KRAPKOWICE.net
poniedziałek, 8 września 2008    Czcibora, Marii, Serafiny    / °Cpogoda06:14 wschód/zachód słońca19:20
TYGODNIK KURIER
KURIER TV
TANIE ROZMOWY
INFORMATOR
OGŁOSZENIA
EXTRA
AKTUALNOŚCI
PRACA
KAMERY
ROZRYWKA
FORUM
 CZAT
GSM
INFO
 
startuj z portalem dodaj do ulubionych|    Wirtualne KRAPKOWICE   ||   Street of Race - forum dla automaniaków    | wydrukuj stronę

R       E       K       L       A       M       A

KRAPKOWICE.net » Kurier » Nr 109 (19.07.2005)
KURIER: AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...


JEDYNKA / E-KURIER

 « 109 (109)  » 


 » ZOBACZ NUMER

 » PDF JEDYNKA

PDF CAŁA GAZETA

Dostęp do artykułów
w Portalu i cała gazeta
w PDF-ie za 1 SMS-a!

Od teraz jeszcze taniej przy płatności on-line!

Płatność kartą lub przelewem
(także z zagranicy)

PODATEK
EXTRA
Street Of Race 3
Festyn Koksowników 2006
Dni Krapkowic 2006
15 lat Klubu Tańca Siera
Malwina Ratajczak - Miss Polonia
KALENDARIUM
LISTA WYSYŁKOWA
Jeżeli chcesz otrzymywać najnowsze informacje z Ziemi Krapkowickiej i Portalu prosto do Twojej skrzynki pocztowej wpisz poniżej swój adres e-mail



KURIER TOP 5
Najczęściej czytane
Tematy Kuriera


Krapkowiczanka najpiękniejszą Polką!
Do woja marsz!
Dam pracę, szukam pracy
Tragedia na żwirowni
Skandal z Miss Polonia

Najlepiej oceniane
artykuły z Kuriera
przez Internautów


Utrudniona przeprawa
Unia dofinansuje
Biznesmeni walczą ze stresem
Na nerwicę najlepsza impreza
Czy musimy chodzić środkiem jezdni?

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron


Dla Kuriera Ksiądz Robert Dura, misjonarz pochodzący z Dobrej

Na misjach się nie cierpi

O trudach i pięknych aspektach pracy misyjnej, o życiu w Afryce i szerzeniu Słowa Bożego, rozmawiamy z księdzem Robertem Durą, misjonarzem z ośrodka rekolekcyjno-szkoleniowego w Sokodé w Togo.



Dlaczego i jak zdecydował się Ksiądz na wyjazd do Afryki? Dlaczego akurat misje?

To było właściwie dość dziwne. Ja byłem w seminarium w Nysie i już po pierwszym roku studiów czułem, że chcę zostać misjonarzem. Od razu wiedziałem, że jeśli pojadę to tylko do Afryki. Dla mnie bycie w seminarium było równe wyjazdowi na misje. Ja nawet swego czasu myślałem o tym, żeby przejść do zgromadzenia Misjonarzy Werbistów, żeby móc łatwiej i szybciej wyjechać. Jednak pod koniec mojej nauki w seminarium wszystko zaczęło się pięknie układać. Przed święceniami mieliśmy spotkanie z naszym biskupem i ja już wtedy mu powiedziałem: 'Chcę jechać na misje, na misje do Afryki'. Tak się złożyło, że tuż przed naszymi święceniami przyjechał do Polski biskup z Togo i on nas święcił. Po święceniach, na wspólnym obiedzie dowiedzieliśmy się, że biskup z Togo może posłać do Sokodé dwóch nowo wyświęconych księży. Ale dopiero po roku kapłaństwa. Wtedy nic nie mówiłem, dopiero po roku poszedłem do naszego biskupa, powiedziałem, że chcę pojechać do Togo. On kazał mi napisać podanie. Szybko się zaszczepiłem i nie minęło dużo czasu, jak znalazłem się w Afryce.

A co ze znajomością języka, jakimiś przygotowaniami?

