Temat Kuriera
Wiosenne roztopy zmorą dla mieszkańców ulicy Leśnej w SteblowieWyrzucanie pieniędzy w błotoHorror, bagno, sodoma i gomora - to najlżejsze epitety, jakie usłyszeliśmy od kilkunastu mieszkańców domów położonych w okolicach ulicy Leśnej w Steblowie.
 | To zaledwie pół kilometra od rogatek Krapkowic. Jednak, aby dojechać do kilkunastu domów w Steblowie trzeba być ryzykantem. Zgodnie z wcześniejszymi wskazówkami mieszkanki Steblowa, która poprosiła nas o interwencję, jedziemy okrężną drogą, aby ominąć ulicę Leśną. Skręcamy nieco dalej, w ulicę Polną. Akurat z naprzeciwka jedzie śnieżny pług. Droga jest bardzo wąska, więc próbujemy zjechać trochę na bok, żeby samochody mogły się minąć. Nagle zapadamy się w głębokim śniegu. Nie da rady ruszyć - ani do przodu, ani do tyłu. Jedno z przednich kół zapadło się w śnieżno-błotnej topieli. Samochód wisi na osi. - No to utknęliśmy. Trzeba było jechać jednak Leśną - głośno myślimy. 'Pocieszają' nas słowa starszego mężczyzny, który pojawił się na miejscu po kilku minutach. - Na Leśnej traktor właśnie wyciąga inny samochód. - To się do gazet nadaje! - dodaje podniesionym głosem, nie wiedząc, że ma właśnie do czynienia z przedstawicielami lokalnych mediów.Dobrze, że mamy ze sobą numer telefonu mieszkanki Steblowa, do której chcieliśmy dotrzeć. Nasza informatorka szybko dociera do nas z linką holowniczą. Z opresji wyciąga nas kierowca pługa śnieżnego, któremu cały czas blokowaliśmy wyjazd. Nauczeni doświadczeniem, wycofujemy się na główną drogę. - Zimą tu nie ma szans, żeby zmieściły się dwa samochody. Nawet latem jest problem - mówią lokalni obserwatorzy zdarzeń. Mieszkanka Steblowa, która zorganizowała linę, staje się naszym pilotem. Wreszcie docieramy do Leśnej, ale nasza przewodniczka każe nam zaparkować nieco wcześniej. - To droga prywatna. Jeździmy tędy dzięki uprzejmości sąsiadów. Z gminnej drogi nikt nie korzysta - mówi.Nie dziwimy się. Gminna droga prowadzi pomiędzy polami, ale mimo usilnych starań mieszkanki Steblowa, która ręką wskazuje na horyzont, nie widzimy nawet zarysów trasy. Przyszła pora na ulicę Leśną. To, co zobaczyliśmy, faktycznie woła o pomstę do nieba. Droga, wzdłuż której położonych jest kilka domów, wygląda jakby przebiegał tędy jeden z etapów rajdu enduro. - Moje dzieci jak do szkoły idą to aż wstyd, przecież one są całe umorusane od tego błota. Tu już trochę przekopałem, to woda trochę spłynie - mówi mężczyzna, który próbuje grabiami likwidować koleiny, w których gromadzi się woda. - Ale tu jest ogólnie tragedia. Mieszkam tu 15 lat. Trzy lata temu przyjechali tu drogę robić z takimi grabiami jak ja. Kiedyś nam żużlu nasypali. Dwie przyczepy żużlu na tę drogę, to jakby kot napłakał. Mieli dwa szpadle, pięć łopat i grabili. My tak mamy co roku. Po każdych opadach też jest tak samo. Teraz zrobili kanalizację i to już całkiem tragedia - dodaje. Z błotnej drogi, na której stoimy, doskonale widać os. 1000-lecia w Krapkowicach. Do głównej drogi prowadzącej z Krapkowic do Prudnika jest stąd zaledwie kilkadziesiąt metrów. Mimo to, mieszkający tu ludzie byli w ubiegłym tygodniu odcięci od świata.W końcu docieramy do domu mieszkanki Steblowa, która interweniowała w naszej redakcji. Jej posesja nie znajduje się na szczęście wzdłuż ulicy Leśnej i nie musimy brnąć przez zwały błota. Nasza rozmówczyni przypomina zimowe perypetie. - Jak były zaspy to fadroma musiała przejechać, żeby ten śnieg odgarnąć. Jak kolejny raz dzwoniłam po pług, to nam powiedzieli, że przez nas ponieśli straty, bo wcześniej ich pług zakopał się w śniegu na Polnej i musieli go wyciągać. - Elektrycy mówią na to Steblów-Kolonia. Większość mieszkańców to emeryci. Nasza sąsiadka ma 86 lat, nie daj Boże zachoruje, to kobietę musielibyśmy wlec w poszwie na plecach, bo pogotowie tu nie dojedzie - mówi przysłuchująca się rozmowie matka.Rozmowa szybko przeradza się w ogólne 'psioczenie' na sołtysa Steblowa. - Nasz sołtys nic nie załatwia. Szkoda słów. Jak był sołtysem Matuszek, to jeszcze coś robiono, na przykład ściągnięto pobocza. Bo ta droga na Polnej szła jak w korycie rzecznym. A jak tam wygląda podjazd na główną drogę? Przecież tam można zawieszenie zgubić. I tak jestem burmistrzowi Sollochowi wdzięczna, że tu drogi są jakie są. Jak interweniowałam u niego, to na Leśnej przynajmniej zrobiono oświetlenie. Ale ten burmistrz nawet by nic nie wiedział o tym, bo