

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Wywiad
Krystyna RawskaTutaj liczy się to, co mówią po kątach, a nie realiaO swojej pracy w Centrum Terapii Nerwic mówi ustępująca dyrektor Krystyna Rawska - Czy decyzja o odwołaniu ze stanowiska dyrektora była dla pani zaskoczeniem?- Decyzja została podjęta z dnia na dzień. Nikt ze mną wcześniej na ten temat nie rozmawiał. Pani Marszałek Rurynkiewicz poinformowała mnie, że po wnikliwej analizie sytuacji w CTN Zarząd Województwa na posiedzeniu 31 lipca podjął decyzję o moim odwołaniu. W ustnym uzasadnieniu decyzji powiedziano mi, że nie uspokoiłam sytuacji w zakładzie, w którym 'wrze'. Nie dalej, jak dwa tygodnie temu, przeprowadzono doraźną kontrolę mojej działalności z ramienia Departamentu Zdrowia i Polityki Społecznej Urzędu Marszałkowskiego; muszę przyznać z satysfakcją, że nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości. - Czy zdawała sobie pani sprawę z nastrojów jakie panują w zakładzie?- Nie odbierałam tego jako wrzenia. Czułam napiętą atmosferę, ale sądziłam, że to ma związek z ogólną sytuacją w zakładach opieki zdrowotnej. - Co pani zarzucano?- Nie kryto przede mną, że z różnych kręgów, zarówno do władz województwa jak i prokuratury docierały różne anonimy. Donosy na mnie okazały się oczywiście bezpodstawne i bez pokrycia. Były prowadzone w tej kwestii postępowania wyjaśniające i nic się nie potwierdziło. Mogę przypuszczać, że te szkalujące anonimy pochodziły od kilku osób, których oczekiwania nie zostały spełnione. Np. nie przyjęłam kogoś na powrót do pracy. Byłam oskarżona o wiele rzeczy - o to, że nielegalnie kupiłam dom, o to, że naruszam ustawę o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, bo zorganizowałam bal charytatywny w zakładzie opieki zdrowotnej. Chciałam zauważyć, że impreza, o której mowa (bal andrzejkowy) była zamknięta dla pacjentów. W sytuacji, kiedy trzeba zdobyć środki na rzecz obiektu, zrozumiałe jest, że trzeba zorganizować imprezę na poziomie satysfakcjonującym jej uczestników. W moim odczuciu 'kropką nad i' był list otwarty pana Marka Karpa. Uważam, że list narusza moje dobra osobiste i z tym panem spotkam się w sądzie. Jeżeli ktoś w taki sposób splugawił wszystkie moje działania, które służyły bez wątpienia temu miejscu, to nie można tego pozostawić ot tak sobie. - Ale przecież nie tylko pan Karp miał zarzuty w stosunku do pani - również związki zawodowe miały sporo zastrzeżeń?- Związki zawodowe były bardzo nieprzychylnie nastawione do tych moich działań, które miały za zadanie podnieść standard świadczonych w CTN usług, ponieważ wymagania klientów stale rosną. Tym bardziej, że zwiększyła się ilość pacjentów prywatnych, a od czerwca pojawiły się możliwości takich działań. Przedstawiciele związków źle zinterpretowali również wyniki finansowe i uznali, że zakład utracił płynność finansową. Napisali o tym do przewodniczącego Rady Społecznej i do marszałka. Na zebraniu załogi wytłumaczyłam, z czego wynika strata - dlaczego zwiększyły się nieznacznie koszty utrzymania zakładu. Przychody także uległy zwiększeniu. Do sytuacji przyczyniła się m.in. niekorzystnie zawarta umowa na modernizację ogrzewania, przez co o 180 tys. zł wzrósł koszt ciepła w porównaniu do poprzednich lat. Do tego doszedł obowiązek wypłaty dodatku 110 zł itp. Wszystko to wyjaśniałam pracownikom na zebraniu. Ze wszystkimi zawarłam ugody i wypłata zaległych należności miała nastąpić na koniec roku 2003. Z bieżącymi wynagrodzeniami natomiast nie zalegałam wcale. Związki nie chciały zrozumieć takiego tłumaczenia. Argumentowały, że robię kosztowne remonty, a okazało się, że wykonałam ich w poprzednim roku za mniej niż moi poprzednicy, a jednak były zauważalne i podnosiły jakość naszych usług. - Dlaczego nie układała się pani współpraca z załogą?