Temat Kuriera
Samotność starszych ludziUwięzieni w czterech ścianachJak się okazuje, czasem brykiet drzewny może być początkiem rozmowy na temat... choroby, trudnych do rozwiązania problemów, czy osamotnienia osób starszych i niepełnosprawnych wśród - podobno - bardzo cywilizowanego społeczeństwa żyjącego w XXI wieku.
Tak było w przypadku pani Teresy Cecelskiej, której list dotarł do naszej redakcji w zeszłym tygoniu. List był krótki i bardzo konkretny. Pani Teresa pisała, że jest niepełnosprawna, z powodu choroby leży w łóżku i ma bardzo pilną sprawę, której na kartce papieru opisać się nie da - trzeba zobaczyć. I - chociaż - bezpośrednim powodem do napisania listu stał się materiał opałowy, to tego, co tak naprawdę dręczy panią Teresę faktycznie nie da się opisać w liście do redakcji. Nieszczęsny brykiet
Nasza rozmowa zaczęła się od brykietu drzewnego, który jakiś czas temu pani Cecelska mogła zakupić, dzięki wsparciu finansowemu Ośrodka Pomocy Społecznej. Brykiet podobno ma bardzo dobre właściwości grzewcze. Podobno... Bo innego zdania jest pani Teresa, która próbowała nim ogrzać swoje niewielkie, 35-metrowe mieszkanie... Zamówiła brykiet, ale w punkcie sprzedaży nie powiedzieli, że to brykiet drzewny, który pod wpływem ciepła, stojąc w pobliżu pieca, rozsypał się w trociny. Dostawcy przywieźli 5 worków, z czego 2 wnieśli do mieszkania i postawili koło pieca. Następnego dnia, po brykiecie zostały trociny! - Ja to musiałam postawić w pokoju, blisko pieca, bo gdzie to miałam dać? Nie przyniosę sobie z kuchni, jeżdżę na wózku i tak mi najłatwiej - tłumaczy pani Teresa - ten sprzedawca wiedział, że jestem niepełnosprawna, bo często kupuję tam opał i nie pierwszy raz mi stamtąd przywozili. I wiedzieli, że zaraz po przywiezieniu, kiedy jeszcze można zwrócić im uwagę, nie sprawdzę, co jest w środku. A to się nie nadaje do palenia. W tej chwili pani Cecelska nie ma czym palić. Dopóki jeszcze był czynny sklepik z prasą, mieszczący się na ul. Opolskiej, niedaleko jej domu, właściciele podrzucali czasem stare gazety na podpałkę. - Brykiet, a raczej - te trociny, co po nim zostały, paliły się 10 minut i było po worku. Gazety zawsze lepiej się paliły, ale teraz już nie mam skąd brać - komentuje starsza pani. Mieszkance ulicy Opolskiej pomaga Ośrodek Pomocy Społecznej. Już jesienią dostała pieniądze na węgiel. Za to można było kupić go ok. 300 kg. To starczyło pani Teresie na ogrzanie mieszkania w grudniu, styczniu i dużej części lutego. Teraz w małym pokoiku jest bardzo zimno. Pani Teresa leży w łóżku, przykryta kołdrą i kocami. Siedziąc w zimowym płaszczu w ciągu godzinnej rozmowy - po prostu - zmarzłam. - Nie wiem co teraz zrobię. Muszę sobie kupić jakiś worek węgla. A już nie chcę żebrać u opieki. Już mi dużo w tym roku pomogli. Ośrodek Pomocy Społecznej pomógł finansowo w zakupie opału, ale - jak tłumaczy Marlena Kornaś - kierowniczka OPS - mieszkańcy sami wybierają stosowny materiał. Tak ma być najwygodniej; każdy może kupić to, co uważa za najbardziej opłacalne dla siebie. Teraz pani Teresa ogrzewa mieszkanie elektrycznym 'kaloryferem', ale ciepła się nie czuje, a dodatkowo takie ogrzewanie jest bardzo kosztowne: - Boję się tym ogrzewać, bo później przychodzą straszne rachunki za prąd. Ale co mam robić, jak w mieszkaniu miałam tak zimno, że nawet kartki w książce nie umiałam przewrócić, tak mi ręce zmarzły? - pyta bezradnie kobieta. Dwie doby na podłodze
Nikt nie mógł sprawdzić, czy przywieziony opał nadaje się do ogrzania jej mieszkania, bo pani Cecelska właściwie jest zdana tylko na siebie: - Mieszkam sama i muszę wszystko sama robić. Muszę... - smutno i z ironią śmieje się schorowana, niepełnosprawna starsza pani. - Kiedyś chciałam, żeby ktoś mi pomógł. Na sąsiadów niestety nie mogę liczyć... Już raz zrobiłam głupotę; przyjęłam pod dach bezdomnego, którego znałam od dziecka. To był syn sąsiadów. Ale on mieszkał u mnie tylko chwilę. Nic nie pomagał, co się dało - wyjadł i wyniósł i... zniknął.