nasz sołtys nic nie działa. Jakbyśmy sami się nie starali, to nic by tu nie było. To samo jak do pana Rusina (z Wydziału Gospodarki Komunalnej UMiG Krapkowice - red.) pójdę, też zawsze się dogadamy. Ale jak mam o wszystko sama walczyć, a jeszcze słyszę głosy, że się wtrącam w nie swoje sprawy, to ja dziękuję. To co potrzebuję na naszą ulicę, to sobie załatwię, ale dziwię się innym mieszkańcom Steblowa. Obiecano mi, że będzie 'ełka' do 13-tej, no i jest. Przyjechał pług, śnieg odgarnięty. Jakbym sama nie dodzwoniła się do Altvatera, to nasz sołtys nawet ręką by nie ruszył, żeby odgarnąć drogi. Nasz sołtys w ogóle nie ma inicjatywy. Porównać z sołtysami z Żywocic czy Pietnej to niebo a ziemia. Sołtys w Dobrej jest poważnie chory, ale jak on na Sylwestra imprezę prowadził! Chłop ponad 70 lat. Przebierał się, kawał za kawałem opowiadał. Albo niech weźmie przykład z Brysia, tego jak wyrzucą drzwiami, to wejdzie z powrotem oknem - kończy mieszkanka Steblowa.Z zarzutami zupełnie nie zgadza się sołtys Stanisław Grabas. - Dzisiaj (piątek 18 marca - red.) byłem u każdego z mieszkańców Leśnej, zostawiłem im kartki i zaprosiłem na najbliższą sesję gminną 23 marca do krapkowickiego kina. Sami mogą zwrócić się do burmistrza, radnych, naświetlić problem tych dróg. Skoro ktoś ma do mnie pretensje, powinien mi to powiedzieć wprost. Dziś przeszedłem się po domach i nikt do mnie nie miał pretensji. Wiedzą, że sam nic nie mogę zrobić. Sołtys Bryś z Żywocic jest radnym. Ma prawo zabierania głosu. Jestem tylko reprezentantem wsi. Steblów nie ma żadnego radnego. A ile razy osobiście pług wzywałem, wie tylko pan Rusin z urzędu. Chyba z żadnej innej wsi w gminie nie było tyle zgłoszeń dotyczących odśnieżania, jak ze Steblowa. Przede mną w Steblowie było co najmniej pięciu sołtysów. Co roku na Leśnej jest błoto. A akurat mają do mnie pretensje. A co, może mam ubrać gumowce, zakasać rękawy, wziąć widły i sam to zrobić? - retorycznie pyta Stanisław Grabas.Niestety wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy Steblowa-Kolonii muszą uzbroić się w cierpliwość i przeczekać okres roztopów. Dzwoniliśmy do Wydziału Gospodarki Komunalnej krapkowickiego urzędu i wieści płynące stamtąd nie napawają optymizmem. Prośby mieszkańców o utwardzenie drogi lub chociaż wysypanie tłucznia, zdaniem naczelnika wydziału są teraz po prostu wyrzucaniem pieniędzy... w błoto. - W tej chwili nic nie poradzimy. Mamy mało pieniędzy i trzeba je wydawać rozsądnie. Już nie mówię, ile poszło w tym roku na odśnieżanie. Znam sprawę, ale ten grunt na Leśnej musi przeschnąć, żeby można tam było cokolwiek zrobić. Pod spodem ziemia nie jest jeszcze rozmarznięta. Nasypiemy kamienia, dół się roztopi i to wszystko się obsunie. Za parę dni będzie taka sama sytuacja jak teraz. Ta droga jest miękka, bo tam jeszcze w grudniu kanalizacja była kładziona. Mogę teraz wymienić ulice w samych Krapkowicach, na których jest podobna sytuacja. Trzeba przeczekać ten przełom wiosenny - mówi Damian Latka, naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej. - Latem będziemy tam coś na pewno robić. Nie mamy w planie wpisanej budowy drogi Leśnej i asfaltu tam nie będzie, ale na pewno mieszkańcy mogą liczyć na wyrównanie drogi i utwardzenie w postaci grysu czy tłucznia - obiecuje przedstawiciel urzędu miejskiego w Krapkowicach.Marna to w tej chwili pociecha dla mieszkańców Leśnej. Wkrótce Wielkanoc. Zjadą znajomi i rodzina z kraju i zza granicy. A właściciele posesji w okolicach ulicy Leśnej zamiast przedświątecznymi porządkami i przygotowaniami, uprawiają błotne zapasy. Do naszej redakcji w następnych dniach docierały kolejne sygnały zbulwersowanych i zmęczonych tą sytuacją ludzi, którzy uszkadzali swoje pojazdy, niszczyli obuwie i ubrania, a na dodatek nie mogli dojechać na czas do pracy, gdy ich samochód po raz kolejny utknął w szlamie. - Moja babcia mieszka w Steblowie na naszej ulicy już od 47 laty i pamięta, że co roku był problem ze swobodnym poruszaniem się po ulicy Leśnej, ale to co dzieje się teraz, to jest po prostu straszne. Przychodzę do pracy i jestem cała brudna. Wyglądam faktycznie jak wieśniara. Wczoraj przedzierając się przez nasze bagno, potocznie zwane ulicą, uszkodziłam samochód. Jestem ciekawa, kto za to zapłaci ? Z pewnością ja, ale dlaczego ? Przecież płacę podatki! - piekli się mieszkanka ul. Leśnej. Artur Jackowski, Lidia Kulik |