Komentarz
Tesco chce jeszcze więcej?Jak nie siłą to podstępem?Dlaczego dopiero teraz Tesco myśli o rozbudowie do rozmiarów - jak to mówi wiceburmistrz Haraf - 'porządnego marketu tego typu'? Taniej przecież było wybudować od razu cały obiekt jesienią... Może i taniej, ale na pewno nie bez problemów natury prawnej...
Gdy powstawało Tesco, pisaliśmy (Kurier nr 38) o wątpliwościach dotyczących wielkości marketu. W trakcie lutowego Forum Pracodawców burmistrz Piotr Solloch poinformował, że powierzchnia sklepu wynosić będzie 1995 m2. Kilka dni później okazało się jednak, że powierzchia ta to 4850 m2. Według przedstawicieli urzędu, na budowę marketu można było wydać zgodę bez wymaganych analiz czy zmiany planu zagospodarowania przestrzennego miasta, ze względu na zapis, że powierzchnia sprzedaży wynosić będzie właśnie 1995 m2. Dzięki tak 'skrupulatnemu' wyliczeniu powierzchni nie brano więc pod uwagę wpływu hipermarketu na lokalny rynek pracy, infrastrukturę komunikacyjną, a zwłaszcza na funkcjonowanie sieci handlowej, o co wnioskowali lokalni przedsiębiorcy. Nie brano - ponieważ prawo wprowadza taki obowiązek dopiero, gdy w gminie wielkości Krapkowic (powyżej 20000 mieszkańców), market ma być większy od 2000 m2. A Tesco jest przecież o 'całe' 6 m2 mniejsze.Wypowiadający się wtedy w imieniu Kongregacji Przemysłowo-Handlowej Mirosław Kulikowski przedstawiał sprawę budowy hipermarketu w Białej Podlaskiej, gdzie wydanie podobnej decyzji zostało podważone jako działanie w celu ominięcia prawa. - Nie powoływałbym się na te 5 tys. metrów - ostudzał jednak w lutym zeszłego roku zapały handlowców Damian Latka z Urzędu Miasta i Gminy, przekonując, że wszystko jest zgodne z przepisami.
Teraz można przypuszczać, że plan był prosty: wybudować mini-hipermarket (poniżej 2000 m2), odczekać pół roku i - korzystając z nieprzemijającego entuzjazmu władz - dobudować resztę. Możliwe, że zgodnie właśnie z takim planem Tesco przestało swój sklep w Krapkowicach nazywać 'mini-hipermarketem' - nazwę bowiem zmieniono ostatnio na 'hipermarket'.W zeszłym roku, zanim stanęło Tesco, można było mieć podejrzenia o naruszenie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym dotyczące nadinterpretacji definicji powierzchni sprzedażowej. Trudno bowiem pogodzić ze zdrowym rozsądkiem teorię, że za powierzchnię uważa się tylko i wyłącznie powierzchnię półek i regałów (bez np. tzw. ciągów komunikacyjnych, czyli tego miejsca, po którym chodzą klienci). Teraz, w obliczu nowych planów inwestora, warto aspekty prawne przeanalizować ponownie i to z dużą dozą podejrzliwości. Pozostaje mieć nadzieję, że ani Przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Kulpa, który lubi się określać 'ojcem chrzestnym' tej inwestycji, ani pozostali włodarze naszej gminy, o 'chytrym' planie Tesco nic nie wiedzieli. Bo gdybyśmy nawet porzucili nadzieję, że władze będą chronić lokalnych przedsiębiorców, to musimy upewnić się, że okoliczności podejmowanych przez nich decyzji są przejrzyste, a same decyzje zgodne z prawem. Warto też, aby opierały się o prawdziwe argumenty. Bo to, co twierdzi Kulpa, że mamy najdroższą benzynę na świecie (!) i to, że w Otmęcie nie ma stacji benzynowej, nie wygląda na argumenty ani poważne, ani prawdziwe. Nie wspominając już, że zgodnie z zapewnieniami wiceburmistrza Harafa, budowa stacji przy ul. Kilińskiego miała ruszyć już 7 miesięcy temu ('Będzie stacja', Kurier 47) i to mimo protestów mieszkańców, którzy uważali, że będzie za blisko osiedla. MR |