- Sądząc po tych pismach myślę, że tylko z tą częścią załogi, która nie rozumiała wielu rzeczy. Chyba nie bali się mnie, jako osoby, ale zmian, które niechybnie nadejdą. Ja natomiast chciałam ich bezpiecznie przeprowadzić przez meandry przekształceń i trudną sytuację, która utrzymuje się w służbie zdrowia. Byłam zawsze zadowolona z pracy załogi. Chciałam doprowadzić do pewnego rodzaju demokracji, żeby pracownicy czuli, że współuczestniczą w moich decyzjach, traktować ich po partnersku. Przekazywałam załodze informacje o moich działaniach. Uważałam, że związek nie miał powodu występować w tych sprawach, którymi powinny się zajmować związki, czyli dotyczącymi wynagrodzeń i warunków pracy, bo tu wszystko było w porządku. Związek zawodowy ma do spełnienia określoną rolę opisaną stosowną ustawą. Zauważyłam jednak, że wtrącał się do sposobu zarządzania, do czego w moim odczuciu nie ma legitymacji. I to nie znajdywało akceptacji. Zarząd organizacji związkowej niejednokrotnie dawał wyraz niezadowolenia, ale z pism wynika pewne niezrozumienie sytuacji. Imputowanie mi, że przyszłam po to, żeby narobić straty, żeby to sprywatyzować, to duże nieporozumienie. - Jednym z zarzutów, który pojawił się przy odwołaniu poprzedniego dyrektora, były straty finansowe Mosznej. Czy w pani przypadku sytuacja jest podobna? - Nie jestem od oceniania mojego poprzednika. Nikt mi nie zarzucił, że finanse są powodem mojego odwołania. Zarządzałam zakładem z dobrym skutkiem, jak sadzę. Strata, jaka narosła w CTN, spowodowana była ogólnie znanymi względami - obniżono finansowanie świadczeń zdrowotnych, u nas o 30% w stosunku do roku 2001, w związku z czym zmniejszyła się ilość pacjentów. Na koniec czerwca bieżącego roku strata wynosiła zaledwie 103 tys. zł, a nasze działania zmierzały do tego, żeby koniec tego roku zamknąć wynikiem bilansującym koszty i przychody. W chwili obecnej CTN ma zobowiązania na poziomie 1 mln zł, ale należności dla CTN oscylują na poziomie 700 tys. zł. Czyli ta rzeczywista strata wynosi ok. 300 tys. zł i ma ona swoje uzasadnienie w wyżej opisanej sytuacji. - A jak pani skomentuje zarzut, że 'rozbiła' pani Towarzystwo Przyjaciół Mosznej?- Zrozumiałam, że muszę w jakiś sposób dokonać rozdziału pomiędzy sprawami Towarzystwa, a sprawami Centrum. Wymagania te były sformułowane przez Zarząd Województwa w wystąpieniu pokontrolnym. CTN utrzymuje obiekt zabytkowy, którego jest użytkownikiem i nie może być klientem Towarzystwa. Towarzystwo zbierało przychody ze sprzedaży biletów na terenie zespołu pałacowo-parkowego. Pojawiły się jednak niesnaski, bo na bramkach stali wciąż ci sami ludzie. Załoga mi o tym powiedziała i rozpoczęłam działania, które spowodowały zmianę statusu Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej jakim jest CTN. To stanowiło problem. Zarząd Towarzystwa uznał, że Towarzystwo nie ma z czego się utrzymywać, skoro nie ma tych przychodów. Natomiast moim obowiązkiem było zadbać o jak największe przychody tego zakładu, co czyniłam. Rozpoczęliśmy codzienną sprzedaż biletów. Z tego tytułu zaplanowaliśmy roczny przychód w wysokości 100 tys. zł, a jak się okazało już po pół roku, wpływy te przyniosły sumę 120 tys. zł. -Towarzystwo Przyjaciół Mosznej podobno urządzało sobie tutaj różnego rodzaju imprezy, prywatne przyjazdy, spotkania na koszt Towarzystwa czy nawet zamku?- Nic mi o tym nie wiadomo. Od kiedy jestem członkiem Towarzystwa nigdy o żadnych imprezach nie słyszałam. Przebywali tutaj tylko członkowie zarządu Towarzystwa, ale na takich samych zasadach jak i wszyscy inni - na pobytach leczniczych w ramach powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Natomiast chciałabym się odnieść do jednego z oskarżeń listu p. Karpa, że za darmo przebywał tutaj na weekendzie marszałek województwa. Chcę z całą stanowczością stwierdzić, że pan marszałek był tutaj z wizytą w gronie przyjaciół i został poczęstowany obiadem, za który chciał zapłacić, ale mu nie pozwoliłam. Zjadł taki obiad, jak jedzą pacjenci. Oprowadziłam go osobiście po zamku i - żeby na chwilę odetchnął - udostępniłam apartament, żeby się napił tam wody mineralnej. Cała wizyta trwała 3 godziny. Czyli zarzuty zupełnie bezpodstawne i stawiające w złym świetle pana marszałka.- Czy pozbawione dochodów towarzystwo ma rację bytu?- Towarzystwo jest organizacją pozarządową i może być organizacją wspierającą, a poza tym może przejawiać wiele innych inicjatyw, które będą służyły temu zakładowi i zamkowi. Dla przykładu - plener malarski, który odbędzie się 17 sierpnia, miał szanse na dotacje kilku tysięcy złotych z Ministerstwa Kultury; wnioskodawcą jednak musi być organizacja pozarządowa i tu właśnie rola Towarzystwa. - Co pani tak naprawdę sądzi o powodach swojego odwołania?