Temat Kuriera
Młody krapkowiczanin utonął podczas kąpieli w Kątach OpolskichTragedia na żwirowniW upalną środę około południa dwaj 21-letni chłopcy wybrali się nad wodę. Chcieli po pracowitym poranku odpocząć i wykąpać się... Mieli jechać na basen, ale ostatecznie zdecydowali się na żwirownie w Kątach Opolskich. Wybór okazał się tragiczny. Jeden z przyjaciół utonął... Drugiego zdołał uratować mieszkaniec Krapkowic.
 | - Nie czuję się wcale żadnym bohaterem. Jestem zły na siebie, że nie udało mi się uratować tego drugiego chłopaka. Śni mi się to wszystko po nocach. To było straszne - opowiada 25-letni Daniel Kozdraś, który - jako jedyny z opalających się w Kątach rzucił się na ratunek chłopcom. Marcin i Kamil przyjaźnili się od najmłodszych lat, mieszkali praktycznie obok siebie i często dzielili obowiązki na pół. W środę rano razem nosili meble u Marcina. Później pożyczyli od jego mamy samochód i mieli zamiar pojechać na basen. Znaleźli się jednak nad jeziorem w Kątach. Właściwie nie wiadomo, dlaczego wybrali dzikie kąpielisko z niepewnym dnem i głębokością liczącą kilka metrów - nawet blisko brzegu.
 | Chłopcy byli jedynymi osobami kąpiącymi się w jeziorze. Oprócz nich w wodzie nie było nikogo, ale nad wodą nie brakowało tych, którzy się opalali. Po kilkunastu minutach spędzonych dość blisko brzegu dwaj przyjaciele odpłynęli około 20 metrów od brzegu. I wtedy doszło do tragedii. Nagle Marcin zaczął tonąć. Kamil próbował go ratować, ale nie dawał sobie rady. Nikt z siedzących na brzegu nie zareagował od razu. Z relacji świadków wynika, że początkowo wyglądało to jak niezbyt mądre zabawy. Dopiero po chwili z koca poderwał się mężczyzna, który rzucił się na ratunek. Jak się okazało, mężczyzną tym był właśnie mieszkaniec Krapkowic, Daniel Kozdraś. - Po kilkunastu sekundach zorientowałem się, że coś jest nie tak, że oni na pewno się tak nie bawią! Nie wiem, jak to się stało, że wskoczyłem do wody. Nie zastanawiałem się nad tym, że coś mi się może stać, nie było na to czasu. To był po prostu odruch - wspomina mężczyzna. - Nie mam żadnych uprawnień ratownika, nawet karty pływackiej nigdy nie miałem. Po prostu musiałem im pomóc... - dodaje.
 | - Inni stali i patrzyli, ale nikt się nie ruszył. Z drugiej strony - nie za bardzo byli tacy, którzy daliby radę. Była starsza pani opiekująca się dziećmi, no i trochę młodszych kilkunastolatków. Kiedy biegłem do wody zobaczyłem chłopaka stojącego na brzegu i patrzącego się na tonących. Miał bliżej niż ja, bo ja ciągle jeszcze biegłem. Krzyczę więc do niego: 'Jak umiesz pływać, to wskakuj do wody, bo oni się topią!' A on stał i nic. Nie wiem, możliwe, że nie umiał pływać... Nikt mi nie pomógł. Ludzie może też się bali - relacjonuje pan Kozdraś.
Kiedy pan Daniel dopłynął do chłopców Marcin był już pod wodą. Kamil bez sił, ledwie utrzymując się na powierzchni szeptał: 'Ratunku'. Nie było szans, żeby sam dopłynął do brzegu.
W miejscu, w którym utonął Marcin było 4,5 metra głębokości. Daniel Kozdraś, tuż po wyciągnięciu Kamila na brzeg, próbował tam nurkować w poszukiwaniu drugiego chłopaka: - Tam było strasznie ciemno, ciśnienie nie pozwalało mi nurkować, woda była lodowata. W pewnym momencie zacząłem już opadać z sił... Później próbowali jeszcze chłopcy, którzy mieli płetwy. Okazało się, że bez specjalistycznego sprzętu nikt nie był w stanie pomóc Marcinowi w żaden sposób. Po kilkunastu minutach przyjechała ekipa płetwonurków: - Szukali chłopaka prawie pół godziny, z całym tym sprzętem - mówi Daniel Kozdraś.
Co roku na niestrzeżonych kąpieliskach toną ludzie... Sam napis zakazujący kąpieli nikogo nie przeraża i nikogo przed kąpielą nie powstrzyma. Zwłaszcza, że w naszym powiecie, a szczególnie - w Krapkowicach, nie oszukujmy się, strzeżonych kąpielisk bardzo brakuje. Może w końcu trzeba się zastanowić nad zagospodarowaniem dzikich kąpielisk i zrobić coś więcej, niż tylko postawić tabliczkę?
- Ja już wiem, że już nigdy nie pojadę nad takie jezioro. Lepiej iść na basen, wiedzieć, że ratownik jest w pobliżu - kończy Daniel Kozdraś. Honorata Podżorska
(fot. www.112.opole.pl) |