Strzeleczki
Spotkanie z misjonarzemŻycie w roztańczonej AfryceUwieńczeniem półkolonii letnich organizowanych przez Urząd Gminny w Strzeleczkach było spotkanie z byłym mieszkańcem Dobrej, który obecnie mieszka w mieście Sokodé w afrykańskim Togo. Okazuje się, że nie tylko dzieci z zainteresowaniem słuchały opowieści księdza Roberta Dury, misjonarza.
Wszyscy mogli obejrzeć film. Film nieco przypominał znane nam z telewizji filmy o Czarnym Lądzie, jednak bohaterami filmu byli dobrze znani księdzu Robertowi Afrykanie oraz misjonarze. Misjonarz wiedział o nich praktycznie wszystko, dzięki czemu jego komentarz był niezwykle żywy i ciekawy. Dzieci z uwagą przyglądały się bardzo odmiennym afrykańskim szkołom, targowiskom, domom. Dziwiły się, że kuchnia może składać się z kilku misek i paleniska, że kowal zamiast młotka używa kamienia, że Afrykanie muszą pić mętną wodę ze starej studni, która wyglądem przypominała lemoniadę, choć smakiem pewnie bardzo się różniła.
Kościół w Afryce
- W Afryce ludziom nie brakuje już tak bardzo studni, dachów nad głową, rzeczy materialnych. Im teraz najbardziej potrzeba głębi życia duchowego - mówi ks. Robert. I właśnie dlatego misjonarz stara się spędzać z ludźmi jak najwięcej czasu i w ośrodku szkoleniowo-rekolekcyjnym w Sokodé, i w maleńkich wioskach: - Zawsze jestem z ludźmi i dla ludzi. Do siebie wracam o 22.00, 23.00. Wtedy mam czas na przygotowanie materiałów, na przygotowanie się na dzień następny. Dla mieszkańców Afryki msza jest wielkim wydarzeniem. Często zdarza się, że trwa ona 2 czy 2,5 godziny. Podczas tych mszy wiele się śpiewa i bardzo dużo... tańczy! Szczególnie roztańczone postacie idą 'po ofierze' wrzucając do koszyczka nie tylko pieniążki. Podczas ofiarowania, przede wszystkim w większe święta, wierni przynoszą dary natury, a nawet zwierzęta. Afrykanie w większości są posiadaczami zegarków i nigdy nie spóźniają się do kościoła, mimo tego, że często muszą pokonywać dość duże odległości. Wyjątkiem była pewna niedziela: - Pojechałem do zaprzyjaźnionej wioski odprawić mszę. Miałem do przejechania 40 km i nie spóźniłem się. Wchodzę do kaplicy, a tam zupełnie pusto. Poszedłem więc w stronę domów. Patrzę, a tam każdy zajęty sobą. No więc mówię: 'Ja 40 km przejechałem i się nie spóźniłem, a wy co?' Nagle jakaś kobieta pyta: 'A to już ta pora?! Nie wiedzieliśmy, która godzina, bo dziś słońca nie ma!' - wspomina misjonarz. Salwy śmiechu wzbudził fragment filmu, na którym kózki i świnki w najlepsze biegają po kaplicy: - Tam nie ma drzwi, a zwierzęta chowają się do cienia - tłumaczy ks. Dura. W wielu kościółkach w Togo znalazł miejsce wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej: - To w końcu Czarna Madonna. Afrykanie uważają ją 'za swoją'. Jedno z plemion rysuje sobie takie kreski, podobne do rys na twarzy Maryi i ludzie z tego plemienia od razu wiedzieli, że Matka Boska jest im bliska. Coraz więcej mieszkańców Czarnego Lądu przyjmuje chceścijaństwo, wzrasta liczba powołań, a zdarza się, że przy okazji młodzi uczą się polskiego; na taśmie filmowej zarejestrowane były młode Afrykanki, pięknie po polsku śpiewające 'Ty jesteś moim Panem'. - Nauczyły je śpiewać siostry zakonne - uśmiecha się misjonarz.
 | Tradycje
Bardzo ważną tradycją w Afryce jest taniec. - Afrykanie tańczą przy każdej okazji, przy każdym święcie, często też, podczas wykonywania swoich obowiązków. Tańca nie brakuje także przy wszystkich obrzędach religijnych - chrzty, komunie, msze połączone są zawsze z tańcem. Do ważnej tradycji należy także specyficzna wiara w przodków, którym ofiaruje się na przykład trochę mięsa z upolowanych zwierząt. Poza tym, ludy afrykańskie dalej często zwracają się do szamanów, nawet mimo chrześcijaństwa nie potrafią się pozbyć przyzwyczajeń: - Mieszkańcy Togo chyba wychodzą z założenia, że lepiej mieć jeszcze jedną wiarę w zanadrzu. Na przykład, gdy zdarzy się nieszczęście, idą zapytać czarownika o radę - opowiada ks. Robert. Wśród ludów mieszkających jeszcze bardzo prymitywnie, w małych wioskach, głęboko zakorzenione są także czary: - Jeśli człowiek posłucha i zagłębi się w to, co ci ludzie potrafią i jak w to wierzą, naprawdę może poczuć się przerażony. Często też ludzie są w posiadaniu złych duchów, nie mówię tu jeszcze o opętaniu, ale to i tak bardzo niebezpieczne - tłumaczy misjonarz.
