Relacja z Watykanu
Pogrzeb Ojca Świętego naszymi oczymaZ potrzeby serca...- Decyzję o wyjeździe na uroczystości pogrzebowe Jana Pawła II podjęliśmy dosłownie w kilka minut. Następne kilkanaście zajęło nam zorganizowanie wyjazdu, czyli rezerwacja miejsca w biurze podróży - wspominają Barbara i Andrzej Kaufowie, którzy w środę, 30 kwietnia wyruszyli do Rzymu.
 | - Musieliśmy pojechać. Taka potrzeba wypłynęła prosto z serca. Nie było nad czym się zastanawiać. Po prostu powiedzieliśmy sobie: jedziemy i pojechaliśmy - mówią państwo Kaufowie, którym w czasie pielgrzymki w 1983, na Górze Św. Anny Ojciec Święty poświęcił ślubne obrączki.
Po 24 godzinach jazdy autokarem, nękani przez - trudne do sprawdzenia na trasie - informacje, że przed Rzymem jest korek sięgający 150 km, że dojazd do centrum Rzymu jest niemożliwy, że Włosi zatrzymują wszystkich przy granicach miasta, i że komunikacja w Rzymie omija okolice Watykanu, pielgrzymi z Krapkowic dotarli do pensjonatu w Altipiani (40 km od Rzymu). Tam mieli chwilkę na odpoczynek i skromną kolację. Później państwo Kauf wyruszli do samego Rzymu. Autokarem dotarli do serca Wiecznego Miasta, nad Tybr, w okolice zamku św. Anioła. - Wysiedliśmy i nasza pielgrzymkowa grupa rozproszyła się. Każdy na własną rękę próbował znaleźć swoją drogę do miejsca pożegnania Ojca Świętego - wspominają państwo Kauf. - Wszędzie były niezliczone rzesze ludzi, podążające w jedną stronę - w stronę Watykanu - dodają. Na drogach prowadzących do Placu Świętego Piotra można było spotkać pielgrzymów klęczących, modlących się i śpiewających, albo po prostu - stojących i rozmawiających. Byli tacy, którzy biegli i tacy, którzy spali albo spożywali kolację. Niezliczone rzesze ludzi zajmowały wszystkie ulice, place, skwery... Nawet fontanny czy puste fosy. Nad tłumem powiewały flagi - przede wszystkim polskie i papieskie, nad głowami ludzi unosiła się łuna z płonących zniczy i pochodni. - Aleja prowadząca na Plac Św. Piotra (Via Della Conciliazione), podobnie jak wszystkie, nawet najwęższe uliczki prowadzące do placu, była zamknięta i strzeżona przez karabinierów, żołnierzy i ochronę. Krążyły pogłoski, że żaden pielgrzym nie wejdzie na Plac Św. Piotra - wspomina pani Barbara.
Jednak państwo Kauf, nie tracąc nadziei ustawili się, wierząc, że uda im się chociaż zbliżyć do placu. Razem z nimi w tłumie cierpliwie stała młodzież, ludzie starsi, niepełnosprawni i malutkie dzieci: - W naszym autokarze jechała mama z trzylenim Krystiankiem, który ani razu, przez wszystkie dni pielgrzymki nie zapłakał, a w nocy z 7/8 kwietnia spał na rzymskiej ulicy, zawinięty w koce - opowiada pan Andrzej.
