Felieton
Uważaj na promocjeSkorzystaj już teraz!11 sierpnia o poranku zadzwoniła do mnie uprzejma pani z Błękitnej Linii, telefonicznego biura obsługi klienta Telekomunikacji Polskiej SA. Jako że posiadam telefon w abonamencie standardowym, bez jakichkolwiek ulg, zniżek i specjałów, zaproponowała zmianę taryfy na bardziej odpowiednią. Propozycja wydała mi się interesująca, wszak już nawet w sieciach telefonii komórkowej w cenie abonamentu są ulgi, darmowe minuty itd.
Na wstępie uprzejma pani wypytała kiedy i gdzie najczęściej dzwonię, by chwilę później zaproponować o wiele lepszy plan taryfowy: „Darmowe wieczory i weekendy”. Brzmi rewelacyjnie, w końcu coś za darmo. W posiadanej dotychczas taryfie standardowej, comiesięczny obowiązkowy abonament wynosi prawie 43 zł. W oferowanej - 85 zł. W zamian za wyższe opłaty, wyjaśniła konsultantka, będę mógł dzwonić za darmo na telefony stacjonarne TP po godzinie 20:00 oraz w weekendy i święta. Za darmo włączona zostanie usługa prezentacji numeru - jeśli posiadam odpowiedni aparat, na wyświetlaczu pojawi mi się numer dzwoniącej do mnie osoby. Ponadto, w cenę wliczone jest naliczanie sekundowe: rozmawiam 10 sekund, płacę za 10 sekund, w odróżnieniu od opłaty za cały 3-minutowy impuls, pobieranej z góry. W ostatecznym rozrachunku, mimo wyższych comiesięcznych opłat, w tej proponowanej mi ofercie łączne rachunki będą z pewnością niższe. Co więcej, aktualnie jest promocja - nie 85, ale tylko 50 zł za pierwszy miesiąc. - A więc - zapytała - zechce pan w tej chwili zmienić swój abonament?
Trudna decyzja, mimo prawdziwej determinacji i usilnego przekonywania ze strony konsultantki, postanowiłem poczekać, przemyśleć. Nie pomogły z jej strony pytania pomocnicze o to, kto w domu płaci rachunki, przekonywania, żeby zrobić rodzinie prezent i skorzystać z oferty już teraz. Nie przekonało mnie nawet to, że przecież - Jeśli nie spodoba się panu ta nowa taryfa, będzie można wrócić do poprzedniej. Postanowiłem sprawę przemyśleć. Umówiłem się z panią nazajutrz, zadzwoni by spytać o moją decyzję.
Chcąc porównać plany taryfowe, zerknąłem do internetu na witrynę www.tp.pl, gdzie podane są szczegółowe informacje. Ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że w prezentowanej mi przez konsultantkę ofercie znalazło się kilka drobiazgów, o których miła pani przez telefon nie wspomniała. Otóż, gdy nie spodoba mi się nowa taryfa, mój powrót do poprzedniej, czyli planu standardowego, jest niemożliwy. Regulamin stwierdza, że choć dokonanie zmiany jest możliwe, jednak nie na plany których sprzedaż została wstrzymana, a do nich należy mój „plan standardowy” (Źródło: Regulamin promocji planów tp darmowe wieczory i weekendy...)
Analizując cennik doczytałem kolejny pominięty w rozmowie drobiazg: opłata za rozpoczęcie połączenia. Za każde połączenie (wyłączając te „darmowe” w wieczory i weekendy) muszę na wstępie zapłacić 20 gr. Po podliczeniu kosztów wykonania przykładowej 5-minutowej, poobiedniej rozmowy przez telefon okazało się, że w nowym planie zapłacę 80 gr., podczas gdy w starym 70 gr, przy dwukrotnie niższym comiesięcznym abonamencie! Mój optymizm przygasł, gdy okazało się, że owe darmowe wieczory nie rozpoczynają się o godz. 20:00 lecz 22:00... a darmowa prezentacja numeru nie zadziała wcale... bo krapkowicka centrala chyba nadal nie jest do tego przystosowana....
Nazajutrz o poranku zadzwoniła ta sama, uprzejma pani z pytaniem, czy powziąłem decyzję. Ku jej zdziwieniu, zdecydowałem pozostać przy obecnym, skromnym, nie promocyjnym, zwyczajnym planie standardowym. Przedstawiłem jej swoje wątpliwości i odkrycia z cenników dostępnych na oficjalnej stronie w internecie. Z prawdziwym uporem trwała przy tym, że darmowe wieczory rozpoczynają się o 20:00, ja konsekwentnie trwałem przy swoim: po 22:00. Po dłuższej telefonicznej przepychance uprzejma pani konsultantka poprosiła bym chwilę poczekał - musi się skonsultować. Po długich pięciu minutach trwania przy głuchej słuchawce rozłączyłem się. Tak zakończyła się nasza miła rozmowa. Uprzejma pani już więcej nie zadzwoniła. Nie wyjaśniła dlaczego podała nieprawdziwe dane, dlaczego nie poinformowała o zawiłościach owej „korzystniejszej” oferty. Determinacja z jaką usiłowała mnie przekonać prysnęła jak bańka mydlana - klient okazał się zorientowany!
Opisałem to zdarzenie ku przestrodze. Zewsząd jesteśmy bombardowani promocjami, super ofertami, wedle których nasze rachunki obniżą się radykalnie, a nasze kieszenie zyskają. Jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że w wielu przypadkach stajemy się nie klientem, a ofiarą socjotechnicznych manipulacji. Warto czytać regulaminy, analizować cenniki i nie ufać mniej lub bardziej profesjonalnym „zachwalaczom”. Tylko świadomy wybór uchroni przed stratą pieniędzy i jest gwarancją realnych korzyści i zadowolenia. Wtedy ewentualne pretensje można mieć do siebie samego, a nie konsultanta, po którym ślad zaginął.
Witold Rożałowski |