- Dyrektorem się bywa. To jest po prostu umowa na zasadzie powołania. Dotychczasowe moje życie zawodowe, również ze względu na zajmowane funkcje i stanowiska przynosiło sukcesy i porażki. W polityce trzeba w cenę stanowiska wkalkulować również moment odejścia z niego. Z Moszną byłam związana już od wielu lat i postanowiłam się tutaj przenieść. Ukończyłam studia w zakresie zarządzania opieką zdrowotną i nie miałam pojęcia, że tutaj znajdę nowe miejsce pracy. Rozpoczęłam ją całkiem przypadkiem. Po konflikcie z byłym dyrektorem ktoś podsunął mi pomysł zgłoszenia swojej kandydatury. Wiem, że były spekulacje, że to nie ja miałam być dyrektorem, ale ktoś inny. Jednak decyzję podejmował zarząd województwa i przyjęto moją ofertę. Z GBG S.A. (poprzednie miejsce pracy - przyp. red.) rozstałam się w atmosferze szacunku wobec podjętej przeze mnie decyzji odejścia w związku z przeprowadzką. Otrzymałam też za moją pracę w nim Srebrny Krzyż Zasługi. - W okolicy sporo mówiło się o zakusach prywatyzacji Mosznej, niedwuznacznie sugerując, że najpierw doprowadzi się CTN do ruiny, żeby potem je kupić?- Nie chodzi tu o żadną prywatyzację w tym sensie, tylko o przekształcenie samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej w spółkę prawa handlowego. Taka możliwość ułatwiłaby zarządzanie tym zakładem. Prawdopodobnie niebawem doczekamy się ustawy na ten temat. Wszystkie SPZOZ od dawna uznawane za struktury mało mobilne do zarządzania; będą przekształcane z mocy prawa w spółki prawa handlowego. Złożyłam wniosek wstępny do przekształcenia w taką spółkę i to nie ma nic wspólnego z prywatyzacją. Prywatyzacja jest wówczas, kiedy ustala się strukturę własnościową już przekształconego podmiotu prawa handlowego. Zarząd Województwa i Sejmik nigdy nie deklarował zamiaru prywatyzacji Mosznej. Ze względu na zbyt duży majątek powinna to być jednoosobowa spółka województwa samorządowego. - Czy spotkała sie Pani z nowym dyrektorem? -Tak - Jak pani ocenia jego szanse?- Nie jestem od oceniania szans. - Co pani za sobą zostawia?- Przez te półtora roku bardzo wiele udało nam się zrobić. Przede wszystkim wdrożyć sporą liczbę przyjęć prywatnych na pobyty lecznicze i wypoczynkowe, a to są niebagatelne dochody. Za ostatnie dwa miesiące to było 50 tys. zł przychodu. Udało się renegocjować umowy z zakładami pracy, które były dość niekorzystne dla Centrum. Bardzo wiele zrobiliśmy dzięki współpracy z wojewódzkim konserwatorem zabytków. W przygotowaniu jest wniosek o dotacje na realizację sygnalizacji przeciwpożarowej. Udało się też zakupić na potrzeby centrum i wyremontować markowy fortepian koncertowy Becchstein, którego Centrum do tej pory nie posiadało. Zgromadzono sporo materiałów do następnej edycji historii Mosznej i rodu Winklerów. Uruchomiono kawiarnię, która dzisiaj jest chętnie odwiedzana. Oskarżano mnie, że zaczęłam urzędowanie od przestawiania krzeseł, ale ja uważałam po prostu, że klimat tego miejsca wymaga, żeby ludzie nie siedzieli na huśtających się krzesłach. Przede wszystkim bardzo rozwinęłam współpracę z wieloma partnerami w zakresie organizacji imprez typu konferencji, seminariów, a to jest bardzo ważne źródło przychodów. To w sposób zasadniczy poprawia sytuację finansową ośrodka. Działałam zgodnie z literą prawa i myślę, że z podniesionym czołem opuszczam to miejsce. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nikogo nie skrzywdziłam żadną swoją decyzją. A urabianie złej atmosfery wokół mojego zarządzania jest kwestią przekonań osób, którym się ono nie podobało, jestem przekonana, że w gruncie rzeczy jest ich niewiele. - Jeżeli było dobrze to skąd decyzja o odwołaniu? Czy komuś 'wyżej' na tym zależało?- Zupełnie mnie to nie interesuje. Nie jestem członkiem żadnej partii i nikt za mną nie stoi. Specyfika tego miejsca pracy pokazała, że liczy się to, co mówią po kątach, a nie realia. - Dziękuję za rozmowę ROZMAWIAŁ MACIEJ MILEJSKI |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 10 |  |
|
|
|
|