Dla Kuriera
Urszula Strzała - dyrektor Publicznego Przedszkola nr 1Miejsce przyjazne dla dzieciO jubileuszu, tradycjach, zabawnych sytuacjach i realiach, jakie panują w placówce rozmawiamy z dyrektorką najstarszego przedszkola w gminie - mgr Urszulą Strzałą, która od 1975 roku pracuje w Publicznym Przedszkolu nr 1 w Krapkowicach.
Jak minęły obchody siedemdziesiątych urodzin przedszkola?
Zaproszeni goście bawili się wspaniale. Już sam fakt, że chcieli na tę uroczystość przyjść ci, którzy skończyli to przedszkole w latach `40 jest niesamowity. Były u nas, na urodzinach przedszkola babcie z wnukami. Wnuki, to już trzecie pokolenie, w naszym przedszkolu. Najpierw chodziły do nas babcie, w latach `70 ich dzieci, a dziś - chodzą ich wnuki. Na jubileuszu były trzy takie rodziny. Wspomnień nie było końca... Loża honorowa absolwentów liczyła około 50 krzeseł. To byli i przedszkolacy starsi i tacy 'w średnim wieku'. Pamiętam, jak właśnie takie nasze najstarsze absolwentki wspominały, że bawiły się tak samo, jak teraz bawią się dzieci, tylko że ich posiłkiem był głównie chleb ze smalcem, a teraz? Proszę spojrzeć, jak tu kolorowo, ładnie i niczego nie brakuje. Mieliśmy tu także - z okazji siedemdziesięciolecia - zorganizowane uroczyste posiedzenie Rady Pedagogicznej, na które zaprosiliśmy wszystkie panie, które pracowały w tym przedszkolu. Była pani dyrektor Kuchna, która kierowała tym przedszkolem od 1957 do 1980 roku; to była wspaniała dyrektorka. To właśnie od niej nauczyłam się tej współpracy ze środowiskiem, z różnymi instytucjami wspomagającymi wychowanie. Ja staram się co roku zrobić jakiś festyn. W tym roku był właśnie urodzinowy.
Na każdych urodzinach obowiązkowe są prezenty. Jak było na urodzinach przedszkola?
Oczywiście - były torty. Jeden pięciopiętrowy, a dwa - trzypiętrowe. To było wspaniałe wrażenie. Nasi absolwenci zagrali 'Sto lat' dla przedszkola i każdy podchodził i dostawał kawałek pysznego tortu. To był taki prezent dla wszystkich od nas. I od nas były jeszcze kwiatki z cukierków zrobione przez dzieci i panie.A co dostało przedszkole?
Największy prezent dostaliśmy od burmistrza, bo burmistrz dał nam czek na 1 tys. zł i zabawki - 'Siedemdziesiąt zabawek na siedemdziesięciolecie' - lalki, misie, samochodziki i bardzo dużo sprzętu sportowego. Nie ukrywam, że sama podsunęłam pomysł na piłki, skakanki, małe kosze do koszykówki. Wszystko przyda nam się na ciepłe dni, na podwórko.
Na co realizacja czeku zostanie przeznaczona?
Trudno mi jeszcze powiedzieć. Nigdy takiego prezentu jeszcze nie dostaliśmy i trudno mi nawet określić, czy to mało czy dużo. Trzeba wspomnieć, że na festynie zarobiliśmy 1,5 tys. zł, więc mamy łącznie około 2,5 tys. Nie wiem, co za to kupię... Jest tyle potrzeb... Ale trudno jest mówić o potrzebach, kiedy nie wszystkie przedszkola wyglądają tak ładnie jak nasze, dzieci nie mają takich - jak nasze - warunków... Wiem, że - na przykład - bardzo potrzebny jest mi faks, bez tego teraz ani rusz. Dziś wysiadł nam zwykły, wysłużony już telefon. My nie mamy żadnego skanera, czy porządnej kserokopiarki. To wszystko mamy z odzysku... Brakuje nam naprawdę potrzebnego, podstawowego dziś sprzętu.
Urodziny były bardzo dużą imprezą. Czy trudno było ją zorganizować?
Mnie do zrobienia tej imprezy skłonili ludzie. Często spotykałam różnych krapkowiczan, którzy mówili: to jest moje przedszkole - i opowiadali mi mnóstwo ciekawych rzeczy na temat tej placówki. Sama zebrałam dane i fakty oraz opracowałam historię przedszkola. Okazało się, że powstało ono w 1935 roku. Musiałam przecież zrobić urodziny! Pierwszy raz zaprosiłam wszystkich już podczas Dnia Babci. Z organizacją wcale nie było łatwo. My mamy mało miejsca wewnątrz przedszkola, więc impreza musiała być na podwórku. Troszkę deszcz pokrzyżował nam plany... Ale i tak wszystko się udało. Myślę, że to, że zorganizowaliśmy scenę w ogrodzie dużo dało. W tym miejscu chcę bardzo podziękować rodzicom, którzy naprawdę zaangażowali się w urodziny naszego przedszkola. Rodzice przynosili materiały, my szyłyśmy wszystko, trzeba było nadmuchać ok. 500 balonów, wszystko porozstawiać, porozwieszać... Było mnóstwo pracy, ale na szczęście my - przedszkolanki, mogłyśmy liczyć na rodziców.