Ale ja tam pojechałem 'na wariata'! Zupełnie nie znałem francuskiego, który obowiązuje w Togo, nie wiedziałem, co mnie tam czeka. Szok przeżyłem na przykład już na lotnisku. To był szok termiczny. Byłem przekonany, że ten gorąc idzie od silników samolotu, ale szedłem dalej i dalej i było ciągle tak samo gorąco!

I nigdy nie żałował Ksiądz swojej decyzji?

Tak naprawdę - nie. Zawahałem się tylko przez moment, zaraz po przyjeździe do Afryki, kiedy w ogóle nie wiedziałem, w jakim świecie się znalazłem. Ale szybko mi przeszło.


Jak wspomina Ksiądz pierwszy kontakt z ludnością afrykańską?

Najpierw pomyślałem: 'Oni wszyscy są tacy sami, jak ja ich będę odróżniał?!' Ale to było bardzo serdeczne powitanie - oni coś do mnie mówili, a ja nic nie rozumiałem. Jedyny kontakt jaki udało mi się z nimi nawiązać i zrozumieć się nawzajem to po prostu - śmiech, no i oczywiście niezawodny język migowy! A mój pierwszy kontakt z Togo kojarzy mi się z tym, że są takie momenty w życiu, kiedy jest się całkowicie zależnym od innych. Ja nic nie umiałem zrobić tam sam; zakupy, załatwianie najprostszych spraw, kontakty z ludźmi - we wszystkim ktoś musiał mi pomagać.

Ale w końcu usamodzielnił się ksiądz?

Starałem się, żeby stało się to jak najszybciej. Przez sześć tygodni siedziałem w pokoju nad książkami i uczyłem się języka. Nauczyciel do mnie przychodził, ja nigdzie się nie ruszałem. Miałem przerwy tylko na jedzenie. Niewiele wchodziło mi w tym czasie do głowy, a po tych sześciu tygodniach zaczęło mi odbijać. W końcu nie wytrzymałem. Rzuciłem książki i poszedłem do ludzi i po prostu, jak dziecko pytałem: Qu `est-ce que c `est? (Co to jest?) i tak, powoli uczyłem się języka. Wiadomo - śmiechu było co nie miara, bo nieraz zdarzało mi się powiedzieć coś w stylu: 'Kali być głodny', ale nauczyłem się takiego żywego języka. A co do samodzielności - to tak: w październiku wylądowałem w Togo, w Niedzielę Palmową odprawiłem mszę w obowiązującym tam języku i dość szybko przestałem używać kartek podczas mówienia kazań.

A czy kazania skierowane do mieszkańców Afryki różnią się czymś od tych, skierowanych do nas, Polaków?

Oczywiście - muszą się różnić. Tam mniej jest filozofii, spraw trudnych. Ci ludzie w większości dopiero uczą się wiary. Na przykład w wioskach, gdzie też odprawiamy msze podchodzimy podczas kazania do ludzi i jak najprościej tłumaczymy im, co mówi do nich Jezus w Ewangelii. A kiedy widzę, że wierni się nudzą i zaczynają mi zasypiać - od razu kończę.

Czy Afrykanie chętnie słuchają Ewangelii? Nie boją się rezygnować ze swoich wierzeń i tradycji?

Oni mają wiarę w przodków i potrafią to sobie jakoś połączyć. Po prostu wiedzą, że jest Bóg, ale do Niego można zwracać się właśnie przez przodków. Ale ogólnie - nie boją się odrzucać tego, co ich. Są gotowi odciąć się od korzeni i w pełni przyjąć chrześcijaństwo. Początkowo myślałem, że to zafascynowanie Europą, cywilizacją białych, ale widzę po tych ludziach, że to zafascynowanie Chrystusem i tym, że On nas zbawił. Ale bywa i tak, że jeśli zaczyna się dziać źle, Afrykanie interweniują u szarlatanów. Jednak częściej jest tak, że wierzący w Jezusa wyrzekają się całkowicie swojej starej wiary, przestają składać ofiary innym bogom i wtedy są bezpieczni.

Czy Afrykanie nie bali się wyjazdu Księdza do Polski?

