Dana Cup 2005
Wywiad dla KurieraMożna się wiele nauczyćRozmowa z Adrianem Mrozem, członkiem Zarządu T.S. Iron Man.Skąd wziął się pomysł wyjazdu na turniej?
Od kilku lat w działalności Towarzystwa coraz większą wagę przykładamy do projektów współpracy międzynarodowej. Rozwijamy kontakty z organizacjami i klubami z Niemiec, Czech, Szwecji i Belgii. Kiedy znaleźliśmy informację o turnieju Dana Cup, postanowiliśmy na posiedzeniu Zarządu, że ta impreza powinna się znaleźć w naszym kalendarzu na 2005 rok.
Czy możesz zdradzić ile kosztuje udział w takim turnieju? Oczywiście, to żadna tajemnica. Opłata za jednego zawodnika i opiekuna to 175 Euro. Do tego dochodzi koszt przejazdu i ubezpieczenia.
Skąd bierzecie fundusze na takie projekty?Korzystamy z różnych źródeł. Część kosztów ponoszą uczestnicy, szukamy oczywiście sponsorów, a brakujące środki wykładamy z kasy Towarzystwa.
Łatwo jest znaleźć sponsorów? Na szczęście jakoś sobie radzimy. Możemy zawsze liczyć na grono sprawdzonych przyjaciół: przede wszystkim Urząd Miejski w Gogolinie, SKOK Stefczyka, Caffee Cappucino. Dobrze współpracuje nam się z MKS-em Gogolin, a wyjazd do Danii wsparła także firma Nord Folien Polska ze Zdzieszowic. Szczególnie dzięki przychylności gogolińskich władz oraz Zespołowi Rekreacyjno - Sportowemu udaje się doprowadzić do skutku wiele z naszych pomysłów.
Co sądzisz o organizacji turnieju. Czy coś podobnego jest w ogóle możliwe w Polsce? W takiej skali obecnie oczywiście nie. W turnieju wzięło udział przecież prawie 800 drużyn. Zapewnienie odpowiednich warunków, wyżywienia dla kilkunastu tysięcy ludzi, to przedsięwzięcie przekraczające możliwości nie tylko T.S. Iron Man, ale moim zdaniem wszystkich lokalnych organizacji i samorządów. Pamiętajmy jednak, że organizatorzy Dana Cup zaczynali przed 15-tu laty od niewielkiej lokalnej imprezy. Obecnie jest to komercyjne przedsięwzięcie z własną infrastrukturą, boiskami, personelem i przedstawicielami na całym świecie. Co jest główną przeszkodą w zorganizowaniu podobnego turnieju w Gogolinie?
W czasie pobytu w Hjorring rozmawiałem z organizatorami, starając się wykorzystać ten wyjazd na zebranie możliwie wielu doświadczeń. Okazuje się, że najważniejsza jest infrastruktura. Opinia o turnieju roznosi się głównie drogą nieformalną, a jednym z najważniejszych atutów zarówno Dana Cup, jak i podobnych turniejów są doskonałe murawy i rozwiązania organizacyjne. W Hjorring corocznie budowane są 3-4 nowe boiska, to świadczy o znaczeniu tego turnieju dla lokalnej społeczności oraz o możliwościach organizatorów.
Rozmawiał: Rafał Nocoń
Rozmowa z Maciejem Lisickim, trenerem drużyny T.S. Gogolin. W poprzednim sezonie trener juniorów MKS Gogolin, obecnie opiekun LZS Leśnica.
Co powiesz o poziomie drużyn występujących w turnieju?
Poziom był na pewno wysoki w porównaniu do chociażby opolskiej I ligi juniorów. Zresztą drużyny były zróżnicowane, zarówno biorąc pod uwagę poziom wyszkolenia, przygotowania motorycznego, jak i organizacyjnego. Oprócz amatorskich zespołów grających prostą piłkę, widziałem kilka profesjonalnych drużyn, bardzo dobrze przygotowanych, które już na pierwszy rzut oka futbol traktowały bardzo poważnie.
Jak na tym tle reprezentują się zawodnicy których miałeś do dyspozycji?
