

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Wywiad
Blue CafeNiebieska kawa podczas piwnej imprezy Zespół Blue Cafe to ośmioosobowa grupa profesjonalnych muzyków, z wokalistką o niezwykle interesującej barwie głosu. Istnieją od pięciu lat, cały czas grają koncerty i robią to naprawdę znakomicie. Są bardzo dobrymi instrumentalistami, potrafią stworzyć nastrojową atmosferę, jak również rewelacyjnie bawić publiczność. Poruszają się w bardzo różnych gatunkach muzycznych - generalnie jest to pop z elementami acid jazz, funky, hip-hop. Bardzo melodyjne piosenki z polskimi i obcojęzycznymi tekstami. Blue Cafe kojarzone jest z doskonałą zabawą podczas koncertów, muzyką na absolutnie światowym poziomie, dowcipnymi tekstami i intrygującą wokalistką posiadającą niezwykły czar i temperament. Byli gwiazdą niedzielnego wieczoru podczas gogolińskiego 'Kufelka'. W chwilę po występie udało nam się porozmawiać Z Pawłem Rurakiem-Sokalem i Tatianą Okupnik - liderami zespołu.W internecie znalazłem kilka stron poświęconych Waszemu zespołowi. Pojawiają się jednak sprzeczne wersje, co do daty powstania Blue Cafe. Jaka data jest prawdziwa, jeśli chodzi o Wasz początek i czy istnieje oficjalna internetowa strona zespołu Blue Cafe?Paweł Rurak-Sokal: Strona internetowa jest w trakcie budowy. Zespół powstał w 1998 roku. Od początku w Blue Cafe jestem ja, Tatiana i Michał Niewiadomski - puzonista. Było kilku innych muzyków, ale odpadli, ponieważ nie mieli zbyt dużej motywacji. Żeby to wszystko wytrzymać trzeba dużo siły wewnętrznej. Ponad dwa lata gramy w obecnym składzie i właściwie wszystko, co osiągnęliśmy do tej pory, to zasługa tej ekipy.Tatiano, z tego co wiem, do zespołu zostałaś zwerbowana z kabaretu...Tatiana Okupnik: Z Pawłem poznaliśmy się w słynnym łódzkim klubie '7'. Tam mnie wypatrzył. Wyszło grube dziewczę, źle ubrane, ha ha...Paweł: Tak. Miałaś z 80 kilo.Tatiana: A ja zobaczyłam siedzącego faceta w onucach, z czapką-pilotką na głowie. Przyszedł na występ, w ogóle nie zdejmując nakrycia głowy. Miał śmieszne bokobrody.Paweł: Siedzę tak sobie w tym klubie i dziwnie się czuję, bo generalnie jestem obok tej całej kultury. Tatiana: Kabaret, w którym występowałam to Chichot 2. Zostaliśmy nawet wyróżnieni na przeglądzie kabaretów PaKa w Krakowie w 1998 r.Paweł: Po występie stwierdziłem, że coś jest w głosie tej dziewczyny. Zadzwoniłem do Tatiany, zaprosiłem ją do filharmonii - gdzie jeszcze wtedy pracowałem. Filharmonia jakby gwarantowała Tatianie poczucie bezpieczeństwa, że żadnym oszustem ani zwykłym podrywaczem nie jestem. I przyszło to dziewczę do filharmonii. Nagraliśmy muzykę do etiudy filmowej mojego przyjaciela z Niemiec. W tym momencie zaczął powstawać zespół. Wszelki kontakt ze sztuką, czy to chodzi o malarstwo, czy właśnie śpiewanie w kabarecie to są bazy, korzenie, na których się wyrasta. To cholernie rozwija i owocuje teraz. Pawle, wspomniałeś, że byłeś pracownikiem filharmonii. Na jakim instrumencie tam grałeś?Paweł: Od piątego roku życia gram na skrzypcach. Występowałem solo, grałem w Filharmonii Łódzkiej, ale nie podobała mi się rola odtwórcy, stąd więc pomysł na zespół.W 2002 r. tygodnik 'Newsweek' ogłosił Was odkryciem roku. Marek Sierocki stwierdził nawet, że możecie podbić rynek muzyczny nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Czy faktycznie chcecie coś zwojować na naszym kontynencie? Paweł: Europa żądzi się własnymi prawami. Wejść na