Krapkowice
Męczenie zwierzątKoszmar kociątka- Chcecie zobaczyć, jak się przystosowuje kota do nowego domu? - spytała wchodząca do naszej redakcji mieszkanka ul. 1-Maja. To, co zobaczyliśmy okazało się raczej niekonwencjonalnymi i dość brutalnymi metodami wychowywania zwierzęcia.
 | Do miejsca 'przystosowywania kota' doprowadziło nas przeraźliwe miauczenie. Okazało się, że maleńkie kociątko miauczało zza domu, gdzie pozostawiła je właścicielka. Kobieta poszła do pracy i przywiązała kota - za pomocą sznurka - do małego słupka. Zwierzak miał tak spędzić najbliższych kilka godzin, oczekując na powrót swojej pani wśród gruzu i śmieci. Owszem, miał coś do jedzenia, wodę i legowisko, ale fakt, że był przywiązany było nie do zniesienia i dla kociaka, który próbował zerwać się ze sznurka, i dla mieszkanki domu, przy którym maleństwo było uwięzione: - To straszne! Przecież tak się nie przystosowuje małego kotka do nowego otoczenia! On tam miauczy, a jak widzi człowieka, to się wyrywa. Jeszcze trochę i się po prostu udusi - mówiła przerażona sąsiadka właścicielki kotka. Nie mogąc patrzeć na ten koszmar odwiązała zwierzaka i zabrała go do swojego mieszkania.
 | - Ta pani kilka dni temu zostawiła innego kociaka, tak samo. Też tak miauczał. Aż zniknął... Najprawdopodobniej uciekł. Myśleliśmy, że na tym się skończy męczenie kotów. A tu proszę! Dziś jest już nowy i właścicielka potraktowała go tak samo - mówiła kobieta, która przed chwilą uwolniła cierpiącego kotka.
Oburzony postępowaniem właścicielki kota był także lekarz weterynarii: - Kot to nie pies! Kociak absolutnie nie nadaje się do takiego traktowania - mówił mocno zdziwiony zachowaniem właścicielki weterynarz, Andrzej Skóra. - Kota zostawia się w domu - z dostępem do wody, jedzenia i kuwety. Kot w zamknięciu może wytrzymać nawet tydzień, jeśli ma wodę i pokarm. Ale nie można go zostawiać w ten sposób; kot walczy z taką uwięzią i po prostu może się udusić. To dla niego męczarnia! - mówił lekarz.
Wszystkie przypadki znęcania się nad zwierzętami, wszystkie podejrzenia co do tego, że ktoś krzywdzi bezbronne zwierzę należy zgłaszać do opolskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.Kilka lat temu zarząd główny Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami powołał do życia stanowisko inspektora. Jego obowiązkiem jest interweniowanie w momencie, kiedy zwierzęta cierpią. Inspektor, który zostanie poinformowany o akcie znęcania się nad zwierzęciem, ma pełne prawo skontrolować miejsce i właściciela zwierzaka.- W tej chwili inspektorem jest pan Józef Mateuszczyk, ale - jako że pan Mateuszczyk jest człowiekiem wiekowym, opolski oddział towarzystwa przygotował do funkcji inspektorów trzy nowe osoby - mówi Anna Wasiewicz z opolskiego TOZ. Inspektor interweniuje i - zazwyczaj - na jednej interwencji się nie kończy: - Te osoby trzeba kontrolować i kilka razy. Niektórym raz nie wystarczy - mówi pani Wasiewicz.
 | Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie tylko zajmuje się zwierzętami maltretowanymi. Dba także o te, które są chore, potrzebują pomocy... TOZ od kilku lat współpracuje z różnymi mediami: - Czasami trzeba sprawę nagłośnić. To efektywne, sprawdzone przez nas działanie. Tak można znaleźć pomoc dla zwierzaków. A jeśli chodzi o znęcanie się nad zwierzętami, to ludzie, o których napisano czy wyemitowano audycję, często dopiero po nagłośnieniu sprawy zaczynają mocno wstydzić się tego, co zrobili i bać reakcji otoczenia. Najczęściej przestają się znęcać. Więc - jeśli nie pomaga interwencja naszego inspektora, wówczas nagłaśniamy sprawę. To zawsze pomaga - mówi Anna Wasiewicz.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami Oddział Opole ul. Katedralna 6, 45-008 Opole tel. (0-77) 441-02-25 Honorata Podżorska |