Na pewno pod względem techniki wielu z naszych zawodników nie odstępowało rywalom. Widoczne za to były braki motoryczne tj. w wytrzymałości i sile. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że graliśmy w najstarszej grupie wiekowej i tylko kilku zawodników grało z rówieśnikami, natomiast reszta była młodsza nawet o 5 lat. Mimo tych różnic wszyscy chłopcy walczyli bardzo ambitnie i z ich postawy byłem bardzo zadowolony.
Czy któraś z drużyn zrobiła na tobie szczególnie dobre wrażenie?
Nie miałem wiele czasu aby pojawić się na wielu meczach w charakterze kibica. Widziałem jednak np. brazylijski zespół do lat 16 - drużynę o nazwie Pequeninos, która pokazała styl gry znany z najlepszych czasów brazylijskiej piłki. Latynosi są znani z doskonałej techniki, oglądanie ich gry to była czysta przyjemność. Jednak przegrali z drużyną mołdawską, która prezentowała styl mniej przyjemny dla oka, ale bardzo dojrzały taktycznie. Muszę też pochwalić dwie drużyny z którymi byliśmy w grupie: Norweski Sandnes Ulf, który zajął 3 miejsce, oraz Butingford Town z Anglii. Anglicy zaimponowali mi przygotowaniem organizacyjnym - to był zespół z doskonałym zapleczem, świetnie przygotowanymi zawodnikami i zasłużenie dotarł do finału.
Można podejrzewać, że niektórzy z zagranicznych zawodników biorących udział w turnieju za 2-3 lata pojawią się w profesjonalnych drużynach. Jak uważasz, jakie są główne przeszkody, że tak niewielu zawodników z opolskich drużyn potrafi się przebić na pierwszoligowe stadiony?
Niestety są to pieniądze. Klubów nie stać na stworzenie porządnej bazy szkoleniowej, a chłopców do grania można zachęcić przede wszystkim warunkami, tj. sprzętem, murawą, profesjonalnymi szkoleniowcami. Większości opolskich drużyn na to nie stać i w związku z tym nie stawiają na młodzież. Ciągle łatwiej jest sprowadzić zawodnika, już prezentującego jako taki poziom, niż wyszukać w okolicy talenty i je wychować. Druga strona medalu jest taka, że młodzież się specjalnie nie garnie - ciężko jest chłopaków zmusić do ciężkiej pracy i poświęceń.
Mówi się, że nowoczesny futbol to coraz mniejsze różnice pomiędzy narodowymi stylami. Czy jest to również widoczne w pojedynkach młodzieżowych drużyn np. latynoamerykańskich ze skandynawskimi?
Patrząc na ten turniej to tak. Porównując drużyny skandynawskie, których w Hjřrring było bardzo dużo, z latynoamerykańskimi różnice polegają nie tyle w samej technice, czy ilości sztuczek na boisku, a w sposobie poruszania się po boisku. Ogólnie mówiąc wszystko sprowadza się do przygotowania motorycznego. Bez szybkości, wytrzymałości i siły nawet w futbolu juniorskim nie można już wiele osiągnąć. U tych lepszych drużyn zaobserwować można było także bardzo dobrze dopracowane fragmenty gry taktycznej.
Czy zwycięstwo w takim turnieju jest w zasięgu młodzieżowej drużyny z naszego regionu?
Jak najbardziej. Nie możemy mieć zbyt wielu kompleksów, bo wielu naszych chłopców też potrafi nieźle grać w piłkę. Już w tej chwili, gdybyśmy dysponowali wszystkimi zawodnikami z ligi i przygotowywali się minimum 3 tygodnie, moglibyśmy powalczyć o finał. A przecież jest kilka równorzędnych i lepszych drużyn w województwie. Na pewno nad jedną rzeczą trzeba pracować: nad mentalnością. Mam tutaj na myśli zapał do pracy i chęć osiągania wyników. Tego możemy pozazdrościć choćby Skandynawom. Byłoby fantastyczną rzeczą, gdybyśmy mogli co roku jeździć na takie turnieje. Można się tam wiele nauczyć i tak naprawdę zobaczyć jak się gra juniorską piłkę na świecie. Na tym turnieju ostatni raz prowadziłem zawodników MKS-u Gogolin. Korzystając z okazji chciałbym chłopakom podziękować za dwuletni okres, myślę że udanej współpracy i życzyć sukcesów w dalszej pracy.
Rozmawiał: Rafał Nocoń
zebrał: /raul/ |