moje prośby o zwrot należności pozostały bez echa - kontynuuje krapkowiczanka. O wyjaśnienia w tej sprawie zwróciliśmy się do kierownictwa opisywanego sklepu z meblami. - Ta pani przyszła do nas z interwencją w tej sprawie dopiero na drugi dzień. W pierwszej wersji mówiła, że przepłaciła o 200 zł więcej. Potem, że 100 zł. Twierdziła, że pieniądze miała odliczone, odłożone i nic wcześniej nie kupowała. Pytam, więc po co ona przygotowała niby 7x200 zł, skoro miała do zapłacenia o 100 zł mniej? Zresztą - pracownik z innego sklepu jej wcześniej wieczorem te meble złożył. Ustaliliśmy, że ta pani zapłaciła mu 80 czy 90 zł. Być może, po odliczeniu tej kwoty, pani obudziła się rano i stwierdziła, że brakuje jej pieniędzy. To jest starsza osoba i mogła się pomylić - tłumaczy kierownik sklepu. Nasza rozmówczyni nie ukrywa swojego wieku, ale stanowczo odrzuca tezę o pomyłce. - Kończyłam odpowiednie szkoły, do kapusty nie chodziłam. Żyję już 84 lata i jeszcze nikt mnie nie nabrał. Mi już nie chodzi o te 100 zł, ale chcę po prostu ostrzec innych - kończy mieszkanka os. 1000-lecia. Pracownik, który inkasował należność od mieszkanki Krapkowic, nie jest zatrudniony w sklepie. Mimo to, przedstawiciele sklepu bronią go, jednak zdecydowanie wykluczają możliwość pomyłki dostawcy. - Ten kierowca związany jest z firmą usługowo-transportową, ale jeździ u nas od 6 lat i ma nieposzlakowaną opinię. Nigdy się jeszcze nikt na niego nie skarżył. Towar rozwozimy też często na okoliczne wioski, gdzie po południu odbierają go przeważnie starsze osoby i jakoś nikt nigdy nie zgłaszał się do nas, że został oszukany. Taki przypadek nam się jeszcze nie zdarzył. My, rozdysponowując transport, wpisujemy jaką kwotę ma przywieźć. On przywozi te pieniądze zawinięte w kartkę, bo różne są sytuacje, może przecież pobrać fałszywki. My od razu kwitujemy to i wiemy od jakiego klienta ta kwota jest. W tym konkretnym przypadku nasz kierowca miał napisane na kartce 1297 zł do skasowania. Od kierowcy odebraliśmy dokładnie tylko tę kwotę. Jechał tylko do tej pani o tej porze, więc nie miał innych pieniędzy przy sobie - usłyszeliśmy od kierownictwa sklepu meblowego. Obie strony mają swoje racje. Świadków wręczania pieniędzy nie było, więc trudno teraz dociec, jaką rzeczywistą sumę zainkasował dostawca. Dziwi nas tylko, że kierowca, który rozwozi meble nie ma przy sobie żadnych innych pieniędzy. Czyżby nie wydawał reszty?
Artur Jackowski |