tamten rynek jest na pewno trudniej niż tutaj. Myślę, że jest to możliwe, ale to kwestia dłuższego czasu. Trzeba się dobrze przygotować, nagrać drugą płytę, powybierać najlepsze utwory, no i wtedy krok po kroku drążyć skały. Nie ma sytuacji, że wchodzisz na europejski rynek i od razu jesteś lubiany.Zapewne trzeba mieć też spore zaplecze finansowe, żeby najpierw podbić ten rynek, a potem jeszcze się na nim na dłużej zadomowić.Paweł: Wszędzie tak jest, że muzyka w pewnym momencie się kończy. Może to być Prince, może to być Miles Davis itd. Jeżeli nie ma sponsorów, to po prostu nie ma ani na promocję, ani nawet na stroje, instrumenty. Im wyżej się wchodzi, tym więcej to kosztuje. Takie są reguły gry.Na Waszej debiutanckiej płycie 'Fanaberia' utwory zaśpiewane są w języku polskim, angielskim, hiszpańskim. Tatiano, skąd u Ciebie taki talent do języków? Czy kończyłaś jakąś filologię czy są to raczej wrodzone zdolności?Tatiana: W liceum miałam angielski i francuski. Potem studia - romanistyka. Stąd ten hiszpański. Na nową płytę może jeszcze wciśniemy łacinę.Paweł: Z Tatianą tworzymy produkcyjny tandem. Ja jestem odpowiedzialny za muzykę, a Tatiana za teksty. Na początku proponowano nam, żeby ktoś inny tworzył teksty. Nie zgodziliśmy się na to absolutnie, ponieważ uważam, że ten kto śpiewa, najlepiej czuje muzykę i najlepiej interpretuje swoje teksty. Nie wszystkie wokalistki są pod tym względem tak uniwersalne i mobilne językowo. Pisząc muzykę, słyszę od razu, w jakim języku utwór ma być zaśpiewany. Faktycznie, niektóre wokalistki znają język angielski, ale już nie znają hiszpańskiego. Tatiana ma to zaplecze. Mam więc pełną swobodę i pełny komfort w komponowaniu kolejnych piosenek.Tatiana: W każdej chwili mogę wymyślić też parę słów po koreańsku, ha, ha...Paweł: Tutaj taka ciekawostka. W studio od dwóch miesięcy nagrywaliśmy gotowe utwory na płytę. W pewnym momencie zrobiliśmy sobie przerwę. W ciągu 15 minut, które miały być poświęcone na relaks, skomponowałem dwa nowe utwory, a Tatiana napisała do nich teksty. Były to 'Devil' i 'Sex' z płyty 'Fanaberia'.Często gracie dla najmłodszej publiczności. Koncertowaliście m.in. podczas akcji 'Nie jesteś bandziorem', obejmującej łódzkie gimnazja, czy też występowaliście na koncercie 'Od przedszkola do Opola' podczas Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki. Czy to chęć zarażenia młodych ludzi muzycznym bakcylem? A może zespół Blue Cafe chce pełnić role wychowawcze?Paweł: Myślę, że rozbijamy pewien stereotyp muzyczny w Polsce, pewne przyzwyczajenia i nawyki. Nasze instrumentarium jest bardzo trudne. W pierwszych momentach istnienia chcieli nam przyprawić etykietę, że jest to zespół jazzowy. Są wprawdzie trudne aranże, natomiast jest to podane w taki sposób, że ludzie w pewien sposób uwrażliwiają się na taką muzykę, która jest nowa na rynku. Ten 'gwałt gombrowiczowski' przynosi efekty. Część tej publiczności w życiu nie przyszłaby na koncert, gdzie jest puzon, trąbka, saksofon. Jednak przychodzą tłumy, które się świetnie przy tym bawią. Tatiana: Idziemy do ludu... Ale wracając do tematu. Latem gramy mnóstwo koncertów plenerowych, ale na przykład zimą, tak jak wspomniałeś, występowaliśmy w łódzkich szkołach. Braliśmy udział w wielu akcjach charytatywnych, co przynosi wiele frajdy i niesamowitych emocji. To jest zupełnie inny rodzaj grania. Wiadomo, że powiedzmy w szpitalu warunki są inne. To nie jest show takie