Temat Kuriera
Agresja wsród dzieciBoję się iść do szkołyW zeszły poniedziałek w jednej z krapkowickich szkół podstawowych dotkliwie został pobity chłopiec, uczeń piątej klasy. Sprawcą napadu okazał się nie kto inny, jak jego kolega, z tej samej klasy... Niestety - nieco silniejszy.
 | Takie akty agresji, może to brzmi okrutnie, ale - są w szkołach codziennością. Poniedziałkowy przypadek nie jest odosobniony. Na szkolnych korytarzach, podczas przerw często widać szarpiących się uczniów, zwykle rosłych chłopców. Trudno powiedzieć, co nimi kieruje, bowiem powody bójek są błahe, aczkolwiek konsekwencje bywają poważne. Tak było w poniedziałek. Wszystko zaczęło się na lekcji wychowania fizycznego: - Mieliśmy lekcję na sali gimnastycznej. Pan od w-f poprosił mnie, żebym ja sędziował, a sam coś tam robił. Powiedziałem chłopakom, żeby zaczęli grę, no i normalnie wszyscy grali. I nagle przyszedł K., zabrał piłkę i kopnął nią we mnie z całej siły - opowiada pobity chłopiec. Na początku nie było to dla niego jakimś sygnałem do wszczęcia bójki, choć uderzenie zabolało. Nauczyciel, który obserwował całe zdarzenie upomniał K., który zachowywał się już później spokojnie... Niestety, tylko do końca lekcji. - Po lekcji pan dał mi kluczyk do szatni. Chciałem się czegoś napić. Poszedłem z kolegą i później chcieliśmy wyjść. Ale K. mnie złapał - skarży się ofiara. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Silniejszy kolega przewrócił chłopca, który uderzył plecami o posadzkę. - Leżałem i nie mogłem złapać oddechu, nigdy wcześniej tak źle się nie czułem, bałem się - mówi uczeń V klasy.
 | Z podłogi podnieśli chłopca koledzy, którzy byli świadkami zdarzenia. Posadzili go na ławce. Sprawca widząc, że zrobił komuś krzywdę, uciekł. Nauczyciel w-f, gdy tylko dowiedział się o incydencie w szatni, zaczął szukać K. Gdy znaleziono go na szkolnym podwórku, wezwano do dyrekcji. Pobitego chłopca zbadała pielęgniarka, która stwierdziła, że powinien on natychmiast iść do domu. I tu dopiero pojawiły się dziwne problemy, a najdziwniejsze jest chyba to, że do szkoły nie wezwano matki: - Pani wychowawczyni chciała ode mnie numer telefonu do mamy, ale ja - niestety - nie pamiętałam - mówi siostra pobitego chłopca. Dziwi fakt, że takiego numeru nie można było znaleźć w dzienniku, w którym powinien się on znajdować. Matka przecież podawała taki numer jeszcze na początku roku szkolnego. - O godzinie 13.00 sprzątaczka przyprowadziła moje dziecko i powiedziała mi, że zostało kopnięte i rzucone piłką w plecy przez kolegę z klasy. I tyle. Reszty dowiedziałam się z relacji córki, która uczy się w tej samej klasie, co syn - mówi zdenerwowana mama piątoklasisty. Okazało się, że podczas szarpaniny 'oberwał' jeszcze kolega chłopca, który stanął w jego obronie. Nikt nie wie, jaka była przyczyna takiego aktu agresji. Nie było żadnego powodu takiego postępowania bijącego chłopaka. - Syn go nie zaczepiał, nic złego nie zrobił - mówi mama pobitego. Podobno K. często robi krzywdę - większą lub mniejszą - swoim kolegom ot tak, dla wygłupu. Czasem zdarza mu się podejść do innego dziecka i tylko dla popisu kopnąć je lub uderzyć pięścią, a że jest dość dobrze zbudowany, krzywdzi kolegów. I choć na zebraniach rodziców nie słychać żadnych szczególnych skarg dotyczących złego zachowania K., który na co dzień wydaje się spokojny, to podobna - do poniedziałkowej - sytuacja miała miejsce jakieś 2, 3 miesiące temu. Ten sam chłopak pobił innego kolegę ze swojej klasy. Pobity skończył wizytą u chirurga tak, jak zaatakowany ostatnio piątoklasista: - Na szczęście lekarz stwierdził u mojego dziecka tylko silne potłuczenia na plecach, w okolicy nerek - mówi mama. Już po ostatnim nieprzyjemnym zdarzeniu dyrekcja obiecywała, że na pewno coś z tym problemem zrobi... Niestety, widocznie się nie udało, a wręcz wydaje się, że akty dziecięcej agresji mają miejsce coraz częściej: - Chłopcy się biją, taka ich natura, ale takie rzeczy w tej szkole zdarzają się często. Niedawno miałam do załatwienia pewną sprawę, weszłam do szkoły i widziałam, jak w przedsionku jakiś chłopak zaatakował mojego syna; złapał go za ubranie, podciął mu nogi i usiadł na nim. Nie znałam tego chłopaka i spytałam, co on wyprawia, a on mi na to: 'g... cię to obchodzi'! Sam poszkodowany chłopiec przyznaje, że w szkole często są bijatyki. Czasem - jak to określa - nawet 'ostre': - Kiedyś było tak, że graliśmy sobie w ping-ponga. Podeszła do nas banda K. i zabrała nam paletki. Poskarżyliśmy się panu i on odzyskał nam te paletki. Ale oni i tak nas później dorwali i bili pięściami i przewracali. K. się popisuje i nie on jeden tak robi - mówi pobity chłopiec. Podobnego zdania jest jego siostra: - On ma złych kolegów, którzy zachowują się tak samo. On się chyba od nich uczy, bo oni też tak zaczepiają, szturchają, czasem uderzą bez powodu... Takie zachowania mają miejsce nie tylko w szkole. Często zdarza się, że chłopcy z 'bandy' zaczepiają swoich kolegów także po lekcjach, na podwórku. Czy jest dla nich jakaś kara? Spokojniejsze dzieci po prostu żyją w strachu, nie chcą być zaczepiane bez powodu, nie chcą uczestniczyć w bójkach, nie chcą poddawać się biciu. Wiadomo, że pojedyncze - podobne do poniedziałkowego - zdarzenia nie są jeszcze dowodem na to, że w szkole szerzy się agresja wśród dzieci, ale zdanie pobitego chłopca: 'Boję się iść do szkoły, nawet ci, którzy mi pomogli się boją' daje już do myślenia. Honorata Podżorska, rys. Paweł Prystupa |