Krapkowice
Małe sklepyW cieniu wielkiego marketuPojawienie się kolejnego dużego sklepu w Krapkowicach wywołało wiele dyskusji, głosów za i przeciw... Mimo wielu sprzeciwów, Tesco w Otmęcie funkcjonuje. Ma swoje zalety i wady, jedni chwalą, inni krytykują. Zdecydowanie najmniej zaistniała sytuacja podoba się właścicielom - i zarazem - pracownikom małych sklepów.
 | Szczególnie dotkliwie obecność Tesco odczuwają ci, którzy handlują na os.XXX-lecia. Zapytani, zawsze mówią, że sytuacja zmieniła się na gorszą, klientów jest mniej. Ale nie poddają się. Niektórzy w ogóle nie chcą rozmawiać na temat sytuacji sklepów po otwarciu Tesco... Są oburzeni i rozgoryczeni, że miasto zezwoliło na taką inwestycję: - Nie chcę rozmawiać na ten temat. Powiem pani tylko tyle - burmistrz pozwolił na to, by mi pod nosem zbudowano taki hangar, a jeszcze dodatkowo podniósł opłaty o 400%! To skandal! - mówi zdenerwowana właścicielka jednego z malutkich sklepów. Inni handlarze reagują mniej nerwowo, zmartwieni rozkładają ręcę: - Obniżyliśmy trochę marżę. Nie było innego wyjścia. Ale niestety, przez to, że powstało Tesco, musieliśmy zwolnić już dwie osoby. Mamy jednak nadzieję, że nie będziemy musieli zamykać sklepu. Zresztą - mamy stałych klientów, którzy zarzekają się, że za żadne skarby nie zrezygnują z zakupów u nas - uśmiecha się pani z jednego z niedużych sklepów na os. XXX-lecia - poza tym, mamy niedrogie produkty. Niektóre są nawet tańsze niż w Tesco. Tak jest na przykład z kawą czy cappuccino. Ostatnio pewnien pan kupował u nas litrowe Martini. Był lekko zaszokowany, bo wcześniej kupił taką samą butelkę w hipermarkecie i była droższa aż o 4 zł! W ciągu kilku minut naszej rozmowy sklep odwiedza może pięć osób. Każda z nich coś kupuje, ale nie są to jakieś ogromne zakupy. Po prostu - najpotrzebniejsze rzeczy. Podobnie sytuacja wygląda w warzywniaku w okolicach 'blaszaka'. Kolejek nie ma, bo - jak mówi sprzedawczyni: - Przychodzi połowa z tych klientów, którzy do nas przychodzili wcześniej. Po otwarciu Tesco dużo się zmieniło i to na niekorzyść. A my mamy tu świeże, codziennie dowożone warzywa i owoce. Niektórzy klienci docenili to, że towar jest o wiele lepszej jakości i ciągle kupują u nas. A ceny mamy mniej więcej takie same - zapewnia sprzedawczyni. Nagle do sklepu wchodzi pani w średnim wieku: - Chciałabym kapustę. Taką na gołąbki - mówi. - Zaraz coś wybierzemy - z uśmiechem obsługuje ją sprzedawczyni. A w Tesco? Czy jest ktoś, kto bez pośpiechu i z uśmiechem znajdzie nam potrzebną - dajmy na to - kapustę? Z uśmiechem swoich klientów wita także pani, sprzedająca w małym kiosku pieczywo z piekarni w Rogowie Opolskim. Z każdym chętnie porozmawia. Chętnie też opowiada o sytuacji sklepiku: - Kupujących jest mniej. Dało się to odczuć. Straciliśmy przede wszystkim klientów z rodzin wielodzietnych. Ale myślę, że jeżeli komuś zależy na dobrym pieczywie, będzie do nas przychodził. Na początku wszyscy biegli do Tesco, ale teraz część ludzi wraca. Mamy swoich stałych klientów. Póki co, wystarcza nam ich. Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Żeby zdobyć klienta, zachęcamy ludzi w różny sposób, mamy też pewne promocje. O tym, że pieczywo jest naprawdę dobre świadczy - chociażby - zapach świeżego chleba, unoszący się w kiosku. Optymistycznie nastawiona do sytuacji jest też sprzedawczyni z kiosku, mieszczącego się w 'blaszaku'. Mimo tego, że w Tesco mozna kupić prasę, pani mówi, że u niej sprawa źle nie wygląda: - Ciągle mam tą samą liczbę klientów. Cały czas przychodzą do mnie mieszkańcy Sadów. Ciągle pojawiają się też nowi klienci. Ja nie odczułam sąsiedztwa marketu. Wszystkim handlarzom, pracującym w małych sklepach nie pozostaje nic innego, niż wierzyć w to, że ich sytuacja już się nie pogorszy... Bo lepiej raczej nie będzie, biorąc pod uwagę tak groźne sąsiedztwo.
Honorata Podżorska |