jak tutaj. Graliśmy choćby w szpitalu im. Matki Polki dla dzieci z takich oddziałów, z których czasami już nie wychodzą. To było niesłychane przeżycie. Z jednej strony my - osiem osób, wszyscy zdrowe byki, a z drugiej te malutkie dzieciaki, z których wiele przywiezionych zostało na łóżkach, pod kroplówką. I widzisz jak tym dzieciakom spod tych kołderek ruszają się nóżki, razem z nami śpiewają. To nie chodzi więc tylko o to, żeby edukować muzycznie, ale dać po prostu tym dzieciom moment radości. Paweł: Jeżeli zespół jest znany i idzie za tym gratyfikacja finansowa, jednocześnie nie zapomina o aspekcie humanistycznym, bardzo ludzkim, i kiedy dochodzi do takich sytuacji, o których mówiła Tatiana, to jest to bardzo cenne. Stanowi to wręcz o sile takiego zespołu. Na koncie macie też występ w łódzkim więzieniu o zaostrzonym rygorze. Muzyka może pełnić też funkcje socjalizacyjne?Tatiana: Rzeczywiście. Śmiałam się, że po tym koncercie panowie powinni nawrócić się i zejść na dobrą drogę. Ale jest też inny aspekt tego koncertu. Po pierwsze zobaczyliśmy, że takie wydarzenie, jak koncert zespołu w więzieniu, bardziej zachęca media do robienia zdjęć, niż występ zespołu np. w szpitalu dla dzieci. To przykre tak naprawdę. Jest też druga sprawa. Na pewno nie chcieliśmy sobie zrobić w ten sposób reklamy, ani też porównać grania w szpitalu i więzieniu. Po występie w więzieniu Paweł często mówił, że żaden człowiek nie wybiera miejsca, w którym się rodzi. Czasami pewne zdarzenia prowadzą do czegoś złego, zaś czasami ktoś jest na tyle silny, by wydostać się z gorszego środowiska. Niektórzy po zrobieniu czegoś złego są w stanie wygrzebać się z tego i stać się lepszymi ludźmi.Paweł: Jeżeli choć jedna osoba z takiego środowiska uroni łzę w czasie koncertu, to już będzie to niesamowity sukces. Tatiana: Poza tym koncert był naprawdę niesamowity. Przede mną siedzieli sami panowie, niektórzy bardzo byczkowato zbudowani. Ci panowie zachowywali się jednak bardzo kulturalnie. Wielu z nich śpiewało 'Łap mnie, baby!'. Było bardzo wesoło. Na plenerach ludzie się często gorzej zachowują. Pawle, masz podobno jakieś doświadczenie w pracy z alkoholikami...Paweł: Tak. Zajmuję się terapią wczesnoalkoholową, stąd moje inklinacje, żeby nie zapominać o takich ludziach. Powtórzę jeszcze raz, że nie wybieramy miejsca urodzenia. Niektórzy od początku są w takim środowisku, że trudno im się wyrwać z tej patologii. Wszyscy jesteście z Łodzi?Tatiana: Jasiek jest z Chełma. To ten najbardziej owłosiony. Kudłacz-trębacz. Jest rozdarty pomiędzy dwa miasta, bo jego miłość pozostała w Chełmie, a próby odbywają się w Łodzi. A jeśli chodzi o próby, to jak często się one odbywają?Paweł: W czasie wakacyjnej trasy koncertowej nie ma prób w ogóle. Ewentualnie jakieś nowe rzeczy szybko przed koncertem przećwiczymy. Przedtem prób było tyle, po dwa razy dziennie, że wszyscy właściwie padali na pysk. To teraz owocuje tym, że mamy komfort w pracy. Tatiana: Po drodze nie ma możliwości wynajmowania sali na próby. Poza tym początki Blue Cafe to generalnie jedna wielka próba. Koncertów prawie nie było.Paweł: Graliśmy za darmo. Nie było żadnych pieniędzy. Z Tatianą wierzyliśmy jednak w to, że w końcu uda nam się coś osiągnąć.Dziękuję za rozmowę. Rozmawiali Artur Jackowski i Paweł Kulik |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|
|
 | ZOBACZ TAKŻE |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 11 |  |
|
|
|
|