Pani Cecelska choruje na osteoporozę. Jeździ na wózku już czwarty rok. Pierwszym sygnałem choroby było złamane biodro. Nieszczęście wydarzyło się, gdy kobieta po ciemku uderzyła się o fotel, idąc zamykać drzwi mieszkania. - Drugi raz - nic nie robiłam. Po prostu schyliłam się po szmatę do wiadra, kiedy zmywałam podłogę i - upadłam - wspomina pani Teresa. Wówczas przez 48 godzin leżała na podłodze. - Doczołgałam się do czajnika stojącego przy łóżku i stukałam nim w podłogę. Sąsiedzi z dołu wezwali policję i pogotowie. Wtedy nikt, kompletnie nikt do mnie nie zaglądał... Do opieki wcześniej napisałam pismo, że już lepiej się czuję i nikt nie musi do mnie przychodzić. A rodzina...? - zamyśla się starsza pani - nie mam tu rodziny. Jeden syn zmarł, z córką nie utrzymuję kontaktów, a resztę dzieci mam za granicą - dodaje ze smutkiem. Pani Teresa nie chciała iść do domu starców. Ma gdzie mieszkać: - Jakoś daję sobie radę. Przychodzi do mnie pan Edek, który mi pomaga w cięższych pracach. Ale rentę mam skromną i na leki wydaję bardzo dużo i już nie stać mnie na to, żeby płacić komuś za pomoc. Na szczęście odwiedza mnie opiekunka z pomocy społecznej. Przychodzi na godzinę - od poniedziałku do piątku. Ja nie nabałaganię. Jak lepiej się czuję, wsiadam na wózek i sama sobie ugotuję, pozmywam... Pani z opieki u mnie wiele roboty nie ma. Pomaga mi robić pranie, jak trzeba, umyje okna. U pani Cecelskiej opiekunka z Ośrodka Pomocy Społecznej faktycznie nie ma wiele pracy. Jednak są takie osoby, którym trzeba poświęcić wiele czasu i sił: - Mamy 9 opiekunek, które zajmują się chorymi, niepełnosprawnymi i zarazem samotnymi. One mają pod opieką 58 osób. Często dowożą im obiady, jeżdżąc na rowerach z menażkami, często pielęgnują chorych, muszą ich nakarmić - mówi Marlena Kornaś. Ale pani Teresa najbardziej docenia to, że ktoś ją odwiedza, że ma z kim porozmawiać... - Czasem słucham radia, oglądam telewizję, ale ileż można oglądać to samo, albo patrzeć jak kłócą się politycy? Na gazety mnie nie stać... Tylko czasem coś kupię... I tak leżę i rozmyślam. Człowiek jest zupełnie sam. Pani Teresa nie ma praktycznie kontaktu ze światem. Rzadko wychodzi na zewnątrz, bo nie chce nikomu sprawiać kłopotu. Nie ma telefonu. Miała - komórkowy, ale został skradziony. Stacjonarny - owszem - dostanie, ale dopiero, gdy skończy 75 lat. Musi poczekać jeszcze rok. Chciała pojechać do sanatorium; żeby odpocząć od zamkniętego mieszkania, pobyć z ludźmi i - przejść rehabilitację, gdyż grozi jej zanik mięśni, ale niestety - lekarze mówią, że pacjentka z osoteoporozą nie kwalifikuje się do rehabilitacji w sanatorium. Mroczne cztery ściany