 | Afrykańska rodzina
Rodziny zamieszkujące wioski są zazwyczaj rodzinami wielodzietnymi. Średnio rodzice mają siedmioro pociech, a z nimi, w jednym domu mieszkają też dziadkowie. Mimo tego, że rodziny są liczne i tak wiele niemowląt umiera. Umiera tuż po porodzie, ponieważ akuszerki odbierające porody nie zawsze mają wystarczającą wiedzę, by dziecko ratować, nie zawsze zachowują zasady higieny... Afrykanie wyznający religię tradycyjną mają po kilka żon. Rekordzistą w tej kwestii był pewien właściciel kantoru, który miał aż 36 żon: - To jest prawdziwa tragedia - opowiada ks. Dura - z kilku żon rodzi się wiele dzieci. W Afryce, w wioskach, jest taka zasada, że to mężczyzna utrzymuje rodzinę i kiedy on umiera, kobiety nie wiedzą, jak sobie radzić. I one i dzieci zostają bez środków do życia. Z kolei ci, którzy przechodzą na chrześcijaństwo, żonę mają jedną, ale to nie znaczy, że nie mają problemów. Na przykład mężczyźni - chyba tak, jak w Polsce - przed ślubem bronią się jak mogą. Powód jednak mają o wiele poważniejszy: - Zazwyczaj jest tak, że pary wcześniej mają kilkoro dzieci i żyją razem, a ślub w kościele biorą dużo później. Wynika to z tego, że mężczyźni są bardzo mocno związani z religią tradycyjną i jeśli najpierw wezmą ślub w kościele, to są postrzegani jako ci, którzy nie szanują tradycji, w jakiej się wychowali - tłumaczy misjonarz. A jeśli już afrykańska para weźmie ślub, to trudno jej przyjąć europejskie tradycje; na przykład mąż musi włożyć wiele wysiłku w to, by zasiąść z żoną przy jednym stole, czy by zamieszkać z nią w jednym pomieszczeniu: - Takie już tam panują tradycje, że mężczyzna podczas posiłku zwykle omawiał z innymi mężczyznami ważne, typowo 'męskie sprawy' - mówi ksiądz. Za to czarne kobiety mają mnóstwo pracy! Same przez cały dzień opiekują się gromadą dzieci, gotują, chodzą - czasem kilka kilometrów - po wodę, wykonują wszystkie domowe obowiązki. Inaczej mają się kobiety w miastach. Tam panuje już wizerunek tej bardziej wyzwolonej. Zwykle, dobrze sytuowane i pracujące zawodowo Afrykanki chcą mieć tylko dziecko. Męża niekoniecznie: - Mąż nie jest im aż tak bardzo potrzebny, bo świetnie radzą sobie same, ale ta chęć posiadania dzieci wiąże się z bardzo ważną tradycją: w Afryce kobieta, by być kobietą prawdziwą, musi być matką.
 | Co jedzą misjonarze?
- Ja czasem kupuję świnię i robię sobie pasztet, szynkę, salceson itd. Więc mogę mieć swojskie jedzenie. Kuchnia w naszym domu wygląda tak jak w Polsce. Teraz mamy afrykańską kucharkę, która gotuje afrykańskie potrawy. Wcześniej była inna pani i jedzenie bardziej europejskie. Ksiądz Dura najbardziej lubi afrykańską kaszę, potrawy z ryb, pyszne, ostre sosy i... specjalnie przygotowane liście z baobabu. Ma też prostą zasadę: - Jak jestem tam, to jem banany, cytryny, pomarańcze, a jak przyjeżdżam tu, to jem truskawki, jabłka i czereśnie. Tam mam na przykład drzewo cytrynowe pod domem. Jak chcę herbatkę z cytrynką, to idę i ucinam sobie prosto z drzewa - śmieje się ks. Robert. Bywa też, że zostaje się poczęstowanym mięsem z psa czy węża i odmówić gospodarzom nie można! Mimo takich różności polski ksiądz czasem tęskni za polskim jedzeniem. - Brakuje mi tam na przykład grzybów suszonych, czy tradycyjnych sosów, ale to drobnostki. Na szczęście czasem ktoś mi pośle coś dobrego i polskiego - przyznaje misjonarz.
 | Spotkanie z misjonarzem zakończyło się wnikliwym oglądaniem i wypróbowaniem różnych ciekawych, egzotycznych przedmiotów, które ks. Robert przywiózł prosto z Afryki. Dzieci mogły pograć na bębnie i grzechotkach, wachlowały się wachlarzem z liści palmowych czy przymierzały tajemniczą maskę. Dorosłych bardziej zaiteresowały fotografie z Czarnego Lądu... Na zakońcszenie ktoś z zebranych skwitował: - Wszystkich księży powinno się wysyłać przynajmniej na rok na takie misje. Wtedy doceniliby, jak tutaj mają dobrze i doceniliby pewnie swoich parafian.
Jeśli ktokolwiek chciałby pomóc dzieciom, którymi opiekują się misjonarze z w Sokodé, podajemy adresy e-mail: ocdi-sokode@bibway.com, rdura@op.pl oraz numer konta: Bank Zachodni WBK S.A. I/O Krapkowice, rachunek nr 51 1090 2239 0000 0005 76072219. Fundusze wpłacone na to konto przeznaczone będą na opłatę za szkoły, kupno podręczników i zeszytów, jedzenie, zakup leków i mydła oraz szczepienia dla dzieci z Togo. Honorata Podżorska |