Nie, myślę, że teraz się już nie bali. Ale jak pierwszy raz wyjeżdżałem do Polski, to ludność z wioski, do której jeździłem bardzo często, wysłała do mnie najstarszego mieszkańca, który przyniósł mi kurę i powiedział: 'Fajnie, że jedziesz do bliskich, do rodziny, zabierz im tą kurę - w prezencie od nas, ale ojcze, przyjedź! Bo my tu będziemy jak dzieci bez matki...' Ale ja wtedy wróciłem i ludzie chyba zrozumieli, że ja jestem tam dla nich i że ich nie zostawię, bardzo też zmieniły się nasze relacje, po moim powrocie; ludzie bardziej mi chyba zaufali, otworzyli się. Teraz czuję się, jakby to była moja parafia, choć formalnie wcale nią nie jest.

Czy na misjach potrzebni są świeccy? Czy w ogóle jest możliwość, by osoba świecka została - w pewnym sensie - misjonarzem?

U nas nie ma osób świeckich, ale wiem, że jest taka możliwość. I muszę przyznać, że w ogóle - jest sporo Polaków, którzy pracują na misjach.

Co mogą robić tacy zwykli ludzie?

Misjonarze potrzebują przede wszystkim lekarzy i pielęgniarek. Ale takie osoby mogą być też nauczycielami czy budowniczymi... Naprawdę - możliwości jest wiele.

A co trzeba zrobić, by pracować na misjach?

Przede wszystkim mieć prawdziwe chęci i dużo otwartości, żeby tych ludzi, z którymi ma się pracować, zrozumieć. A poza tym - trzeba się zgłosić do Centrum Formacji Misyjnej, które jest w Warszawie i tam już kierują dalej i udzielają dokładnych informacji.

Czy misjonarze otrzymują jakąś pomoc od polskich księży, czy to jest tak, że jedni są tam, drudzy tu i kontaktu nie ma prawie wcale?

Jest pomoc, oczywiście. Co roku 6 stycznia ministranci do specjalnych skarbonek zbierają pieniążki na misje. Też co roku mamy prawo przedstawić jakiś projekt, który diecezja pomaga nam zrealizować. Dzieci, w dniu Pierwszej Komunii też ofiarują fundusze na pomoc misjom. Ale najwięcej robimy my sami, szczególnie teraz, kiedy jesteśmy na urlopach. Na przykład mówimy kazania w jedną niedzielę, a kolekta jest właśnie na misje. Mamy pomoc też od jednej niemieckiej diecezji, ale to starcza nam tylko na jedzenie. A przecież jeszcze trzeba płacić za prąd, paliwo, często trzeba przecież pomagać ludziom, kupić im leki, czy po prostu dać im na coś środki.

Gdyby była taka możliwość, czy wróciłby Ksiądz do Polski?

Nie biorę tego w ogóle pod uwagę. Nie wyobrażam sobie już powrotu. To wszystko, co w Togo zacząłem, to wszystko, co tam robię nie pozwoliłoby mi na wyjazd. Poza tym - mam pod opieką wielu ludzi, których już teraz nie mógłbym zostawić. Niczego mi tam nie brakuje, nauczyłem się żyć w Afryce. To, co jest potrzebne, po prostu mam. Na misjach się nie cierpi, przynajmniej ja tego tak nie odczuwam. Relacja ze spotkania z misjonarzem zorganizowanego dla dzieci przez Urząd Gminy w Strzeleczkach na str. 16.


Za pomoc w realizacji dziękuję uczestnikom spotkania - Honorata Podżorska


K O M E N T A R Z E
Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy.

DODAJ KOMENTARZ! Twój będzie pierwszy.
wróć do Kuriera nr 109


FORUM
DODAJ KOMENTARZ! Twój będzie pierwszy!
OCEŃ TEN ARTYKUŁ
Możesz ocenić ten artykuł.
Wybierz ocenę
- czym wyższa tym lepsza.

 1   2   3   4   5   6 
KURIER 109
SPORTzwiń dział
Nie będziemy walczyć o utrzymanie

Leśnica z pucharem





AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...

 POLECAMY LOKALNE FIRMY »» ZOBACZ REKLAMĘ » TEXTBOX
 

Wszelkie materiały zamieszczone w Portalu są prawnie chronione.
Kopiowanie w jakiejkolwiek formie bez zezwolenia zabronione.

© 2004 by SONIK & SONIK / KURIER Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
KONTAKT:
portal@krapkowice.net