To, że pani Teresa chciałaby odpocząć poza domem mnie nie dziwi... Ściany jej mieszkania dawno nie widziały farby i pędzla. Nad głową ma ciemny sufit, przez nieszczelne okna wieje... - Prosiłam kiedyś ZGM, czy nie mógłby mi pomóc w remoncie mieszkania i rozłożyć opłat za remont na raty... Już nie pamiętam, kiedy tu było malowane. Dach przecieka, okna są nieszczelne - zasłaniam szmatkami. Jest wilgoć. Z pieca czasem się na dymi... Po wymianie pieca wszystko w tym kącie się sypie... Tynk odpada ze ściany. Jestem gotowa zrezygnować na jakiś czas z kupowania leków po to, żeby pomalować. Ale nawet wtedy - kto mi tu pomoże? Kto mi to wszystko wyniesie? Do 'wynoszenia' znalazłby się ktoś na pewno. Są ludzie, którzy pomogliby, nie tylko 'z dobrej woli': - Jeśli osoba taka, jak pani Cecelska zgłasza do nas potrzebę - na przykład - odmalowania mieszkania, znajdziemy kogoś, kto jej pomoże. Mogą to zrobić - dajmy na to - osoby, które odpracowują kary pieniężne - mówi Marlena Kornaś. Większy problem pojawia się, jeśli ktoś nie ma pieniędzy na remont... Wtedy nie zawsze OPS może pomóc; aby dostać dofinansowanie, trzeba udowodnić niskie dochody. Także ZGM nie zajmuje się remontem mieszkań: - O tym, że każdy lokator ma obowiązek remontować swoje mieszkanie mówi ustawa z 1994 roku. Jeśli lokator nie może zrobić tego sam, informujemy opiekę społeczną i ona podejmuje stosowne kroki - tłumaczy Teresa Gonera, prezes ZGM.Czym leczyć samotność?
Starsi, osamotnieni chorzy ludzie często cierpią, boją się przyznać, że jest im źle, bo nie chcą nikomu przeszkadzać. Całymi dniami nie mają się do kogo odezwać. Czy taki problem powinien pojawiać się w cywilizowanym kraju, w nowoczesnej Europie, gdzie dookoła trąbi się o pięknej idei wolontariatu i o chęci niesienia pomocy niepełnosprawnym? Chyba nie... A jednak ludzi takich, jak pani Teresa jest wielu. W Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie niepełnosprawny może otrzymać dofinansowanie, np. na dostosowanie mieszkania do swoich potrzeb, na zakup sprzętu rehabilitacyjnego, na wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, ale... - Od nas nikt nie chodzi do chorych, nie odwiedza ich, to nie leży w naszych kompetencjach. Tym zajmuje się OPS lub Powiatowe Centrum Wolontariatu - tłumaczy Sylwester Klimowicz, inspektor ds. osób niepełnosprawnych z PCPR. Anna Schlz-Ernst z Powiatowego Centrum Wolontariatu mówi: - To centrum działa, ale jako wolontariusze działa tylko kilka osób. Dosłownie - kilka. Sami nie szukamy osób, które chciałyby być odwiedzane przez wolontariusza. Taką osobę trzeba zgłosić - albo do nas, albo do OPS. My zawsze będziemy służyć pomocą, jeśli zajdzie taka potrzeba. Obecnie nasi wolontariusze pomagają w WTZ i w 'Annie'. Te placówki odwiedzają także - z inicjatywy radnej i nauczycielki Marii Karweckiej - uczniowie. Wygląda więc na to, że w Krapkowicach pomaga się bardziej 'instytucjom', skupiającym potrzebujące osoby, niż pojedynczym, zupełnie samotnym ludziom. Dlaczego tak się dzieje? - Starsi, schorowani ludzie nie zawsze chcą, aby ktoś ich odwiedzał. Często też nie przepadają też za wizytami dzieci i młodzieży... Taka pomoc może być naprawdę trudna - dla obu stron - mówi Marlena Kornaś.
Ale mimo wszystko, są tacy, którym brakuje - nawet nie tyle pomocy, ile - kontaktu z innymi ludźmi. I takie osoby raczej nie będą odrzucały możliwości spotkania z kimś... - Dziękuję, że pani przyszła... Przynajmniej mogłam sobie z kimś porozmawiać - powiedziała mi na pożegnanie pani Teresa. Honorata Podżorska |