Zdzieszowice
Majowy Festyn KoksownikówZdzieszowickie święto- Przepraszam! Przepraszam! Ja tu z dzieckiem idę! - krzyczał pan niosący w ręku kufel świeżo nalanego piwka, przeciskający się przez tłum podczas jednego z koncertów Majowego Festynu Koksowników w Zdzieszowiach.
Dzień Hutnika obchodzi się w Zdzieszowicach specyficznie, bo przez kilka dni. Ich finał to właśnie Festyn Koksowników w parku, na którym w tym roku, przy zmiennej pogodzie, ale w świetnej (jak można było przeczytać wyżej), piknikowej atmosferze bawili się zdzieszowiczanie przez cały weekend. Obchody Dnia Hutnika rozpoczęto w środę, 4 maja spotkaniem władz Zakładów Koksowniczych z Radą Miasta. W czwartek na hali sportowej odbyło się spotkanie z jubilatami, czyli wieloletnimi pracownikami Zakładów. Piątek przeznaczono na spotkanie z emerytowanymi koksownikami. Goście zjedli wspólny obiad, otrzymali upominki, przygrywała im orkiestra. Sobota i niedziela stały pod znakiem oczekiwanego festynu. Dwudniowy repertuar tej rekreacyjnej imprezy okazał się na tyle atrakcyjny, że pomimo niepewnej aury pogodowej, wieczorem Park Zabaw i Wypoczynku wypełniał się ludźmi.W sobotę można było spróbować swych sił na ścianie wspinaczkowej, wypróbować się w konkursie sprawnościowym, wysłuchać koncertu Zakładowej Orkiestry Dętej. Później wystąpił Grzegorz Stasiak ze swą kapelą Bar, znany z telewizji TVN, jako instruktor początkujących kierowców. Największą publiką nacieszyć się mogła gwiazda wieczoru - reaktywowany niedawno zespół Papa Dance. Ostatnie zdzieszowickie festyny nie cieszyły się aż tak wielkim zainteresowaniem, jak występ Papa Dance. Przy starych, znanych dyskotekowych utworach bawił się cały amfiteatr, a zwłaszcza bardzo licznie zgromadzone pod samą sceną dzieci. Bisy trwały około pół godziny. Potem można się było jeszcze rozerwać podczas plenerowej zabawy, która trwała do późnych godzin nocnych.
 | Na zabawie zdecydowali się jednak zostać ci, którym zbyt wiele snu nie potrzeba. Zdzieszowiczanie, którzy lubią sobie pospać, wrócili do domów wcześniej. I dobrze wiedzieli, co robią, ponieważ w niedzielny poranek przez ulice Zdzieszowic, budząc wszystkich śpiochów przemaszerowała Zakładowa Orkiestra Dęta, która tego dnia grała głośniej niż zwykle. Przed południem w zdzieszowickim kościele odprawiono mszę w intencji wszystkich koksowników. Niestety, niedzielny festyn stał pod dużym znakiem zapytania, głównie ze względu na zimną i deszczową pogodę. Przeszkodziło to w rozegraniu zaplanowanych zawodów sportowych. Jednak po południu pogoda się poprawiła i jeszcze skromnie, ale powoli park zaczął tętnić życiem. Z upływem czasu stopniowo parkingi się przepełniały - był to znak, że nadchodzi czas na największa gwiazdę Festynu - Kombii. Przyszły po prostu tłumy fanów. Zarówno tych dojrzałych, którzy z zespołem śpiewali stare hity, jak i tych całkiem młodych, którzy nucili refreny nowych, znanych z list przebojów piosenek.
 | Grzegorz Skawiński dał bardzo efektowny koncert, nieco krótszy ze względu na opóźnienie grupy. I - jak zapewniał wokalista na początku występu - 'mimo zimna, w Zdzieszowicach było gorąco.' Ludzie tańczyli stojąc na ławkach, nie wypłoszył ich nawet padający pod koniec deszcz. Imprezę zakończył pokaz sztucznych ogni. BB |