Dokoła przewijali się świeccy różnych narodów, duchowni, zakonnice... I nagle w tłumie dało się usłyszeć głos: 'Pani! Co tu tak ciasno?! A gadali, ze Rzym taki wielki!' To była góralska gwara... Już po chwili górale, zaczęli śpiewać 'Góralu, czy Ci nie żal...' - Trudno było powstrzymać łzy - mówią państwo Kauf. Ale śpiewali nie tylko oni. Młodzież z Polski, na prośbę Włochów, zaintonowała 'Czarną Madonnę', którą odśpiewano w dwóch językach jednocześnie. Około 1.00 w nocy, wśród śpiewów krapkowiczanie usłyszeli rozmowę - stojących nieopodal - sióstr zakonnych z polskim żołnierzem pełniącym służbę jako ochrona. - Nagle zobaczyliśmy, że otwiera się jedna z bramek broniących przejścia w stronę placu. Niepostrzeżenie dołączyliśmy do grupy prowadzonej przez siostry - wspominają. Jedna z zakonnic, dobrze znająca włoski, prowadziła grupkę wąskimi uliczkami wzdłuż watykańskich murów, a gdy zbliżała się kolejna bramka strzeżona przez karabinierów, siostra - przekonującymi argumentami - sprawiała, że drzwiczki się otwierały. - Czuliśmy się po troszę, jak pierwsi chrześcijanie przemierzający Rzym pod osłoną nocy... Ale około 2.00 byliśmy już na Via Della Conciliazione, tuż przy wejściu na Plac Św. Piotra - z uśmiechem mówi pani Basia.
Tam państwo Kauf zostali do rana: - Owinęliśmy się w śpiwory i czekaliśmy. Około 6.00 - oczywiście już w piątek - na telebimie, który znajdował się tuż przed nami, mogliśmy obejrzeć film opowiadający koleje życia Jana Pawła II... I nagle, na końcu Via Conciliazione usłyszeliśmy poruszenie - mówi pani Barbara. - Kordony policji włoskiej, trzymając się za ręce, szły bardzo powoli, co kilka kroków robiąc postój. Okazało się, że za nimi idą tłumy pielgrzymów, którzy chcą być jak najbliżej Placu Św. Piotra - dodaje pan Andrzej. - Trzeba też zaznaczyć, że Włosi na przyjęcie pielgrzymów przygotowali się doskonale. Nikomu nie zabrakło kocy, wody, czy ciepłych napojów dla zmarzniętych. Wszystkim towarzyszyło też poczucie bezpieczeństwa. Część pielgrzymów mogła wejść na plac, ale państwo Kauf zostali u wylotu Via Della Conciliazione: - Tu widzieliśmy plac i ołtarz... A dodatkowo - staliśmy tuż przed telebimem. Ludzie, którzy przed mszą weszli na plac, wracali z niego, ponieważ tuż przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych Ojca Świętego, nad tłumem wręcz eksplodowały flagi i transparenty, które niestety - zasłoniły wszystko.
W chwili rozpoczęcia uroczystości, w momencie kiedy wnoszono trumnę z ciałem Jana Pawła II na placu i w jego okolicach, gdzie zebrały się tysiące ludzi, zapanowała zupełna cisza... Ale już po chwili Włosi oklaskami dali wyraz uznania i szacunku. - Początkowo, byliśmy zdziwieni, tak jak inni Polacy, ale wszyscy przyłączyliśmy się do tych braw. W końcu tylko tak mogliśmy wyrazić naszą miłość, szacunek i wdzięczność Ojcu Świętemu - mówią krapkowiczanie.
Oklaski towarzyszyły właściwie całej mszy pożegnalnej... Słychać je było w trakcie homilii wygłaszanej przez kardynała Ratzingera oraz już po mszy. - Włosi nie tylko klaskali, skandowali także: 'Giovanni Paulo, Giovanni Paulo'. Równocześnie słychać było wykrzykiwane w ten sam sposób: 'Karol Wojtyła, Karol Wojtyła'... Dopiero, gdy trumna zniknęła za murami Bazyliki Św. Piotra zapanowała trwająca wiele minut cisza. Wszyscy na długo zastygli w bezruchu - wspominają państwo Kauf.
Po uroczystościach pogrzebowych okolice placu były nadal pełne. Z różnych jego zakątków słychać było modlitwy, dźwięki 'Barki', a nawet - polskiego hymnu. - Nam także trudno było opuszczać to miejsce. Ciężko było rozstać się z naszym bliskim, kochanym Ojcem Świętym - mówią wzruszeni pielgrzymi.
Honorata Podżorska |