Jak wygląda praca tutaj? Ile dzieci obejmuje przedszkole swoją opieką?
Opiekujemy się 75 dziećmi, także w oddziale w Steblowie. Pracuje tu 9 osób. Czasem do przedszkola przyjmujemy dzieci, które mają mniej niż trzy lata, ponieważ jest bardzo dużo potrzebujących rodziców, którzy nie mają z kim maluszków zostawić. W tym miesiącu przyjęłam dwoje takich maluteńkich, ponieważ akurat dwoje starszaków wyjechało na wczasy, wypisując się z przedszkola.
Trudno się pracuje z takimi maleństwami, które nie mają jeszcze trzech lat?
Do takiej sytuacji trzeba się dostosować. Kiedyś mieliśmy tu pomoc do dzieci i teraz też by się nam niezwykle przydała, niestety... W tym roku będę miała panią - zatrudnioną na ćwierć etatu - do opieki nad najmłodszymi. Takim maluszkom we wszystkim trzeba pomóc. Ale radzimy sobie. Po prostu - u nas jest jak w rodzinie. Przedszkole jest niewielkie, wszystkie dzieci są na jednym piętrze, starsze mają kontakt z młodszymi, już od rana - po zapachu - próbują zgadywać, co będzie na obiad.
Pamięta Pani jakieś zabawne sytuacje z życia przedszkola?
Mamy wychowanka, który nie lubi jeść nic, oprócz suchego chleba i rano przynosi dla siebie i dla kolegi suchą bułkę. Dzieci nie lubią pić czasem mleka. Ostatnio chłopiec pytał, czy może sobie przynosić oranżadę, ale kucharka wykazała się sprytem i dała mu 'swoją' oranżadę - sok malinowy. Dzieci w ogóle jedzą coraz mniej. Gdyby im dać chipsy albo hamburgera, to by zajadały, ale tradycyjne potrawy trudno przechodzą im przez gardło. Po naszych urodzinach zostało trochę chleba. Postanowiłyśmy zrobić z niego grzanki dla dzieciaków. Ale była zabawa! A maluchy jadły, aż im się uszy trzęsły. 'Zjadalność' polepsza się także wtedy, kiedy dzieci same, z pomocą pań, same robią sobie kanapki.
Przedszkole ma już swoje lata, ma więc także pewnie jakieś tradycje?
Pracujemy na moim autorskim programie: 'Krapkowice, Śląsk Opolski - moja mała ojczyzna'. W ramach tego programu poznajemy wszystkie najbliższe okolice. Jeździmy do Głogówka, Nysy, Rogowa, Gogolina, na Górę Św. Anny. Bywamy też w Bierkowicach. Mamy taką bardziej szkolną trasę, ale to bardzo rozwija dzieci. Zapraszamy tu też ciekawych ludzi. Np. pani Namysło z Żywocic uczy nas pleść wieńce adwentowe, robi z nami korony żniwne. Mówi wtedy po śląsku, śpiewa piosenki. Mamy też tradycję pasowania na przedszkolaka. Tradycją są też spotkania z teatrem i koncerty. Co miesiąc mamy tutaj teatrzyk, dwa razy w roku jeździmy do Opola do Tearu Lalki i Aktora na jakąś premierę. Tam mówią o nas 'nasi'. Tak samo jest w krapkowickiej szkole muzycznej. Dwa razy w roku idziemy tam na koncert, a raz szkoła udostępnia nam salę na Dzień Babci i my robimy tam koncert. Do tradycji należą też wspaniałe lekcje biblioteczne, podczas których bibliotekarki, czytają dzieciakom. U nas w ogóle dużo się czyta. Nawet podczas leżakowania dzieci słuchają czytanych przez przedszkolanki albo nagranych na cd baśni i opowiadań. Mamy także Tydzień Europejski - był jeszcze zanim zaczęło mówić się o wejściu Polski do Unii. Obchodzimy też wszystkie święta. Uczymy się języków obcych - angielskiego i niemieckiego, mamy także rytmikę dla dzieci.
Czego by Pani życzyła sobie - jako dyrektorce i całemu przedszkolu z okazji urodzin?
Takim największym marzeniem byłaby sala gimnastyczna, w której można by robić wszystkie ćwiczenia ruchowe, jakie odbywają się w salach. Można by organizować tam też spotkania z rodzicami. Z jednej strony - jest ciasno, ale z drugiej - to mobilizuje nas do wyjścia w teren, odwiedzania różnych miejsc i instytucji. Sala gimnastyczna, nawet taka malutka by nam się bardzo przydała. Spróbuję powrócić jeszcze do tego tematu, ale to duże, naprawdę duże koszty. Z drugiej strony nie ukrywam, że wiele moich marzeń, marzeń dyrektorki już się spełniło, za co dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili.Dziękuję za rozmowę. Honorata Podżorska |