Gogolin
Odpowiedź burmistrzaSukces ma wielu ojców?Po zamieszczeniu w Kurierze wywiadu z mieszkańcem Gogolina - Herbertem Kassnerem, odezwało się wiele osób zainteresowanych poruszanymi tam tematami. Na zarzuty dotyczące działalności urzędu gminy Gogolin odpowiedział wiceburmistrz Gogolina - Krzysztof Długosz.
Szanowny Panie Kassner,
Z Pana artykułu opublikowanego w 'Kurierze' z dnia 1.03.2005 r. dowiedzieliśmy się o licznych Pana zasługach dla lokalnej społeczności gogolińskiej. Zaangażowani społecznicy są gminie bardzo potrzebni, mogą bowiem stanowić doskonałe wsparcie dla działań organów gminy, jakimi są rada miejska oraz burmistrz. Tak to już jest, że każdy sukces ma wielu ojców, a sukcesów w naszej pięknej gminie mamy sporo. Byłoby bardzo szlachetne z Pana strony, gdyby Pan przejawił inicjatywę w jakiejś konkretnej, ważnej dla gminy i nie załatwionej do tej pory sprawie i zaangażował się w nią. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby również poinformował Pan o tym naszych mieszkańców za pośrednictwem prasy. Pan jednak woli rozliczać, oceniać, krytykować i ewentualnie upomnieć się o uznanie swoich zasług, które moim zdaniem są co najmniej wątpliwe. Ponadto przytoczone przez Pana informacje niestety w wielu miejscach rozmijają się z prawdą. Próbuje Pan poróżnić przewodniczącego rady i burmistrza mówiąc o 'przeciwstawnych opiniach tych dwóch panów'. A to już jest niedobrze, bo takie działanie nazywamy potocznie jątrzeniem, a przez jątrzenie jeszcze niczego dobrego nie osiągnięto. Chce Pan przy tym odgrywać rolę adwokata przewodniczącego, przedstawiając również jego liczne zasługi dla społeczności gogolińskiej. Myślę, że przewodniczący Kurzeja adwokata nie potrzebuje, bo pełniąc tak ważną dla gminy funkcję sam ma wiele możliwości. Że nie zawsze z nich korzysta, to już jego sprawa. W trudnych sprawach, zamiast wykazać inicjatywę w radzie miejskiej, zaproponować lepsze rozwiązania, reprezentować swoich wyborców, woli im lepiej zaproponować: 'przyjdźcie na sesję, rozwiążemy tą sprawę', tak, jakby na sesji on sam nie mógł sprawy przedstawić. Inna sprawa, to skąd Pan wie o tym, że to właśnie przewodniczący namawia ludzi, żeby przyszli na sesję 'rozwiązać sprawę'”? Oficjalnie wiadomo, że to ludzie zawsze przychodzą z własnej inicjatywy. Oczywiście każda sesja rady miejskiej jest posiedzeniem otwartym, obrady są jawne i każdy mieszkaniec naszej gminy jest na niej mile widziany, ponieważ ma możliwość otrzymania bezpośredniej, prawdziwej informacji, zamiast dowiadywać się o nich z nieraz bardzo tendencyjnych artykułów prasowych, chociażby z Pana listu. A burmistrz na sesjach zawsze bardzo cierpliwie i wyczerpująco informuje, tłumaczy, wyjaśnia, aby przypadkiem ktoś nie opuścił sali narad w przeświadczeniu, że nie otrzymał wystarczającej informacji.Pozwala Pan sobie następnie na dokonanie negatywnej oceny działań rady, zarzucając radnym m.in. nieznajomość ustawy o samorządzie gminnym. Nie wiem, czy radni sobie aż na taką surową ocenę zasłużyli, ale to już oni mogą się wypowiedzieć. Każdy radny, również przewodniczący może, a nawet powinien mieć swoje zdanie. Jednak, czy się to komuś podoba, czy nie, rozstrzygnięcia w radzie zapadają zawsze większością głosów. Takie jest prawo. Każdemu radnemu przysługuje również prawo wniesienia zdania odrębnego do uchwały, jeżeli ma inne zdanie co do treści uchwały, a co zostaje zapisane w protokóle z sesji (§ 47 Statutu Gminy Gogolin). Protokóły z sesji są jawne i dostępne w biurze rady. Może Pan sprawdzić, ile razy przewodniczący Kurzeja w 30-tu sesjach 'ośmielił się mieć swoje zdanie'. Osobiście nie przypominam sobie takiej sytuacji. Może będzie lepiej, Panie Kassner, aby zamiast działań destrukcyjnych i jątrzenia, narażając się przy okazji na śmieszność, wykorzystał Pan swój potencjał intelektualny oraz społecznikowski zapał do działań konstruktywnych, służących rozwiązywaniu prawdziwych problemów naszej gminy.
Z poważaniemZastępca Burmistrza Gogolina
Krzysztof Długosz |